Obudziłam się w objęciach Brazylijczyka, który jeszcze spał. Zegarek wskazywał godzinę 5:00.
-No pięknie, Już nie usnę.-Pomyślałam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy na której było ogromne lustro.-Wyglądam fatalnie.-Wymamrotałam pod nosem i poszłam do łazienki. Doprowadziłam się do stanu używalności I zeszłam na dół. Przygotowałam Neymarowi śniadanie i zostawiłam karteczkę.
Dziękuję, że wczoraj przy mnie byłeś.
Wpadnij dzisiaj do nas.
Ola.
Zamówiłam taksówkę a w domu byłam przed godziną 9:00. Od razu poszłam do swojego pokoju, aby przebrać się w czyste ubranie. Następnie poszłam do gabinetu taty. Przeglądał jakieś papiery.
-Dotarło zaproszenie?
-Dotarła gazeta.
-Co.-Nawet nie zapytałam. Moja twarz nie okazywała żadnych emocji więc moje "co" było jak najzwyklejsze zdanie.
-Gdzie wczoraj byłaś?
-Od kiedy twój gabinet stał się komisariatem.
-Od kiedy wyglądasz jak siedem nieszczęść? Bo wiesz od dzisiaj w prasie na pierwszej stronie gazet jest bardzo ciekawy temat.-Wręczył mi czarno-biały papier i upił łyk kawy.
-Neymar wykorzystuje córkę własnego trenera.-Przeczytałam na głos nagłówek gazety.-Serio i ty.-Powtórzyła.- Ty w to wierzysz?
-Psujesz wszystkim reputacje.-Odchrząknął i wstał zza biurka.-Dziecko nie wyobrażasz sobie co gazety mogą zrobić z ludzi.
Bałam się, że zaraz wybuchnę i wczorajsze zajście wyjdzie na jaw. Dlaczego tata przejmuje się tym, co napisali o Neymarze a nie swoją córką. Nie zapytał się dlaczego tak wyglądałam, dlaczego byłam w nocy pod domem piłkarza. Tak, zdjęcie było gdy stałam przed jego posesją uciszając pokera i idącego w naszą stronę napastnika. Nie chciałam mu powiedzieć, że wczoraj jakiś koleś prawie mnie zgwałcił więc wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do pokoju, zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko. Bolało mnie to jak cholera, ale nie mogę tego pokazać. Wyjęłam fajki i wyszłam na balkon. Siedziałam tam z 20 minut aż ktoś położył dłoń na moim ramieniu. Zlękłam się.
-Jezu człowieku z mafii jesteś czy jak?
-Jeszcze o tym nie myślałem, aby się do nich dostać.-Odpowiedział ze śmiechem. No przynajmniej jedno z nas ma dzisiaj dobry humor, albo nie czytał dzisiaj gazety.
-Coś nie tak?-Zapytał spokojnym głosem i usiadł obok na chłodnych kafelkach.
-Wszystko w porządku. Dlaczego pytasz?
-Nigdy nie widziałem żebyś paliła i miała taką smutną minę.
-A wczoraj?
-Wczoraj to coś innego.
-Niech ci będzie. -Zamilkłam.-Neymar?
-Tak?-Powiedział tak, jakby bał się tego, co zaraz usłyszy.
-Nie czytałeś gazety?
-Czytałem.
-I?
-I nie było nic ciekawego? Nie sory. Nie wiem w co się bawimy. Mów śmiało co jest nie tak. Wiesz dobrze, że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Nie wiedziałam, że mnie wykorzystujesz.
-A czytałaś dalej.-Zaśmiał się.- Robię to, bo nie chciałaś pogadać z tatą o-Przerwałam mu.
-Nie jesteś zły?
-Co ty.-Machnął ręką.-To tylko plotki. Oboje znamy prawdę, więc po co nam zdania całej reszty.
-Ale jak to powiedział mój tatuś "co z twoją reputacją"?
-Są wzloty i upadki. Z resztą. Ja jestem piłkarzem. Ważne jest dla mnie to, aby pisali, że z dnia na dzień jestem coraz lepszy. Racja. Piłkarz też jest człowiekiem, ale ja w prasie skupiam się na karierze. Życie prywatne? Tylko najbliżsi wiedzą jaki jestem, gazety nie muszą.
-Podziwiam cie.-Wyszeptałam mu prostu w usta i je złączyłam. Po rozmowie poczułam się lepiej.
Wieczorek pojechałam z Neyem do restauracji. Jakoś specjalnie nie miałam ochoty wychodzić z domu, ale Brazylijczyk się uparł. Aktualnie siedzimy, patrzymy sobie prosto w oczy i czekamy na zamówione potrawy.
-To dla państwa. Życzę smacznego.-Powiedziała kelnerka, uśmiechnęła się przyjaźnie i puściła oczko do MOJEGO chłopaka. Tak jestem bardzo zazdrosna. Czasami mnie to denerwuje. Niektórzy mają w poważaniu to, jak ktoś podrywa ich partnerów, bo wiedzą, że tylko ich kochają, ale ludzie to jest Neymar. Najwspanialszy, najtroskliwszy, najprzystojniejszy i ogólnie najlepszy człowiek na świecie.
-Przepraszam, ale mam dziewczynę.-Przywołał pracownice do porządku i znacząco spojrzał się w moją stronę. Oczywiście w kilka sekund stałam się bardziej czerwona niż burak i czułam jak moje policzki zaczęły płonąć. Podczas kolacji sporo rozmawialiśmy. Wyżaliłam się, tym po rano mówił tata i jak jego obojętność w stosunku do mnie bardzo odczułam. Poinformowałam piłkarza, że za dwa tygodnie jest ślub mojej kuzynki więc jego towarzystwo byłyby dla mnie miłe. Zmieniający się co chwila temat ustał, gdy powiedziałam o swoim zamiarze.
-Postanowiłam zdać prawojazdy. Zapiszę się jutro z rana i mam nadzieję, że pomożesz mi wybrać motor.
-Oszalałaś.-Uniósł się, ale jego twarz skamieniała. Oprócz tonu jakim do mnie mówił, nie potrafiłam wyczuć jego złości.
-Nie. Jeszcze jest ze mną w porządku. Mów lepiej co tobie odbija.
-Dziewczyno ja ci się nie będę tłumaczył.
Spojrzałam na niego i wiedziałam, że skończy się to fatalnie.
-Masz nie jeździć na motorze i tyle.
-Zabronisz mi?-Zdziwiłam się.
-Tak. Zabronię.-Zaśmiał mi się prosto w twarz, a ja przerzuciłam oczami.
-Wariat.-Pomyślałam, ale już więcej się nie odzywałam. Nie chce się z nim kłócić.
-Wracamy do domu?-Zapytał. Przytaknęłam i wstałam od stołu. Napastnik zapłacił i poszliśmy na parking. Wsiedliśmy do sportowego czerwonego samochodu i ruszyliśmy w kierunku domu piłkarza. Całą drogę milczeliśmy. Chłopak skupił się na drodze, a ja w myślach przeklinałam dzisiejszy dzień. Najpierw tata, teraz Neymar no to jak ludzie. Kto będzie następny?
W domu piłkarza atmosfera trochę się rozluźniła. Obejrzeliśmy romantyczny film. Poprzytulaliśmy się trochę i wydawało się, że mogłabym zacząć rozmowę jeszcze raz. W końcu jesteśmy po kilku lampkach wina i może będzie mi łatwiej wydusić z niego prawdę.
-Neymar.
-Tak kochanie?
-Nie chciałbyś nauczyć mnie jazdy na motorze?-Zapytałam jakby szeptem.
-Chciałbym, ale nie.
-Dlaczego? Przecież na pewno to potrafisz.
-Nie mówmy o tym.
-Ale dlaczego? Jestem twoją dziewczyną. Mieliśmy mówić sobie wszytko. Pamiętasz?
-Powiedziałem nie!-Krzyknął i wstał z kanapy ręką zrzucając szklany kieliszek z czerwoną cieczą.
-Ej spokojnie.-Powiedziałam spokojnie, ale równie dobrze mogło rozpętać się piekło.
-Dlaczego słowo "motor" tak źle na niego wpływa?-Zapytałam w myślach, a przed twarzą przeleciało mi kolejne przezroczyste naczynie. Szkło przy upadku rozsypało się po całym salonie. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Nie wiedziałam także, co stało się z człowiekiem który jest odzwierciedleniem oazy spokoju i bezpieczeństwa. Po chwili słychać było kolejne tłuczone szkło.
-Chyba alkohol temu kolesiowi nie służy.-Wymamrotałam i pobiegłam do kuchni w której...
*******************************
Dzień dobry wszystkim :)
Jak się podoba rozdział? Może być? Napisałam go całkowicie na spontanie. Żadnej kwestii nie przemyślałam, ale mam nadzieję, że rozdział Was zaciekawił.
Jutro ostatni dzień wolności, więc następny rozdział może być dopiero w przyszły weekend o ile dacie radę z komentarzami.
Jak myślicie, dlaczego ta cała jazda na motorze, źle na niego działo? I co stało się w kuchni?
13 KOMENTARZY = 15 ROZDZIAŁ :)
13 KOMENTARZY = 15 ROZDZIAŁ :)
POWODZENIA