piątek, 22 stycznia 2016

10.Ale przed tą jedyną zrani miliony.

01.02 CZWARTEK
Z Bartrą nie odzywam się od tygodnia. Brakuje mi go. Jego ślicznych oczu i radości. Mało kiedy wychodziłam z domu. Z Neymarem mało kiedy rozmawiałam. Jakoś nie miałam ochoty na nic.
Marc jest moim przyjacielem od niedawna. Przepraszam był przyjacielem, a tak się do niego przywiązałam. Dziwne co? Co do mojego "związku" z Neymarem pewnie on już o tym zapomniał. Wiem, że zerwał z Lisą. Podobno się pomylił i jednak jej nie kocha.
Dzisiaj idę do studia. Umówiliśmy się z Tomem na wspólną próbę a później na jakiś obiad. Poszłam się przebrać. Do torby wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół. Zadzwoniłam po taksówkę, a pod studiem byłam około godziny 11:00. Szybkim krokiem weszłam do budynku, do sali i do przebieralni. Zmieniłam ubranie i w tym samym czasie do środka wszedł Hiszpan. Przywitaliśmy się, chłopak się przebrała i zaczęliśmy tańczyć. Czas minął mi bardzo szybko i przyjemne. Dużo śmiałam się się Tomem i nie obyło się bez wygłupów. Chłopak pokazał mi choreografię, którą sam wymyślił. Bardzo mi się spodobała.
Po treningu poszliśmy do restauracji. Zamówiliśmy danie, które zaproponował nam kelner. Podczas posiłku również dużo rozmawialiśmy. Chłopak wypytywał się o piłkarzy z Barcy. Chciałam uniknąć tego tematu. Nie chodzi tutaj o Marca czy Neymara, tylko o to, że osoby z zewnątrz nie powinno interesować co dzieje się w prywatnym życiu każdego z nich. Około godziny 16:30 Tom odwiózł mnie na Camp Nou. Nie chciałam aby wiedział gdzie mieszkam, więc stwierdziłam, że umówiłam się tam z koleżanką. Pożegnałam się z tancerzem i spacerkiem wróciłam do domu. Po drodze wpadłam na pomysł aby jutro pojechać na trening Barcelony. Może uda mi się porozmawiać z obrońcą. W domu zostałam Neymara.
-Heej.-Uśmiechnęłam się do napastnika i usiadłam na kanapie obok. Chłopak spojrzał się na mnie krzywo.-Coś nie tak?
-Skądże.
-To co się na mnie tak gapisz jakbym ci dziecko zabiła?
-A sam nie wiem. A czekaj, przypomniało mi się, Nie odzywasz się od tygodnia a teraz tak po prostu mówisz hej słodkim głosem i myślisz, że wszystko będzie okey.-Uniósł się.
-O co ci kurde chodzi?-Zapytałam i odsunęłam się trochę od piłkarza.
-Nie dajesz znaku życia przez tydzień, a wcześniej pakujesz mi się do łóżka.-Zapadła cisza.
-Przepraszam, ja nie chciałam, aby tak to wyszło. Wtedy potrzebowałam czyjeś bliskości. A nie odzywałam się, bo kogo obchodzi jakąś gówniara. Wiem, że masz swoje życie i nie chce Ci się do niego wpieprzać.-Zapadła cisza. Krępująca cisza. Wstałam z rogówki i zaczęłam iść w stronę schodów.
-Gadałem z Bartrą.-Usłyszałam głos Brazylijczyka za plecami. Znieruchomiałam.
-O czym?-Udawałam, że nie wiem o co chodzi.
-Nie bądź głupia. Wyjaśniłem mu wszystko.-Po tych słowach rzuciłam się napastnikowi w ramiona.
-Dziękuję.-Wyszeptałam.
Resztę dnia spędziłam sama w domu. Znaczy na początku byłam z Neymarem, ale później musiał jechać załatwić jakieś sprawy. Będąc sama obejrzałam dwa filmy i zjadłam połowę pizzy. Około 23 do domu wrócił tata. Poinformowałam go, że jadę jutro z nim na trening i poszłam do siebie. Wzięłam długą odprężającą kąpiel i poszłam spać. 

02.02 PIĄTEK
O godzinę 8:30 obudził mnie budzik. Wstałam od razu, gdyż byłam wyspana. Podeszłam do szafy, wybrałam sobie ubranie i poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam i umalowałam, a włosy po wysuszeniu spięłam w wysoką kitkę. Zeszłam na dół do taty, gdzie czekało na mnie śniadanie. Zjedliśmy tosty z serem napiliśmy się kakałka i ruszyliśmy spacerkiem na Camp Nou. Po drodze tata opowiadał mi jakieś śmieszne historie, które przytrafiły mu sie w Barcelonie. Na stadionie byliśmy około godziny 10:00.
-Przepraszam.-Usłyszałam głos Bartry. Serce zaczęło mi szybciej bić, a ręce się pociły.-Powinienem dać ci szansę to wszystko wyjaśnić.
-To ja przepraszam. Nie powinnam Cię okłamywać.
-To jak? Od teraz jesteśmy ze sobą szczerzy?
-Zawsze.-Uśmiechnęłam się do chłopaka. Przytuliliśmy się na zgodę i piłkarz poszedł się przebrać. Chwilę po nim przyszła cała reszta. Przywitali się ze mną i poszli w ślady Marca.
Trening minął szybko i fajnie. Jutro jest mecz więc chłopaki się nie obijali.
W połowie treningu przyszedł Munir. Powiedział, że zalał mu się dom, więc tata zaoferował mu zostanie u nas na kilka dni.
Tak właśnie się kończy, gdy kobieta zostawia mężczyznę samego w domu. Wybranka Munira wyleciała do swojej koleżanki do Grecji, a on postanowił zabawić się w najlepsze. Dokladnie nie wiem co zrobił, bo tak tłumaczył, że wcale go nie zrozumiałam, ale w setnie sprawy-zalało mu cały dół domu. Gratuluję,
A więc całą 3 pojechaliśmy do domu 20-latka po jego rzeczy. Wziął ubrania, kosmetyki i jeszcze jakieś potrzebne mu rzeczy, a na wierzch torby położył swoje zdjęcie z An.
Nie uważacie, że to jest kochane? W sumie tym gestem el Haddadi miło mnie zaskoczył. Chyba to zobaczył, bo podszedł objął mnie ramieniem i powiedział:
-Twoje zdjęcie też kiedyś ktoś tak włoży.
-Kiedyś, ktoś.-Powtórzyłam słowa Hiszpana i wybuchnęłam śmiechem.
-A sory. Neymar przy najbliższej okazji wyjazdu.-Po tych słowach zgromiłam go wzrokiem, a chłopak się roześmiał.-No co? Taka prawda.
-Mówiłam ci, że mam kogoś,-Przypomniałam mu naszą rozmowę, gdy się poznawaliśmy.
-Ja ci mówiłem, że możesz pokochać kogoś innego.

W domu zjedliśmy późny obiad i razem z Hiszpanem poszliśmy go rozpakować. Zajęło nam to około 3 godzin. Dlaczego tak długo? Munir wpadł na pomysł, że przymierzy wszystkie ubrania jakie wziął ze sobą, a ja miałam za zadanie mówić mu jak w tym wygląda.
-Od razu mówię, że mamy skale. Od 9 do 10. 9-wyglądam przystojnie, a 10-wyglądam cholernie przystojnie.
Głównie skupiłam się na podziwianiu jego umięśnionego ciała niż na tym co w danej chwili na siebie założył.
Wieczorem udaliśmy się na spacer po plaży. Było bardzo przyjemnie, a widoki były rewelacyjne. Napastnik postanowił kupić nam szejki (nwm jak się to pisze), a ja w tym czasie napawałam się tym cudownym miastem. Nagle wpadł na mnie jakiś koleś w kapturze i upadliśmy.
-Powaliło cie?-Krzyknęłam a przed twarzą pojawiły mi się jego cudowne czekoladowe oczy. Marc od razu podbiegł i podniósł mnie z owego mężczyzny.
-Ola bardzo przepraszam. Nic ci się nie stało?
-Nie wszystko w porządku. Dziękuję, że pytasz. a jak z tobą?
-Dobrze.
-No dobrze, bo jutro mecz, nie możesz mieć żadnej kontuzji.-Uśmiechnęłam się do chłopaka.-Idziesz z nami?
-Nie. Zajęty jestem trochę.
-A co będziesz robił?-Wtrącił się Munir.
-Umówiłem się z taką jedną dziewczyną.
-Kolejna?
-Może. Dobra ja spadam. Cześć.-Pożegnał się z nami i pobiegł w nieznanym mi kierunku.
-O co chodzi z kolejną?-Zapytałam, bo nie mogłam uwierzyć, że on jest taki naprawdę. Wydawał się być inny, kochany. A jednak. Pozory mylą, nie?
-Ney czasami tak ma. Zawsze jak coś go denerwuje, stresuje czy po protu ma jakieś obawy, ogólnie jak jest coś nie tak szuka sobie pocieszenia w taki własnie sposób. Spokojnie przejdzie mu niedługo.
-Co jest nie tak?
-Nie wiem. On tak ma, nawet jak jest z kimś związku. Myślisz, że dlaczego z Bruną już nie są razem? Powiedzieli, że odległość, że ona chciała aby on sie jej oświadczył, ale to nie prawda. On za często ją zdradzał, ale może już zmienimy temat, bo widzę, jak ci się humor psuje.
Na spacerze byliśmy jeszcze z półtorej godziny. Po powrocie do domu byłam zmęczona, więc od razu poszłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i przebrałam sie do piżamy smarując wcześniej całą siebie masłem do ciała. Kochałam ten zapach. Ekstrakt z bawełny, masło pistacjowe i olej z avocado. Ten zapach kojarzy mi się z jednym. Z czasami gdy nie było mnie w domu po kilka dni, czas w którym robiłam co chciałam. Kojarzył mi się z wolnością, którą kocham. Po wyjściu z łazienki wzięłam sobie laptopa na łóżko. Włączyłam jakiś romans i zaczęółam go oglądać. W sumie nie mogłam się na nim skupić. Ciekawsze były słowa Munira. To przykre, gdy osoba, którą uważacie za ideał nie okazuje się nim. Okazuje się za to zwykłą świnią.
-Można?-Usłyszałam dzwięk dochodzący zza drzwi.
-Można.-Krzyknęłam i zdjęłam laptopa z kolan.
-Mam nadzieję, że nie przejęłaś się moim słowami o Neymarze.
-Nie dlaczego?
-Jakaś blada się wtedy zrobiłaś.
-Myślałam, że jest inny. I tyle.-Uśmiechnęłam się niemrawo do chłopaka
-To na pewno się zmieni. Gdy pokocha ta jedyną.
-Ale przed tą jedyną zrani miliony.

*******************************
Siemsy. Kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się podobał. Ogl uważam, że jest tutaj za dużo Neymara xD W sensie wszędzie on i chyba muszę to troszkę zmienić. 
Jeśli patrzycie na daty w blogu to oznacza, że niedługo Ney ma urodziny. Od razu mówię, nie szykuje nic wielkiego wspaniałego itp. Chyba, że wpadnie mi jakiś pomysł w co wątpię, ale trzymajcie za mnie kciuki. ;D
Przypominam o podpisywaniu się pod komami :))
15 komentarzy = 11 rozdział 
POWODZENIA ♥



sobota, 16 stycznia 2016

9.Wiem, że nie powinnam tego robić, bo jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale potrzebowałam go obok.

-Tak. Mamy.-Powiedział pewnie Brazylijczyk.-Czy wy nigdy nie byliście młodzi, zakochani? Zawsze byliście na każde zawołanie rodzica? Nigdy nie wchodziliście tam gdzie była tabliczka "Wchodzisz na własną odpowiedzialność", "Wstęp wzbroniony. Budynek grozi zawaleniu." Czy na najzwyklejsze "Zakaz wstępu."? Jeżeli mieli byśmy zostać ukarani za coś co sprawiło nam radość,za to że byliśmy szczęśliwi to chyba jesteśmy gotowi, ale to wasza nienaturalność daje nam te kary. Przecież każdy z was mógłby zrobić to samo. Przecież gdybyśmy nic nie robili świat byłby nudny. Nie docenilibyśmy wspaniałych chwil z ważnymi dla nas osobami. Z resztą cała ta sprawa to moja wina. Chciałem pokazać Oli jakie fajne może być życie. Chciałem obudzić w końcu w niej radość do życia. Chciałem, żeby uśmiech był jej symbolem rozpoznawczym. Dokładnie jak u mnie. Brak mojej obecności na meczu odczujcie, a ja odczuje brak Oli gdy wrócę a jej nadal tutaj nie będzie.
-Wiecie co? Neymar ma racje. To przecież są tylko dzieci. Też chcą mieć coś z tego życia.-Zwrócił się Luis do reszty mężczyzn z sali. Odeszli na bok i rozmawiali o czymś. Znaczy jestem przekonana, że tata próbuje umożyć nam kare, ale pożyjemy zobaczymy.-Myślę,że możemy wam wybaczyć. Jeszcze nigdy nie widziałem jak Neymar w taki sposób broni dziewczyny.-Dokończył tata i patrzył na Brazylijczyka pewien podziwu.
-Może dlatego, że jesteśmy razem?-Powiedziałam z ironią.
-Naprawdę?-Zdziwił się facet, który pokazał nam to nagranie. Wszyscy patrzyli się to na mnie, to na piłkarza. W środku powstrzymywałam się aby nie wybuchnąć śmiechem. Miałam też cichą nadzieję, że Neymar dołoży tutaj swoje 3 grosze.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś?-Zapytał zszokowany trener. Nie czułam się dobrze z tym, że okłamuje własnego ojca, ale jeżeli dowie się po co to zrobiłam na pewno nam wybaczy.
-A co tu dużo mówić.-Powiedział napastnik.-Jesteśmy młodzi. Ja przystojny, ona piękna. Mimo tego, że nasze charaktery bardzo się różnią coś zaiskrzyło.-Przerwał na chwilę piłkarz i spojrzał na mnie.- Nikt jeszcze nie spotkałem takiej wspaniałej dziewczyny. W sumie to za ciebie jestem gotowy przyjąć każdą karę.
Brawo Neymar. W duchu śmiałam się z tej sytuacji. Ej a może on był aktorem w poprzednim życiu?
Z resztą trzeba być głupim aby uwierzyć w takie brednie. I wiecie co? Chyba ci wszyscy panowie tacy są. Po cudownym przekazie Neymara odwołali nam karę i życzyli szczęścia. Nawet mój tata to zrobił. Do tego zaprosił piłkarza dzisiaj na kolacje. Dziwne nie? Niby nic. Miłość. Rzecz martwa w dodatku nie stała, a tyle może zmienić. No więc jedyne co mi zostało to podziękowanie Neymarowi, że nas wyplątał z tej akcji. Obiecać sobie, że nie zgodzę się na żaden inny szalony pomysł piłkarza i coś jeszcze? Nie to chyba tyle. W sumie jestem święcie przekonana, że napastnik jeszcze nie raz wpakuje nas w kłopoty. 
Po wyjściu z pomieszczenia przybiliśmy sobie piątkę. 
-Zgrany z nas zespół.-Uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Też mi się tak zdaje.-Zaśmiał się i mnie przytulił. Poszliśmy do szatni. Wszyscy piłkarze jeszcze byli w pomieszczeniu. Od razu po wejściu zostaliśmy zasypani masą pytań na które nie chciało nam się odpowiadać. Neymar powiedział tylko, że wszytko jest w porządku i że opowie wszystko podczas jakieś okazji. Nie wszyscy odetchnęli jednak z ulgą. Pan Marc stał w koncie szatni i kończył się przebierać. Jego mina mówiła sama za siebie. Jest na mnie zły. I to bardzo. Pewnie gdybym spojrzała mu w oczy zobaczyłabym nienawiść jaką pała do mnie od jakiś 30 minut. Zamknął szafkę z trzaskiem i szybko wyszedł z pomieszczenia. Postanowiłam za nim pobiec, Chciałam go przeprosić. Podbiegłam do Hiszpana i złapałam za nadgarstek.
-Marc ja. Ja cie babardzo prze przepraszam.-Jąkałam się.
-Nie ma sprawy. Idź do Neymara on cię z każdej sprawy wyplącze.-Rzucił od niechcenia.
-Spójrz na mnie.-Poprosiłam ponieważ uciekał cały czas wzrokiem. Wykonał jednak moją prośbę.-Czy ty jesteś zazdrosny o Neymara?-Zapytałam, ale bałam się jego odpowiedzi. Nie chciałam usłyszeć tak. Przecież wszyscy się przyjaźnimy. Nie chciałabym aby coś się zmieniło czy raczej popsuło. 
-Nie.-Powiedział cicho i oschle.-Ja tylko się martwię, ale ciebie to chyba mało obchodzi.-Zamilkł na chwilę.- Dziewczyno Neymar nie jest dla ciebie. Jeśli się w nim zakochasz, twoje małe serduszko rozpadnie się na kawałki i to ja będę musiał je pozbierać. Pewnie prześpisz się ze mną, żeby poczuć się lepiej, obudzisz się czując odrazę do samej siebie i zaczniesz zaliczać kolejnych facetów, którymi będziesz chciała zapełnić pustkę, jaką on zostawił w twoim życiu. 
-Powiem setny raz. Między nami niczego nie ma i nie będzie.
I wiecie co? Chyba życie mnie nie lubi. Podczas rozmowy z psiapsi podszedł do mnie starszy pan. Uśmiechnął się i powiedział "Życzę szczęścia z Neymarem." Na prawdę? Teraz jak ja zarzekam się, że nic nie łączy mnie z tym kolesiem. Dajcie mi pistolet. W sumie obojętnie co. Jak sobie coś zrobie może ten kabaret w końcu sie skończył.
-Sory, ale nie chce znać ludzi, którzy kłamią na każdym kroku. Cześć.-Wyrwał mi się z ręki i spojrzał mi prosto w oczy. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów. Po chwili chłopak odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę wyjścia. 
Chciałam za nim pobiec, ale wiem, że to nic by nie dało. 
Stałam. 
Stałam i patrzyłam jak odchodzi.
Odchodzi ktoś, kto jest przyjacielem. Chyba raczej nim był. Stałam tak długo dopóki nie zniknęła mi sylwetka piłkarza. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją starłam gdyż usłyszałam chłopaków wychodzących z szatni. Byłam zła. Byłam strasznie zła na samą siebie. Z zamyśleń wyrwał mnie Neymar.
-Co moja dziewczyna tak stoi? Uśmiechnij się. Wyszliśmy z tego cało.
-Nie mam ochoty.-Stwierdziłam i odeszłam od piłkarza. Muszę zostać sama. Pomyśleć jak odkręcić tą całą chorą sytuacje. 
Jedno miejsce było w tej chwili dla mnie najlepsze. Studio. 
Poprosiłam Neymara aby mnie tam podwiózł. Całą drogę chciał zachęcić mnie do rozmowy jednak nie udało mu się. Siedziałam jak zaklęta. Patrzyłam przez okno, tylko dlatego, aby Neymar nie zobaczył mojego nastroju. Pewnie wiedział, że jest coś nie tak, ale nie musi wiedzieć dlaczego.

Perspektywa Neymara.
Nie wiem co jej się stało. Chwilę temu była szczęśliwa, a teraz? Siedzi cicho. Odwrócona do szyby i przeklinała pod nosem. Nie będę jej zmuszał do rozmowy, bo i tak nic mi nie powie. Zrobię wszystko o co mnie poprosi. Zawsze będę jej pomagał jak mogę. Zdaje mi się, że jest tego warta. Warta mnie, mojego zaufania i czasu. Nigdy nie będę przypuszczał, że straciłem coś przez nią. Wydaje się taka nie winna, idealna.

Podwiozłem ją do studia.
-Zostajesz ze mną?-Zapytała cicho. Po głosie można było wyczuć, że dużo musiała z siebie dać aby powiedzieć te trzy słowa. Tylko jej przytaknąłem. Szybkim krokiem weszliśmy do środka, następnie do dużego pomieszczenia pełnego luster.
Ola weszła, rzuciła torbę w kąt sali. Podeszła do głośników i włączyła bardzo głośno muzykę. Nie chciałem jej przeszkadzać więc usiadłem w rogu przy jej torbie. Cały czas bacznie się jej przyglądałem. To co ona robiła budziło we mnie ogromne wrażenie. Jednak wiem, że ona tego potrzebuje, a nie, że chce się przede mną popisać. W studiu przesiedzieliśmy do godziny 19. W trakcie gdy Ola tańczyła wpadł mi do głowy pewien pomysł, ale dowiecie się o nim później. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jej ruchy były czymś wspaniałym, widać, że robi to, co kocha. Byłem także ciekawy co chodzi jej po głowie. Czy już wyładowała swoją złość i tańczy dla przyjemności czy cały czas próbuje o tym zapomnieć zatracając się w tańcu.

Perspektywa Oli.
W domu byliśmy około 20:30. W drodze powrotnej stwierdziliśmy, że przez dwa tygodnie będziemy udawać, że jesteśmy razem, a potem stwierdzimy, że do siebie nie pasujemy i się rozstaniemy. Po tym nikt się nie dowie, że kogokolwiek okłamaliśmy.
Nie miałam ochoty jeść kolacji. Wypiłam tylko gorzką herbatę i poszłam do pokoju. Nadal myślę jak wyjaśnić to wszystko Marcowi. Wiem, że zwykłe "Nie jestem z Neymarem, powiedzieliśmy tak tylko, aby uniknąć kary, a o tym, że to ja biegałam po Camp Nou nie mówiłam, bo nie chciałam, abyś się o mnie martwił." nie wystarczy.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos Brazylijczyka.
-Co jest mała?
-A nic.
-Bądź Ty szczera.-Zaśmiał się.
-Nic się nie stało. Jestem tylko zmęczona.
Kłamstwa, kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa. Gratuluje Olu.
-Jak będziesz gotowa na rozmowę to powiedz, a teraz idziesz obejrzeć na dół z nami film?
-Jasne.-Rzuciłam i wyszliśmy z pokoju. W salonie czekał na nas tata z wielką miską popcornu. Usiedliśmy na kanapie. Piłkarz objął mnie ramieniem, bo uzgodniliśmy, że przy tacie, też będziemy udawać. Oglądaliśmy "Dom na końcu ulicy"czy jakoś tak. Na szczęście nie jestem jak te wszystkie dziewczyny i nie boje się horrorów. Pewnie gdybym naprawdę była z Neymarem w związku to byłby zawiedziony.
Po filmie poszłam się umyć, później wyszłam na balkon zapalić i wtedy do mojego pokoju wpakował się napastnik. Ten dzień mnie wykończy. Szybko odgasiłam papierosa o barierkę i go wyrzuciłam. Po chwili Brazylijczyk stał przy mnie.
-Nie idziesz spać?-Zapytałam
-Przyszedłem powiedzieć dobranoc.-Wzruszył ramionami i lekko się uśmiechnął.
-Dobranoc przyjacielu.-Wtuliłam się do chłopaka. Emanuowało od niego ciepło. Mając głowę, przy jego klatce piersiowej czułam bicie jego serca. Cudownego serca. Już zazdroszczę jego dziewczynie. Na chwilę mnie zatkało. On jest z Lisą. Chciałam odsunąć się od chłopaka, ale nie mogłam. W jego ramionach czuję się bezpiecznie, Lisa się w tej chwili nie liczyła. Byłam tylko ja i on.
-Co nie odpowiadasz?-Z zamyśleń wyrwał mnie głos piłkarza.-Ola? Żyjesz?-Roześmiał się
-Tak, tak żyję. Chodźmy do środka, bo chłodno się robi.
-Dobranoc.-Powiedział piłkarz i złapał za klamkę.
-Branoc.-Odpowiedziałam i usiadłam na łóżku.-Neymar?
-Tak?-Uchylił drzwi.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.-Uchylił drzwi.-Spij dobrze.-Uśmiechnął się przyjaźnie i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Na łóżku siedziałam jeszcze z jakąś godzinę. Myślałam o dzisiejszym dniu. O Marcu. Wiem, że bardzo go zraniłam, a przecież nie chciałam źle. Nie chciała mu nic mówić, aby nie dodawać mu kolejnych problemów. Chciałabym mu to wszystko wyjaśnić, ale on nie chce ze mną rozmawiać. Siedząc tak wypaliłam pół paczki papierosów. Zadzwoniłam do niego. Nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz. Nie odebrał. Za trzecim odrzucił połączenie. Przecież to nie ma sensu. On nie chce mnie znać i tyle. Zrezygnowana wyszła z pokoju. Szłam w kierunku sypialni gościnnej w której spał Neymar. Wiem, że nie powinnam tego robić, bo jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale potrzebowałam go obok. Uchyliłam lekko drzwi. Spał. I bardzo dobrze. Po cichu podeszłam do łóżka i położyłam się obok piłkarza. Wtuliłam się w jego ciepły tors i usnęłam.

***************************************
Witam wszystkich po dość długiej przerwie. Postaram się aby następny rozdział był szybciej. Może nawet zacznę pisać go dzisiaj.    Piszcie w komach czy wam sie podobało :))  Może chcecie abym coś zmieniła w tym blogu, coś dodała? Śmiało piszcie :) 
Tak wgl to zakładam nowe konto na google, bo ta nazwa już mi się nie podoba xD Więc jak ktoś z nazwą ze słowem księżniczka coś doda to, to jestem ja xD
13 komentarzy = 10 rozdział 
POWODZENIA !♥!


niedziela, 3 stycznia 2016

8."Mają nas."

Nagle wpadłam na kogoś. Upadliśmy, a osoba która najwyraźniej chciała mnie zabić wpadła w śmiech. Już wiedziałam kto to był.
-Oszalałeś?-Zapytałam i złapałam się za bolące kolano.
-Tak trochę, ale przynajmniej ich zgubiliśmy.-Powiedział i się podniósł.-Na chwilę.-Dodał i podał mi rękę, abym wstała.-Wszystko w porządku?
-Myślę, że tak, ale lepiej już stąd chodźmy.
-Nie możemy. Całe Camp Nou jest obstawione. Musimy się schować, przeczekać, aż ochroniarze sprawdzą czy jest czysto i dopiero wyjdziemy.
-Tak? A gdzie pan z zawsze idealnymi pomysłami ma zamiar się schować?-Zapytałam z ironią. Bo przecież co tam. Chodźmy wieczorem na stadion, potańczmy, pośpiewajmy. Później z racji tego, że jesteśmy głodni wrażeń uciekajmy przed ochroniarzem i przez następne kilka godzin chowajmy się przed nim. Brawo Neymar. Właśnie tak wyobrażałam sobie spędzić z tobą cały dzień, bo po co zrobić coś normalnego? Iść na spacer? Obejrzeć jakiś film w domu czy pójść do drogiej restauracji? A zapomniałam pan da Silva ma jednak coś nie tak z głową. To dużo wyjaśnia nie?
-Ktoś idzie chodź.-Wyszeptał, złapał mnie za rękę i pobiegliśmy przed siebie. Przypadkowo wbiegliśmy do tunelu w którym stało dwóch napakowanych goryli. 
-Wskakuj.-Rozkazał Brazylijczyk. Wierzyłam, że wie co robi więc szybko wykonałam jego polecenie. Neymar ze mną na plecach zaczął uciekać. Na szczęście był zdecydowanie szybszy od tych napakowanych kolesi. Wymknęliśmy się z tego tunelu mijając innych ochroniarzy. 
-Nie mamy szans.-Powiedziałam i mocniej ścisnęłam napastnika, który zaczął biec jeszcze szybciej.
-Damy rade.-Mruknął pod nosem i wbiegł na trybuny. Z każdym odcinkiem biegł coraz szybciej a serce waliło mu jak szalone. Nagle z drugiej strony wyskoczyli kolejni ochroniarze. Neymar postanowił zbiec z trybun i kolejny raz wbiegł w tunel. Zgubiliśmy tym trochę wszystkich pilnujących facetów i wbiegliśmy do szatni.
-Czemu tego nie zamykają?-Zapytałam lecz po chwili to pytanie wydało mi się bardzo głupie. Nie dość, że goni nas zgraja ochroniarzy i ciekawe co się z nami przez to wszystko stanie, ja pytam o głupią szatnie.
-Codziennie tu sprzątają.-Powiedział bardzo szybko. Widział, że otworzyłam usta aby coś powiedzieć ponieważ na swoich położył palec na znak żebym była cicho. Podszedł do mnie i gestykulując oznajmił abym się położyła. Zrobiłam to. Chwilę później chłopak uczynił to samo. 
-Na 3 wybiegamy.-Powiedział mi do ucha. Ochroniarze wbiegli do szatni.-Trzy.-Szepnął, a my poderwaliśmy się z miejsc. Poszło nam to bardzo cicho przez co panowie nie mieli nas jak usłyszeć. Chyba setny już raz dzisiaj znaleźliśmy się na murawie. Po cichu weszliśmy na trybuny i położyliśmy się pod krzesełkami. 
-Zabije cię za to.-Powiedziałam do Brazylijczyka.
-Też cię kocham.-Pokazał rząd śnieżno białych zębów.
-I co się tak szczerzysz? 
-Udało nam się.
-Myślisz, że to już koniec?-Zapytałam, a w odpowiedzi chłopak mi przytaknął i położył palec na ustach. Czy nie mówiłam już tego, że będzie miał o jeden palec mniej jak to się powtórzy? Chyba tak. No więc piłkarzyku szykuj się na to.
Pod krzesełkami leżeliśmy jeszcze jakiś półtorej godziny. Ochroniarze dwa razy tutaj jeszcze byli. Na szczęście nie wchodzili na samą górę. Wychodząc musieliśmy coś zrobić, aby ochroniarz odszedł od wejścia. Nie chce wam już tego opowiadać. Po prostu nie chciejcie aby Neymar zaczął piszczeć w waszym towarzystwie.
-Bardzo ci dziękuję.-Podziękowałam 11 Barcy podchodząc pod dom.
-Polecam sie na przyszłość.-Zaśmiał się Brazylijczyk i oberwał przy tym w głowę.
-Fajnie dzisiaj było.-Uśmiechnęłam się.-Muszę już iść, bo tata się pewnie denerwuje.
-Też mi się podobało.-Odwzajemnił mój gest.-Napisz jakby było coś nie tak z tatą. Cześć.
-Cześć Neymar.-Przytuliliśmy się i weszłam na posesje. Wiedziałam, że chłopak czeka, aż wejdę do domu. Pod drzwiami odwróciłam sie, pomachałam mojemu przyjacielowi i weszłam do środka. 
-Oo królewna przeszła.-Poderwał się z kanapy Bartra.
-Nie mów tak. Mieliśmy mały problem.-Na samą myśl dzisiejszego zdarzenia uśmiechnęłam się.
-Dobrze się bawiłaś kiedy każdy z nas odchodził od zmysłów?!?-Uniósł się Hiszpan.
-Marc przepraszam. 
-Myślisz, że przepraszam coś zmieni? Masz szczęście, że twój tata jeszcze nie wrócił. A o tym, że cię nie ma wie cała drużyna zadowolona jesteś? W sumie każdy też szuka Neymara. Gratuluje wam głupoty. 
-Chcesz mi dalej prawić kazania czy obejrzymy jakiś film.
-Tym razem ci odpuszczę.-Uśmiechnął się.-Znaj moją łaskę dziecko.-Zaśmiał się i poczochrał mi włosy. Oberwał ode mnie za to w ramię.-Robisz popcorn czy film wybierasz?
-Film.-Odpowiedziałam i poszłam do salonu. Zupełnie nie wiedziałam co che oglądać, ale wybór padł na komedię. Oglądaliśmy "Gruby i Chudszy." Bardzo lubię go oglądać i za każdym razem się śmieje. Bartra chyba ogląda go po raz pierwszy, bo jego nie kontrolowany śmiech przebija wszystko. Nawet piski Brazylijczyka. Podczas oglądania położyłam głowę na kolanach obrońcy. W trakcie filmu do domu wrócił tata. 
-Dobry wieczór. Wy jeszcze nie śpicie?
-Nie. Bo mamy maraton filmowy. Dołączasz się?
-Nie dam rady. jestem strasznie zmęczony. Byłem dzisiaj na kilku spotkaniach i jeszcze późnym wieczorem kolega z pracy powiedział mi, że ktoś biegał po Camp Nou i mieliśmy sprawdzać kamery, ale jak do niego przyjechałem było już późno, więc idę spać. Bawcie się dobrze dzieciaki.-Powiedział i poszedł na górę. Po chwili było słuchać, że z niej zbiega.-Olu?
-Tak tato?
-Ty nie miałaś być dzisiaj z Neymarem?
-Miałam.-Trener pokiwał głową, chyba na znak, że nic z tego nie rozumie i poszedł na górę.
-Olu?-Tym razem moje imię wypowiedział brunet.
-Tak przyjacielu?
-Dobrze się biegało z Neymarem po stadionie?
-Nie wiem o czym ty mówisz? Byliśmy w kinie, na spacerze i na kolacji w restauracji przy plaży i twój kolega z drużyny był taki hojny, że za mnie zapłacił.-Skłamałam, ale Marc przyjął taką wymówkę. Spojrzał się na mnie tylko z podniesioną brwią na znak nie dowierzania, ale po chwili dodał.
-No w sumie to może być prawda. Typowy Neymar i sposób na podrywanie dziewczyn.-Zaśmiał się, jednak mi tak wesoło nie było. Po pierwsze ja mu się nie podobam, więc podrywanie mnie, proszę was. Ale to był pikuś. Gorsze są kamery. Czy on przez dwa lata grając w Barcelonie nie domyślił się, że obiekt jest monitorowany? Czy mi tak ciężko było o tym pomyśleć? Że jakby coś się stało, są kamery odtworzą całe zajście i dojdą do sprawcy? 
-Źle się czuje. Idę odetchnąć świeżym powietrzem.-Wymyśliłam pierwszy lepszy pretekst i wyszłam do ogrodu. Zadzwoniłam do Neymara. Nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz. Też nie odebrał. Może już śpi. Ale też pomyślał o kamerach i myśli jak odkręcić to zajście. Postanowiłam napisać mu sms'a.
"Mają nas."
Nie rozpisywałam się. Nie widziałam potrzeby. Wróciłam do środka i usiadłam na rogówce. Akurat film się skończył. Zaproponowałam chłopakowi przenocowanie u nas. Podziękowałam, że się o nas martwił i poszłam do swojego pokoju. Pełna obawy wzięłam prysznic. Strużki wody powoli odprężały moje ciało. Jednak moje myśli schodził w coraz to gorszym kierunku. Bałam się konsekwencji naszego wygłupu. 
Dzisiejszej nocy ciężko było mi zasnąć. Niby małe wygłupy, a mają ze sobą takie straszne rozwiązania. Zerknęłam jeszcze raz na telefon. Akurat przyszła wiadomość od Neymara.
"Spokojnie. Wyjdziemy z tego cało.
Tylko Ty się nie odzywaj. Ja wpadłem
na ten pomysł, więc ja nas wyplącze.
A teraz dobranoc sis."
Trzymam za niego kciuki, że wyjedziemy z tego bez szwanku. Nie chciałabym, aby Neymar został za to ukarany, a ja miała zakaz wstępu do świątyni. 
"Powiemy, że jesteśmy młodzi, zakochani. 
Tak to dobry pomysł. Udajmy, że to była nasza
pierwsza randka i może przymrużą na to oczy.
Bo przecież to miłość xDD
Dobranoc brat."
Po tym poczułam się trochę lepiej. Jej światełko w tunelu. No może tunel na dzisiaj to złe określenie, ale nie wiem jak inaczej to określić. Bardziej spokojna udałam się do krainy Morfeusza.

25.01 PIĄTEK.
Obudził się o godzinie 9:13. szybko wstałam z łóżka i zbiegłam na dół. Tata razem z moją psiasi siedzieli w kuchni i pili kawę. Tak chyba będę na niego mówiła, a więc mam już w swoich nie normalnych nazwach znajomych dużego i psiapsi. Jeszcze przydałoby się nazwać jakoś Neymara, ale nad tym zastanowię się później. 
-Poczekacie na mnie? Bardzo chcę jechać na trening.-Rzekłam i napiłam sie łyka kawy od mojej psiapsi. Nie no pasuje to do niego jak ulał. 
-Poczekamy, ale idź się szykuj bo zaraz jedziemy.-Odpowiedział mi uśmiechnięty Enrique. Ciekawe czy taki będzie jak dowie się co jego córeczka z podopiecznym narobiła. 
Wyszykowałam się w 30 minut. Ponieważ nie myłam włosów, bo samo ich suszenie zajęłoby mi prawię dwa razy tyle. Wyszykowana wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i zbiegłam na dół.
-Gotowa!-Krzyknęłam i zaraz przy mnie pojawił się tata z psiapsi. Na Camp Nou byliśmy po równych 15 minutach. Już przy samym wejściu zaczęłam sie trząść a ręce zaczęły się pocić. Mijając ochroniarzy po żadnym z nich nie widać było złowrogie spojrzenia. Każdy raczej mówił dzień dobry i się uśmiechał. Mijając się z Neymarem nie odezwałam się. Na treningu byłam zamyślona. Nawet nie przejmowałam się tym gdy chłopaki namawiali tatę, aby kazał mi zagrać. Pod koniec treningu Luis zawołał wszystkich do siebie łącznie ze mną.
-Panowie za dwa dni mamy mecz. Teraz skupiamy się na piłce, aby odnieść kolejne zwycięstwo. Wierzę w was chłopaki, a ciebie Neymar i Olu poproszę abyście zostali.-Ostatnie zdanie powiedział z rozczarowaniem w głosie. Wszyscy zrobili głośne "uuu" Za co zostali zabici przez nas wzrokiem. Spojrzałam sie na moją psiapsi, która pokiwała głową na znak odmowy, następnie ją spuścił i z resztą drużyny wrócił do szatni. Wiem, że domyśl się, że to ja wczoraj biegałam po stadionie z Neymarem, wiem też, że się o mnie martwi. 
-Zawiodłem się na wam dzieciaki. A teraz chodźcie ze mną do zarządu.-Powiedział i poszedł przodem. Razem z Neymarem szłam z opuszczoną głową. Raz spoglądałam na niego, raz on spoglądał na mnie, a gdy nasze spojrzenia się spotkały oboje spuszczaliśmy wzrok.
-Spokojnie. Wyciągnę nas.-Wyszeptał mi do ucha Brazylijczyk. O ludzie wywieśmy flagi na każdym kominie, że nie uniósł się dumą i pierwszy coś powiedział. W końcu znaleźliśmy się w pomieszczeniu w którym karzy nawet najmniejszy zakątek Camp Nou był monitorowany.
-Chciałbym wam coś pokazać.-Odezwał się jeden ze starszych mężczyzn. Oglądaliśmy nasz wczorajszy wygłup i nie zrobiło mi się głupi. Tak dobrze słyszycie nie jest mi z tym źle. Wręcz przeciwnie, przypomniały mi się słowa Neymara, aby w końcu zacząć żyć. Robić coś szalonego. Podczas filmu podśmiewałam sie z tego, a wszyscy mężczyźni patrzyli na mnie jak na kosmitkę. W sumie to wyglądało jakbym odśpiewywała hymn, ale nie na stojąco, jakbym się położyła. W końcu Neymar zaczął mi wtórować. Podniosło mnie to w przekonani, że aż tak źle nie postąpiliśmy. 
Po skończonym filmie odezwał się Luis.
-Jest mi bardzo przykro, ale za wasze zachowanie musicie ponieść odpowiedzialność. Ty Olu nie możesz wchodzić na Camp Nou przez najbliższe trzy miesiące, a Ty Neymarze zostajesz zawieszony na pięć najbliższych meczy. A teraz macie coś do powiedzenia?

*********************************************
Witam was serdecznie :) Jak podobał wam się rozdział? Moim zdaniem jest fajny. Najciekawsze od początku bloga, ale ocenę pozostawiam wam :) Według mnie numerek rozdziału tak na mnie wpłynął i dobrze napisałam, ale nie ważne. Kochani czekam na wasze komentarzy :))
Niech każdy kto przeczyta ten post zostawił po sobie ślad.
Tak wgl to może jest coś co chwili byście abym zmieniła na blogu, ale może chcieli byście aby była tutaj muzyka. Piszcie swoje pomysły :))
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
13 komentarzy = 9 rozdział 
POWODZENIA 
Przypominam o podpisywaniu się pod komentarzami :)) Chciałabym kiedyś jakiejś wiernej czytelniczce zadedykować rozdział więc no wiecie co robić :D
Do następnego wpisu kochani :***