Neymar był strasznie wkurzony. Jego twarz była skamieniała jednak po policzku co chwila spływała samotna łza. Chodził po kuchni jak wariat i szukał czegoś, co mógłby potłuc. Niestety wszystkie możliwe szklanki i kubki leżały w częściach na podłodze. Teraz przyszedł czas na niszczenie wszystkiego co jest w jego otoczeniu. Przewracał stołki barowe które stały przy wyspie. Kopał w dolne szafki, a w górne walił pięściami.
-No jeśli tak dalej pójdzie, to zamieszkasz w ogrodzie.-Powiedziałam to całkiem głośno. Nie bałam się go. Jednak powinnam. Chłopak spojrzał się na mnie jakbym była niechcianym obiektem w jego domu.
-Zostaw mnie samego.-Wrzeszczał.
-Nie.-Powiedziałam spokojnym tonem.
-Powiedziałem wyjdź stąd!-Zbliżył się do mnie i szarpnął za ramie.
-Oszalałeś? Czy z głupim się widziałeś?-Krzyknęłam i odsunęłam się od piłkarza.
-No właśnie stoi przede mną.-Warknął i poszedł na górę. Wszedł do swojego pokoju. Nie mogłam dać za wygraną. Z resztą przez jakąś głupotę ma zniszczyć sobie dom? Weszłam po woli do pomieszczenia w którym obecnie znajdował się mój chłopak i stanęłam w drzwiach. W pokoju był zaledwie kilka minut, a wygląda on jak pobojowisko. Podeszłam do niego, odebrałam z jego rąk ramkę ze zdjęciem i mocno go przytuliłam. Czułam jak bardzo szybko bije mu serce. Czułam jego nieregularny oddech. Trząsł się. W końcu jego silne ręce znalazły się na mojej tali.
-Już wszystko dobrze?-Wyszeptałam po kilku minutach.
-Przepraszam.-Wyszeptał mi we włosy i jeszcze mocnej mnie przytulił. To chyba oznaczało, że już jest okey.
-Musimy jechać na pogotowie.-Wyszeptałam i odsunęłam się od chłopaka.
-Nic nie musimy.-Poprawił mnie.
-Musimy. Zobacz co zrobiłeś.-Wzięłam w dłoń jego dłoń i wzięłam ją na wysokość jego oczu.-Całą rękę masz we krwi i kawałkach szkła. Pojedź do szpitala. Proszę.-Ostatnie słowo powiedziałam jakby błagalnie.
-Nic mi nie będzie.
-W takim razie dzwonię, aby tutaj przyjechali i zobaczyli jak pan da Silva się urządził, a no i oczywiście zaproszę ich do kuchni później wymyślę po co.
-Dasz mi 10 minut?-Poprosił. Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam i wyszłam z pokoju. Zadzwoniłam do Munira i zapytałam się czy mógłby tutaj przyjechać. Oczywiście zgodził się i już po 5 minutach stał przed drzwi. Na szczęście mieszka dwie ulice od Neymara.
-A co on tu robi?-Powiedział z kaprysem mój chłopak.
-Zawiezie nasz do szpitala.-Uśmiechnęłam się triumfalnie do Brazylijczyka.
-Też mógłbym to zrobić.-Parsknął, poprawił full capa i wyszedł z domu.
-A temu co?-Odezwał się Hiszpan.
-Mieliśmy mały problem, ale już nad wszystkim panuję.-Uśmiechnęłam się do przyjaciela i poszliśmy do samochodu. Otworzyłam przednie drzwi i gestem ręki pokazałam, że to ja siedzę z Munirem z przodu.
-No rach ciach.-Powiedziałam gdy chłopak mozolnie zmieniał miejsce. Po drodze Brazylijczyk z kimś pisał, a ja z Munirem rozmawialiśmy o tym, że przydałby się jakiś wyjazd. Nagle przypomniał mi się prezent od Neymara. Momentalnie uśmiech zszedł mi z twarzy, ale nie mogłam tego po sobie pokazać. Za chwilę uśmiech wrócił. Nie chciałam się tym przejmować. Nie teraz.
W tym momencie, są sprawy ważniejsze.
W szpitalu byliśmy około dwóch godzin. Wyjmowali Neymarowi szkło z rąk, a ja w tym czasie myślałam co mogło się stać w przeszłości, że teraz tak reaguje. Okazało się, że piłkarz musi zostać na noc na obserwacji. Munir podwiózł mnie do domu Brazylijczyka. Podziękowałam mu i pojechał do siebie. Nie mógł zostać ponieważ juto czeka go wywiad dla jakiś gazety i musi się wyspać.
Postanowiłam posprzątać cały ten syf który zrobił Neymar. Zajęło mi to kilka godzin. O 6 rano dostałam wiadomość od Toma.
*Dawno cie nie było..*
Postanowiłam mu odpisać.
*Postaram się to nadrobić.*
*No ja myślę.*
*Wieczorem przyjdę do studia*
Zablokowałam telefon. Poszłam się umyć, założyłam wczorajsze ubranie. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Na miejscu byłam o godzinie 9:09. Po wejściu do sali przytuliłam się do chłopaka i spojrzałam na jego zabandażowaną rękę i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to moja wina. Już w restauracji mówił, żebym odpuściła, a ja, jak głupia drążyłam temat.
-Wracamy do domu?-Uśmiechnęłam się do piłkarza.
-To dobry pomysł.-Przytaknął i poszliśmy do recepcji po wypis. Chłopak objął mnie ramieniem i spacerkiem wróciliśmy do domu. Niestety nie mogłam dzisiaj z nim zostać. Musiałam wracać do domu. Wcześniej poszłam zrobić zakupy. Weszłam do pobliskiego marketu. Kupiłam strasznie dużo rzeczy, bo jestem święcie przekonana, że nasza lodówka świeci pustkami, a w salonie walają się pudełka od pizz.
W domu ugotowałam obiad. Zrobiłam porządek i postanowiłam, że jednak zapisze się na prawo jazdy. Może Neymarowi się to nie podoba, ale ja od zawsze marzyłam, aby jeździć na motorze. Jak już będę jeździła, to pewnie nic mi nie powie i sobie odpuści.
Wieczorem tak jak mówiłam poszłam do studia. Spędziłam tam dobre dwie godziny. W drodze powrotnej wpadłam na jakieś typa i się przewróciliśmy.
-Bardzo pana przepraszam.-Odezwałam się stłumionym głosem.
-Patrz jak chodzisz. Nie jesteś jedyna na tym świecie.-Moim oczom ukazał się jeden z piłkarzy Barcelony.
-A to ty.-Wymamrotałam, machnęłam ręką i odeszłam od obrońcy.
-To, że namieszałaś mojemu przyjacielowi w głowie nie oznacza, że też muszę cię lubić. A wcześniej czy później namówię go, żeby cie zostawił.-Krzyknął za mną. Pokazałam mu środkowy palec nawet się do niego nie odwracając.
09.02 PIĄTEK.
Obudził mnie czyjś głos.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry Neymar.-Powiedziałam i usiadłam skrzyżnie na łóżku. Chłopak położył mi na nim tace ze śniadaniem i usiadł obok.
-Przepraszam za tamtą sytuacje. Głupio mi teraz.
-Prawidłowo.-Wymamrotałam i kawałek się od niego odsunęłam. Nie byłam na niego zła. Każdy ma jakieś słabe strony i przykre wspomnienia. Teraz chciałam tylko, żeby się trochę natrudził.
-Nie bądź na mnie zła.-Objął mnie ramieniem.-Nie chciałem żeby tak wyszło.
-A jak chciałeś?
-Chciałem dobrze.
-Dobra zmieńmy temat. Nie będę sobie od rana psuła humoru.-Stwierdziłam i upiłam łyk różowej cieczy.-Pojadę z tobą na trening.-Oznajmiłam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy naszykowałam sobie ubranie i weszłam do łazienki. Po ponad pół godziny wyszłam z niej i byłam wyszykowana.
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedział Brazylijczyk odkładając mój telefon na nocną szafkę.
-Przecież wiem.-Odpowiedziałam, wzięłam paczkę fajek i wyszłam na balkon. Piłkarz poszedł od razu za mną. Oparłam się o barierkę, podpaliłam papierosa i zaciągnęłam.-Ostatni wstałeś. Musisz łóżko pościelić.-Rzekłam i gdy chłopak poszedł wykonać moje polecenie uśmiechnęłam się pod nosem. Widać, że mu zależy i robi wszystko, żebym nie była na niego zła. Po kilku minutach wróciłam do pokoju. Odebrałam swoją własność czytaj telefon i podeszłam do drzwi.-Jedziemy?
-Trening jest dopiero za godzinę.
-Akurat zdążymy do manikiurzystki.-Rzuciłam i zeszłam na dół. Sięgnęłam z lodówki małą wodę nie gazowaną, dałam Neymarowi klucze od domu i poszłam w kierunku jego samochodu.
Wieczorem poszłam z Neymarem i jego kolegami na maraton filmowy do kina. Chłopcy nieźle się bawili, a ja? Siedziałam tam i udawałam, że bardzo podoba mi się spędzanie czasu z bandą głupków z czego mój chłopak od wejścia tutaj się do mnie nie odezwał. O godzinie drugiej w nocy moje męczarnie się skończyły. Dlaczego tak to nazywam? Jota zabrał mi telefon, bo przeszkadzało mu to, że co chwila sprawdzam godzinę i przekazał go piłkarzowi. Później zaczęłam rzucać popcorem w ludzi siedzących przede mną, jednak później zrobiło mi się szkoda jedzenia. Później chciałam iść do toalety, ale mnie nie puszczono. Neymar myślał, że ucieknę, a jakiś blondas stwierdził, że idę znaleźć sobie lepszego faceta, ale proszę was, od Neymara nie ma lepszych. No może są, ale nie dla mnie. O godzinie 3 zostałam podwieziona pod dom. Brazylijczyk upierał się, abym u niego spała, ale okłamałam go tym, że tata narzeka na to, że mało jestem w domu. Teraz tak serio. To, to prawda. Nie pamiętam nawet o czym ostatnio rozmawiałam z tatą.
14.02 ŚRODA.
Jest godzina 8:30. Właśnie idę do studia. Dzisiaj po południu mamy występ. Jest to jakiś konkurs obejmujący całą Europe. Nieźle nie? Bardzo się stresuje, ale wiem, że wypadniemy dobrze. Co do moich ostatnich przemyśleń to troszkę się pozmieniało. W domu spędzam więcej czasu, co drugi dzień wychodzę z tatą na miasto, ale oczywiście nie zaniedbuje Neymara. Jeżeli chodzi o prawo jazdy-zapisałam się na nie parę dni temu, uczę się i ani słowa nie mówię o tym Neymarowi. Jak je zdam, kupie motor to będzie po fakcie. Nie będzie taki zły i wszystko będzie dobrze.
Po drodze do studia spotkałam Violettę. Mało co się znamy, ale wydaje się być bardzo sympatyczna i świetnie tańczy. Właśnie weszłyśmy do dużego budynku, w którym na wejściu powitał nas Tomas i Tom. Słyszałam, że jeden jest motywacją dla drugiego w tańcu i imponuje mi to.
Wychodząc ze studia moim oczom ukazało się sportowe, czarne BMW, a oparty o nie był, nie kto inny jak Neymar.(obrazek tylko dla mniej więcej wyobrażenia, bo opis troszeczkę inny) Podeszłam do niego powoli. Po drodze kilka jego fanek odepchnęło mnie na bok, ale to nie ważne. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Wyglądał idealnie. Biała koszulka idealnie opinająca się na jego mięśniach. Włosy perfekcyjnie ułożone i ten uśmiech. Uśmiech, który powalił mnie na kolana przy pierwszym spotkaniu. W ręku trzymał bukiet róż. Moich ulubionych kwiatów. Poczekał spokojnie, aż do niego dojdę, wręczył mi je i złączył nasze usta w bardzo namiętny pocałunek. Oderwaliśmy się dopiero, gdy zabrakło nam tchu. Chciałam zapytać się z jakiej to okazji, ale napastnik położył mi palet na ustach i jakby czytając mi w myślał odpowiedział na pytanie.
-Dzisiaj są walentynki. Wiem, że miłość powinno się okazywać każdego dnia i będę to robił, ale dzisiaj muszę ci się oddać ponieważ jesteś moją miłością. Jesteś bardzo ważna i nie wyobrażam sobie cie stracić.-Ręce położył na mojej tali i delikatnie mnie do siebie przysunął. Pocałował mnie w policzek-Ola kocham cie-Wyszeptał mi do ucha. Po całym ciele przeszły mnie dreszcze jednak czułam się dobrze. Czułam się jak w niebie.
-Będziemy jutro na pierwszych stronach gazet.-Przerwałam ten romantyczny moment i odsunęłam sie od piłkarza. Tak wiem, muszę być totalnie głupia, żeby psuć takie scenki, ale miejmy nadzieję, że dokończymy je w domu. Jak będziemy sami. Nie koniecznie w ubraniach.
Cały dzień spędziłam z Neymarem. Zabrał mnie na spacer, do restauracji, byliśmy na jakiś występach z okazji dnia zakochanych i najpiękniejszą rzeczą i najbardziej szaloną, którą zrobił dzisiaj mój chłopak było wejście na drzewo, tak żeby był bardzo widoczny i wykrzyczał, że jest we mnie szaleńczo zakochany. Gdy podwiózł mnie do domu, powiedział, że o godzinie 22 mam być gotowa i odjechał. Cokolwiek to znaczyło miałam mało czasu. Po zamknięciu wejściowych drzwi zegarek wybił godzinę 19. Miałam mało czasu. Szybko pobiegłam na górę. Wzięłam kąpiel, podkręciłam włosy, umalowałam się i założyłam sukienkę.
-Mam nadzieję, że mu się spodobam.-Powiedziałam sama do siebie i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Zeszłam na dół do kuchni w której siedział tata z jakimś kolesiem. Przywitałam się z mężczyzną, który na oko miał z 30 lat i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej sok pomarańczowy, nalałam do szklanki, upiłam łyk, a w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Tata poszedł otworzyć drzwi. Przywitał się z Neymarem i to, na co było go stać to.
-Jest w kuchni, ale jeżeli nie wróci do domu w dobrym humorze nie chciałbym być w twojej skórze, na przyszłym treningu.
-Każdego dnia będzie wracała tutaj coraz szczęśliwa. Nigdy nie pozwoliłbym, aby miała zły humor.-Zaśmiał się, a ja stanęłam w przedpokoju.
-Tato możesz już iść.-Tym razem ja się zaśmiałam i gestem ręki zaprosiłam go do kuchni. Gdy zostałam sama z Neymarem podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy. Kocham jego oczy jak niczyje inne. No dobra, kocham też oczy mojego psiapsi, ale to co innego. Bartra to brat, a nie chłopak.
-Czego tam szukasz?-Zaśmiał się Brazylijczyk i je zamknął oczy.-To co kochasz już znalazłaś.
-Tak wiem. Stoi przede mną i zadaje głupie pytania, nawet nie komplementując tego jak wyglądam.
-Wyglądasz wspaniale, ale sama doskonale wiesz, jak ciebie widzę, a teraz zapraszam panią do mojego samochodu plus właśnie zapraszam cie na randkę.
-Randkę?-Powtórzyłam ze śmiechem.
-Pamiętasz jeszcze co to?-Także się zaśmiał.
-Co nie co pamiętam, ale z miłą chęcią sobie przypomnę. Stwierdziłam i wsiadłam do samochodu. Ney odpalił silnik i wyjechał z posesji należącej do trenera FC Barcelony. Jechaliśmy w ciszy. Znaczy było włączone radio, ale każde z nas myślało o swoich sprawach. Przejechaliśmy jeden klub, drugi i kilka następnych. Skręciliśmy w drugim kierunku niż dom piłkarza i jedziemy dalej.-E gdzie my właściwie jedziemy?-Zapytałam ściszając każde słowo po kolei.
-To niespodzianka.
****************************
Witam was z powrotem. Nie nie zawiesiłam bloga po prostu brakowało mi natchnienia do pisania. Jednak w końcu się zmobilizowałam. Przepraszam za wszystkie błędy które są w rozdziale, ale jest godzina 23 i już nie mam siły przeczytać wszystkiego od początku i skorygować. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się znacznie szybciej niż ten i zachęcam was do komentowania. Nie zapomnijcie się podpisywać pod komentarzami, jeżeli jesteście anonimami. Do zobaczenia w kolejnym wpisie :))
15 KOMENTARZY = 16 ROZDZIAŁ powodzenia ♥
Wieczorem tak jak mówiłam poszłam do studia. Spędziłam tam dobre dwie godziny. W drodze powrotnej wpadłam na jakieś typa i się przewróciliśmy.
-Bardzo pana przepraszam.-Odezwałam się stłumionym głosem.
-Patrz jak chodzisz. Nie jesteś jedyna na tym świecie.-Moim oczom ukazał się jeden z piłkarzy Barcelony.
-A to ty.-Wymamrotałam, machnęłam ręką i odeszłam od obrońcy.
-To, że namieszałaś mojemu przyjacielowi w głowie nie oznacza, że też muszę cię lubić. A wcześniej czy później namówię go, żeby cie zostawił.-Krzyknął za mną. Pokazałam mu środkowy palec nawet się do niego nie odwracając.
09.02 PIĄTEK.
Obudził mnie czyjś głos.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry Neymar.-Powiedziałam i usiadłam skrzyżnie na łóżku. Chłopak położył mi na nim tace ze śniadaniem i usiadł obok.
-Przepraszam za tamtą sytuacje. Głupio mi teraz.
-Prawidłowo.-Wymamrotałam i kawałek się od niego odsunęłam. Nie byłam na niego zła. Każdy ma jakieś słabe strony i przykre wspomnienia. Teraz chciałam tylko, żeby się trochę natrudził.
-Nie bądź na mnie zła.-Objął mnie ramieniem.-Nie chciałem żeby tak wyszło.
-A jak chciałeś?
-Chciałem dobrze.
-Dobra zmieńmy temat. Nie będę sobie od rana psuła humoru.-Stwierdziłam i upiłam łyk różowej cieczy.-Pojadę z tobą na trening.-Oznajmiłam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy naszykowałam sobie ubranie i weszłam do łazienki. Po ponad pół godziny wyszłam z niej i byłam wyszykowana.
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedział Brazylijczyk odkładając mój telefon na nocną szafkę.
-Przecież wiem.-Odpowiedziałam, wzięłam paczkę fajek i wyszłam na balkon. Piłkarz poszedł od razu za mną. Oparłam się o barierkę, podpaliłam papierosa i zaciągnęłam.-Ostatni wstałeś. Musisz łóżko pościelić.-Rzekłam i gdy chłopak poszedł wykonać moje polecenie uśmiechnęłam się pod nosem. Widać, że mu zależy i robi wszystko, żebym nie była na niego zła. Po kilku minutach wróciłam do pokoju. Odebrałam swoją własność czytaj telefon i podeszłam do drzwi.-Jedziemy?
-Trening jest dopiero za godzinę.
-Akurat zdążymy do manikiurzystki.-Rzuciłam i zeszłam na dół. Sięgnęłam z lodówki małą wodę nie gazowaną, dałam Neymarowi klucze od domu i poszłam w kierunku jego samochodu.
Wieczorem poszłam z Neymarem i jego kolegami na maraton filmowy do kina. Chłopcy nieźle się bawili, a ja? Siedziałam tam i udawałam, że bardzo podoba mi się spędzanie czasu z bandą głupków z czego mój chłopak od wejścia tutaj się do mnie nie odezwał. O godzinie drugiej w nocy moje męczarnie się skończyły. Dlaczego tak to nazywam? Jota zabrał mi telefon, bo przeszkadzało mu to, że co chwila sprawdzam godzinę i przekazał go piłkarzowi. Później zaczęłam rzucać popcorem w ludzi siedzących przede mną, jednak później zrobiło mi się szkoda jedzenia. Później chciałam iść do toalety, ale mnie nie puszczono. Neymar myślał, że ucieknę, a jakiś blondas stwierdził, że idę znaleźć sobie lepszego faceta, ale proszę was, od Neymara nie ma lepszych. No może są, ale nie dla mnie. O godzinie 3 zostałam podwieziona pod dom. Brazylijczyk upierał się, abym u niego spała, ale okłamałam go tym, że tata narzeka na to, że mało jestem w domu. Teraz tak serio. To, to prawda. Nie pamiętam nawet o czym ostatnio rozmawiałam z tatą.
14.02 ŚRODA.
Jest godzina 8:30. Właśnie idę do studia. Dzisiaj po południu mamy występ. Jest to jakiś konkurs obejmujący całą Europe. Nieźle nie? Bardzo się stresuje, ale wiem, że wypadniemy dobrze. Co do moich ostatnich przemyśleń to troszkę się pozmieniało. W domu spędzam więcej czasu, co drugi dzień wychodzę z tatą na miasto, ale oczywiście nie zaniedbuje Neymara. Jeżeli chodzi o prawo jazdy-zapisałam się na nie parę dni temu, uczę się i ani słowa nie mówię o tym Neymarowi. Jak je zdam, kupie motor to będzie po fakcie. Nie będzie taki zły i wszystko będzie dobrze.
Po drodze do studia spotkałam Violettę. Mało co się znamy, ale wydaje się być bardzo sympatyczna i świetnie tańczy. Właśnie weszłyśmy do dużego budynku, w którym na wejściu powitał nas Tomas i Tom. Słyszałam, że jeden jest motywacją dla drugiego w tańcu i imponuje mi to.
Wychodząc ze studia moim oczom ukazało się sportowe, czarne BMW, a oparty o nie był, nie kto inny jak Neymar.(obrazek tylko dla mniej więcej wyobrażenia, bo opis troszeczkę inny) Podeszłam do niego powoli. Po drodze kilka jego fanek odepchnęło mnie na bok, ale to nie ważne. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Wyglądał idealnie. Biała koszulka idealnie opinająca się na jego mięśniach. Włosy perfekcyjnie ułożone i ten uśmiech. Uśmiech, który powalił mnie na kolana przy pierwszym spotkaniu. W ręku trzymał bukiet róż. Moich ulubionych kwiatów. Poczekał spokojnie, aż do niego dojdę, wręczył mi je i złączył nasze usta w bardzo namiętny pocałunek. Oderwaliśmy się dopiero, gdy zabrakło nam tchu. Chciałam zapytać się z jakiej to okazji, ale napastnik położył mi palet na ustach i jakby czytając mi w myślał odpowiedział na pytanie.
-Dzisiaj są walentynki. Wiem, że miłość powinno się okazywać każdego dnia i będę to robił, ale dzisiaj muszę ci się oddać ponieważ jesteś moją miłością. Jesteś bardzo ważna i nie wyobrażam sobie cie stracić.-Ręce położył na mojej tali i delikatnie mnie do siebie przysunął. Pocałował mnie w policzek-Ola kocham cie-Wyszeptał mi do ucha. Po całym ciele przeszły mnie dreszcze jednak czułam się dobrze. Czułam się jak w niebie.
-Będziemy jutro na pierwszych stronach gazet.-Przerwałam ten romantyczny moment i odsunęłam sie od piłkarza. Tak wiem, muszę być totalnie głupia, żeby psuć takie scenki, ale miejmy nadzieję, że dokończymy je w domu. Jak będziemy sami. Nie koniecznie w ubraniach.
Cały dzień spędziłam z Neymarem. Zabrał mnie na spacer, do restauracji, byliśmy na jakiś występach z okazji dnia zakochanych i najpiękniejszą rzeczą i najbardziej szaloną, którą zrobił dzisiaj mój chłopak było wejście na drzewo, tak żeby był bardzo widoczny i wykrzyczał, że jest we mnie szaleńczo zakochany. Gdy podwiózł mnie do domu, powiedział, że o godzinie 22 mam być gotowa i odjechał. Cokolwiek to znaczyło miałam mało czasu. Po zamknięciu wejściowych drzwi zegarek wybił godzinę 19. Miałam mało czasu. Szybko pobiegłam na górę. Wzięłam kąpiel, podkręciłam włosy, umalowałam się i założyłam sukienkę.
-Mam nadzieję, że mu się spodobam.-Powiedziałam sama do siebie i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Zeszłam na dół do kuchni w której siedział tata z jakimś kolesiem. Przywitałam się z mężczyzną, który na oko miał z 30 lat i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej sok pomarańczowy, nalałam do szklanki, upiłam łyk, a w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Tata poszedł otworzyć drzwi. Przywitał się z Neymarem i to, na co było go stać to.
-Jest w kuchni, ale jeżeli nie wróci do domu w dobrym humorze nie chciałbym być w twojej skórze, na przyszłym treningu.
-Każdego dnia będzie wracała tutaj coraz szczęśliwa. Nigdy nie pozwoliłbym, aby miała zły humor.-Zaśmiał się, a ja stanęłam w przedpokoju.
-Tato możesz już iść.-Tym razem ja się zaśmiałam i gestem ręki zaprosiłam go do kuchni. Gdy zostałam sama z Neymarem podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy. Kocham jego oczy jak niczyje inne. No dobra, kocham też oczy mojego psiapsi, ale to co innego. Bartra to brat, a nie chłopak.
-Czego tam szukasz?-Zaśmiał się Brazylijczyk i je zamknął oczy.-To co kochasz już znalazłaś.
-Tak wiem. Stoi przede mną i zadaje głupie pytania, nawet nie komplementując tego jak wyglądam.
-Wyglądasz wspaniale, ale sama doskonale wiesz, jak ciebie widzę, a teraz zapraszam panią do mojego samochodu plus właśnie zapraszam cie na randkę.
-Randkę?-Powtórzyłam ze śmiechem.
-Pamiętasz jeszcze co to?-Także się zaśmiał.
-Co nie co pamiętam, ale z miłą chęcią sobie przypomnę. Stwierdziłam i wsiadłam do samochodu. Ney odpalił silnik i wyjechał z posesji należącej do trenera FC Barcelony. Jechaliśmy w ciszy. Znaczy było włączone radio, ale każde z nas myślało o swoich sprawach. Przejechaliśmy jeden klub, drugi i kilka następnych. Skręciliśmy w drugim kierunku niż dom piłkarza i jedziemy dalej.-E gdzie my właściwie jedziemy?-Zapytałam ściszając każde słowo po kolei.
-To niespodzianka.
****************************
Witam was z powrotem. Nie nie zawiesiłam bloga po prostu brakowało mi natchnienia do pisania. Jednak w końcu się zmobilizowałam. Przepraszam za wszystkie błędy które są w rozdziale, ale jest godzina 23 i już nie mam siły przeczytać wszystkiego od początku i skorygować. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się znacznie szybciej niż ten i zachęcam was do komentowania. Nie zapomnijcie się podpisywać pod komentarzami, jeżeli jesteście anonimami. Do zobaczenia w kolejnym wpisie :))
15 KOMENTARZY = 16 ROZDZIAŁ powodzenia ♥