sobota, 27 lutego 2016

14."Zabronisz mi?"

08.02 CZWARTEK.
Obudziłam się w objęciach Brazylijczyka, który jeszcze spał. Zegarek wskazywał godzinę 5:00.
-No pięknie, Już nie usnę.-Pomyślałam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy na której było ogromne lustro.-Wyglądam fatalnie.-Wymamrotałam pod nosem i poszłam do łazienki. Doprowadziłam się do stanu używalności I zeszłam na dół. Przygotowałam Neymarowi śniadanie i zostawiłam karteczkę.
Dziękuję, że wczoraj przy mnie byłeś.
Wpadnij dzisiaj do nas.
                                       Ola.
Zamówiłam taksówkę a w domu byłam przed godziną 9:00. Od razu poszłam do swojego pokoju, aby przebrać się w czyste ubranie. Następnie poszłam do gabinetu taty. Przeglądał jakieś papiery.
-Dotarło zaproszenie?
-Dotarła gazeta.
-Co.-Nawet nie zapytałam. Moja twarz nie okazywała żadnych emocji więc moje "co" było jak najzwyklejsze zdanie.
-Gdzie wczoraj byłaś?
-Od kiedy twój gabinet stał się komisariatem.
-Od kiedy wyglądasz jak siedem nieszczęść? Bo wiesz od dzisiaj w prasie na pierwszej stronie gazet jest bardzo ciekawy temat.-Wręczył mi czarno-biały papier i upił łyk kawy.
-Neymar wykorzystuje córkę własnego trenera.-Przeczytałam na głos nagłówek gazety.-Serio i ty.-Powtórzyła.- Ty w to wierzysz?
-Psujesz wszystkim reputacje.-Odchrząknął i wstał zza biurka.-Dziecko nie wyobrażasz sobie co gazety mogą zrobić z ludzi.
Bałam się, że zaraz wybuchnę i wczorajsze zajście wyjdzie na jaw. Dlaczego tata przejmuje się tym, co napisali o Neymarze a nie swoją córką. Nie zapytał się dlaczego tak wyglądałam, dlaczego byłam w nocy pod domem piłkarza. Tak, zdjęcie było gdy stałam przed jego posesją uciszając pokera i idącego w naszą stronę napastnika. Nie chciałam mu powiedzieć, że wczoraj jakiś koleś prawie mnie zgwałcił więc wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do pokoju, zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko. Bolało mnie to jak cholera, ale nie mogę tego pokazać. Wyjęłam fajki i wyszłam na balkon. Siedziałam tam z 20 minut aż ktoś położył dłoń na moim ramieniu. Zlękłam się.
-Jezu człowieku z mafii jesteś czy jak?
-Jeszcze o tym nie myślałem, aby się do nich dostać.-Odpowiedział ze śmiechem. No przynajmniej jedno z nas ma dzisiaj dobry humor, albo nie czytał dzisiaj gazety.
-Coś nie tak?-Zapytał spokojnym głosem i usiadł obok na chłodnych kafelkach.
-Wszystko w porządku. Dlaczego pytasz?
-Nigdy nie widziałem żebyś paliła i miała taką smutną minę.
-A wczoraj?
-Wczoraj to coś innego.
-Niech ci będzie. -Zamilkłam.-Neymar?
-Tak?-Powiedział tak, jakby bał się tego, co zaraz usłyszy.
-Nie czytałeś gazety?
-Czytałem.
-I?
-I nie było nic ciekawego? Nie sory. Nie wiem w co się bawimy. Mów śmiało co jest nie tak. Wiesz dobrze, że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Nie wiedziałam, że mnie wykorzystujesz.
-A czytałaś dalej.-Zaśmiał się.- Robię to, bo nie chciałaś pogadać z tatą o-Przerwałam mu.
-Nie jesteś zły?
-Co ty.-Machnął ręką.-To tylko plotki. Oboje znamy prawdę, więc po co nam zdania całej reszty.
-Ale jak to powiedział mój tatuś "co z twoją reputacją"?
-Są wzloty i upadki. Z resztą. Ja jestem piłkarzem. Ważne jest dla mnie to, aby pisali, że z dnia na dzień jestem coraz lepszy. Racja. Piłkarz też jest człowiekiem, ale ja w prasie skupiam się na karierze. Życie prywatne? Tylko najbliżsi wiedzą jaki jestem, gazety nie muszą.
-Podziwiam cie.-Wyszeptałam mu prostu w usta i je złączyłam. Po rozmowie poczułam się lepiej. 

Wieczorek pojechałam z Neyem do restauracji. Jakoś specjalnie nie miałam ochoty wychodzić z domu, ale Brazylijczyk się uparł. Aktualnie siedzimy, patrzymy sobie prosto w oczy i czekamy na zamówione potrawy.
-To dla państwa. Życzę smacznego.-Powiedziała kelnerka, uśmiechnęła się przyjaźnie i puściła oczko do MOJEGO chłopaka. Tak jestem bardzo zazdrosna. Czasami mnie to denerwuje. Niektórzy mają w poważaniu to, jak ktoś podrywa ich partnerów, bo wiedzą, że tylko ich kochają, ale ludzie to jest Neymar. Najwspanialszy, najtroskliwszy, najprzystojniejszy i ogólnie najlepszy człowiek na świecie.
-Przepraszam, ale mam dziewczynę.-Przywołał pracownice do porządku i znacząco spojrzał się w moją stronę. Oczywiście w kilka sekund stałam się bardziej czerwona niż burak i czułam jak moje policzki zaczęły płonąć. Podczas kolacji sporo rozmawialiśmy. Wyżaliłam się, tym po rano mówił tata i jak jego obojętność w stosunku do mnie bardzo odczułam. Poinformowałam piłkarza, że za dwa tygodnie jest ślub mojej kuzynki więc jego towarzystwo byłyby dla mnie miłe. Zmieniający się co chwila temat ustał, gdy powiedziałam o swoim zamiarze. 
-Postanowiłam zdać prawojazdy. Zapiszę się jutro z rana i mam nadzieję, że pomożesz mi wybrać motor.
-Oszalałaś.-Uniósł się, ale jego twarz skamieniała. Oprócz tonu jakim do mnie mówił, nie potrafiłam wyczuć jego złości.
-Nie. Jeszcze jest ze mną w porządku. Mów lepiej co tobie odbija. 
-Dziewczyno ja ci się nie będę tłumaczył.
Spojrzałam na niego i wiedziałam, że skończy się to fatalnie.
-Masz nie jeździć na motorze i tyle.
-Zabronisz mi?-Zdziwiłam się.
-Tak. Zabronię.-Zaśmiał mi się prosto w twarz, a ja przerzuciłam oczami.
-Wariat.-Pomyślałam, ale już więcej się nie odzywałam. Nie chce się z nim kłócić.
-Wracamy do domu?-Zapytał. Przytaknęłam i wstałam od stołu. Napastnik zapłacił i poszliśmy na parking. Wsiedliśmy do sportowego czerwonego samochodu i ruszyliśmy w kierunku domu piłkarza. Całą drogę milczeliśmy. Chłopak skupił się na drodze, a ja w myślach przeklinałam dzisiejszy dzień. Najpierw tata, teraz Neymar no to jak ludzie. Kto będzie następny?
W domu piłkarza atmosfera trochę się rozluźniła. Obejrzeliśmy romantyczny film. Poprzytulaliśmy się trochę i wydawało się, że mogłabym zacząć rozmowę jeszcze raz. W końcu jesteśmy po kilku lampkach wina i może będzie mi łatwiej wydusić z niego prawdę.
-Neymar.
-Tak kochanie?
-Nie chciałbyś nauczyć mnie jazdy na motorze?-Zapytałam jakby szeptem.
-Chciałbym, ale nie.
-Dlaczego? Przecież na pewno to potrafisz.
-Nie mówmy o tym.
-Ale dlaczego? Jestem twoją dziewczyną. Mieliśmy mówić sobie wszytko. Pamiętasz?
-Powiedziałem nie!-Krzyknął i wstał z kanapy ręką zrzucając szklany kieliszek z czerwoną cieczą.
-Ej spokojnie.-Powiedziałam spokojnie, ale równie dobrze mogło rozpętać się piekło.
-Dlaczego słowo "motor" tak źle na niego wpływa?-Zapytałam w myślach, a przed twarzą przeleciało mi kolejne przezroczyste naczynie. Szkło przy upadku rozsypało się po całym salonie. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Nie wiedziałam także, co stało się z człowiekiem który jest odzwierciedleniem oazy spokoju i bezpieczeństwa. Po chwili słychać było kolejne tłuczone szkło.
-Chyba alkohol temu kolesiowi nie służy.-Wymamrotałam i pobiegłam do kuchni w której...

*******************************
Dzień dobry wszystkim :)
Jak się podoba rozdział? Może być? Napisałam go całkowicie na spontanie. Żadnej kwestii nie przemyślałam, ale mam nadzieję, że rozdział Was zaciekawił.
Jutro ostatni dzień wolności, więc następny rozdział może być dopiero w przyszły weekend o ile dacie radę z komentarzami. 
Jak myślicie, dlaczego ta cała jazda na motorze, źle na niego działo? I co stało się w kuchni?
13 KOMENTARZY = 15 ROZDZIAŁ :)
POWODZENIA

wtorek, 23 lutego 2016

13."Tak się bawimy panie da Silva?"

Przed snem wzięłam do ręki kopertę z listem, którą podarował mi Ney. Przeczytałam wszystko dokładnie, jednak było w tym male ale... Musiałabym opuścić Barcelonę. Studio jest w Berlinie. Niby nie jest to na drugim końcu świata, ale przyleciałam tutaj aby się ustatkować.
Nie wyobrażam sobie zostawić taty czy Neymara.

07.02 ŚRODA
Obudziłam się całkiem późno bo zegarek, który stał na szafce nocnej pokazywał godzinę 11:08. Postanowiła dzisiejszy dzień spędzić w łóżku. Myślę, że nic nie stracę ponieważ na dworze jest niezbyt ładna pogoda. Odwróciłam się na drugi bok i poszłam spać dalej.
Tak jak mówiłam cały dzień przespałam. Wieczorem obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis "Marta" i zdjęcie ślicznej rudej dziewczyny z piegami o zielonych oczach. Odebrałam ponieważ jest to moja najukochańsza kuzynka.
-Słucham.
-Cześć Ola. Jak tam w Barcelonie?
-Jest cudownie. A coś się stało, że dzwonisz?
-Nic się nie stało, jednak chciałabym się zapytać czy przylecisz na mój ślub.
-Głupie pytanie. Oczywiście, że przylecę.
-To wspaniale. Zaproszenie powinno dojść niedługo, a i mam nadzieję, że nam coś zaśpiewasz.-Zachichotała a w tle usłyszałam głos ukochanego Marty, Andre.-Przepraszam, ale muszę już kończyć. Papa. Buziaki i nie zapomnij pozdrowić taty.
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć ponieważ się rozłączyła. Włożyłam telefon pod poduszkę i poszłam spać dalej. To zaskakujące, że cały czas śpię nie uważacie?

Czyjaś dłoń smyrała mnie po plecach. Przestraszyłam się i odsunęłam na brzeg łóżka. W odpowiedzi dostałam tylko kupe śmiechu,
-Jak tutaj wszedłeś?
-Tak. Ja też się za tobą stęskniłem. Jak minął mi dzień? No wiesz nawet pracowicie. Twój tatuś dał mi niezły wycisk, bo jakiś pacan czytaj Pique powiedział mu, że jesteśmy razem. Miło, że pytasz kochanie.
-Luzik.-Uśmiechnęłam się i przysunęłam do chłopaka.-Zdałeś relacje to teraz możesz wrócić do domu.-Zaśmiałam się i posłałam piłkarzowi promienny uśmiech.
-Cały dzień tak leżysz?-Zapytał i dostał sms'a. Nie zdążyłam mu odpowiedzieć.-Przepraszam kotek, ale muszę lecieć. Trzymaj się.-Powiedział i wyszedł. Nawet nie dał mi głupiego buziaka. Usłyszałam tylko trzask drzwi wejściowych i ciszę.
-Tak się bawimy panie da Silva?-Wymamrotałam i wstałam z łózka. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy i zrobiłam całkiem mocny makijaż. Następnie z szafy wyciągnęłam ubranie, założyłam je i byłam gotowa. Zegarek wskazywał godzinę 20:55. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do klubu. Bawiłam się wyśmienicie dopóki jakiś koleś nie zaczął mnie obmacywać. Odepchnęłam go jednak on miał więcej siły. Wziął mnie za rękę i wyprowadził na tyły klubu.
-Odczep się ode mnie!-Krzyczałam jak najgłośniej potrafiłam.-Pomocy-To już nawet nie był krzyk to było darcie się. Serce zaczęło mi mocnej bić,a oddech stał się nie regularny. W głowie błagałam o jakiś cud. O to, żeby ktoś tutaj przyszedł i mnie uratował, ale kogo ja oszukuje. Jest noc. W klubie jest głośniej niż gdziekolwiek indziej.
Mijały sekundy, minuty zaczęłam tracić nadzieję na jakąkolwiek pomoc. Chłopak coraz bardziej i chętniej się do mnie przystawiał. Jego ręce aktualnie znajdują się pod moją koszulką. Krzyczę, krzyczę tak głośno jak potrafię jednak nic z tego. Starałam się bronić. W końcu odepchnęłam go od siebie. Upadł. Chciałam uciec lecz nagle dostrzegłam strumień krwi. Przestraszyłam sie, że go zabiłam. Nie wiedziałam co robić. Podeszłam do mojego dręczyciela. Oddychał. Kamień spadł mi z serca jednak nic więcej nie zrobiłam aby go uratować. Uciekłam. Z klubu wybiegłam jak poparzona. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Do domu nie wrócę ponieważ tata nie może się o tym dowiedzieć. Do Neymara też nie pójdę, bo chciałam się odegrać i poczuć lepiej po tym jak mnie olał.
Zaczęłam płakać. Byłam bezradna. Szłam nocą ulicami Barcelony. Bałam się każdego mężczyzny który przechodził obok. W końcu nogi doprowadziły mnie pod jego dom. Stałam przed ładną posesją i wahałam się. Iść do niego? Wtulić się i zapomnieć czy udać twardą i zrobić wszystko, aby się o tym nie dowiedział? Moje myśli przerwało szczekanie psa.
-Poker cicho.-Uklękłam i próbowałam go uciszyć ale nic z tego.-Poker błagam nie szczekaj. Twój pan nie może wiedzieć, że tu jestem.
-Za późno.-Usłyszałam męski głos i podniosłam głowę do góry. Zamilkłam.
Chwile później byłam w domu Brazylijczyka. Siedziałam w kuchni i zastanawiałam się, czy mu o tym powiedzieć. Ostatecznie postanowiłam udawać, że nic się nie stało.
-Czemu nie mogłem wiedzieć, że tu jesteś?-Zapytał stawiając na stół dwie herbaty i usiadł na przeciwko.
-Chciałam zrobić ci niespodziankę.-Skłamałam i lekko się uśmiechnęłam. Wzrok wbiłam w kubki.
-Z rozmazanym makijażem i rozciągniętą koszulką?-Krzywo się na mnie spojrzał.
-Podobno wygląd nie ma znaczenia.-Wymamrotałam i upiłam łyk ciepłego napoju.
-Czemu nie rozmawiasz ze mną szczerze?
-Neymar. Potrzebuje czasu.
-Czegoś jeszcze?
-Tak. Chciałabym, żebyś mnie przytulił i obiecał, że nie pozwolisz, aby mi się coś stało.-Wyszeptałam ze łzami w oczach. Samotna łza spłynęła mi po policzku. Piłkarz wstał. Starł ją i schylił się, aby nasze wzorki się spotkały.
-Kochanie obiecuję ci, że zawsze będę przy tobie. Nie ważne, ile bólu sobie nawzajem sprawimy. Obiecuję, że będę cie bronił przed złem jakie na ciebie czyha. Nigdy cie nie opuszczę i zawsze będę cie kochać.
-Dziękuję.-Przytuliłam go i rozpłakałam się na dobre.
-Błagam cie, nie płacz. Nie moge patrzeć na twoje łzy.
-Przepraszam.-Uśmiechnęłam się i starłam słoną ciesz jeszcze bardziej niszcząc sobie makijaż.

*********************************
Witam was nowym rozdziałem. Długo nie mogłam sie zebrać aby go napisać, ale myślę, że efekt końcowy jest nawet fajny i ciekawy. 
Czekam na waszą opinię. Może macie jakieś pomysły co do wyglądu bądź do opowiadania. Może chwili byście aby była tutaj muzyka. Piszcie śmiało :)
Do następnego wpisu kochani :*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
15 KOMENTARZY = 14 ROZDZIAŁ 
POWODZENIA ♥

niedziela, 14 lutego 2016

12."Ale i tak mnie kochasz."

Impreza była wspaniała. Było mnóstwo ludzi, a jubilatowi nie schodzi uśmiech z twarzy. W końcu nadszedł czas na tort. Wszyscy zaśpiewaliśmy sto lat i dostaliśmy po kawałku słodkości. Neymar otwierał prezenty, a Shakira postanowiła zaśpiewać jedną ze swoich piosenek. Korzystając z okazji też coś zaśpiewałam. Następnie razem z Neymarem zaśpiewałam Uncover. Śpiewając cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Jego błyszczały, były szczęśliwe i zakochane. Długo nie mogłam w nie patrzeć ponieważ nie chciałam aby były moją zguba. Moim zatraceniem, a jednak nie potrafiłam przestać tego robić. Czułam jak śliczne, czekoladowe oczy mnie hipnotyzują. Po piosence chłopak zbliżył twarz do mojej. Nie chciałam tego robić. Nie chciałam się z nim całować, jednak mu uległam. Nasze usta się spotkały. Na początku był to niewinny, delikatny pocałunek jednak później przerodził się w bardzo namiętny. Całowaliśmy się tak jakbyśmy bali się, że to nasz ostatni pocałunek. Że nigdy więcej nie będziemy mieli szansy się pocałować. A przecież to nasz pierwszy pocałunek. Pierwszy poważny pocałunek, a nie jakieś buziaki na dzień dobry czy miły gest. Nie chciałam tego przerywać jednak musiałam. Neymar bardzo mi się podoba, a całowanie się z nim w żaden sposób nie pomoże mi wybić go z głowy. W końcu się od niego oderwałam. Oderwałam i wybiegłam do ogrodu. Musiałam zostać sama. Nie przejmowałam się, że wszyscy goście się na nas gapili i jak bardzo ośmieszyłam się tą ucieczką. Chwilę później usiadł obok mnie na ławce piłkarz.
-Nie mów, że ci sie nie podobało.-Próbował rozładować napięcie.
-Neymar nie mam ochoty na twoje żarty ani podrywy.
-A nic z nich nie rozumiesz?-Uśmiechnął się niemrawo, a ja spojrzałam się na chłopaka pytająco.- Podobasz mi się, nawet bardzo.
Nic mu nie odpowiedziałam. Jedyne co zrobiłam to głośno westchnęłam i biłam się z własnymi myślami.
-Chodź, mam coś dla ciebie.-Wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Niepewnie wstałam. Złapałam jego dłoń i weszliśmy do środka. Po chwili znaleźliśmy się w sypialni Brazylijczyka.
-Nie Neymar. Nie możemy tego zrobić.
-A mówią, że tylko faceci myślą na okrągło o seksie.-Zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
-Jesteśmy. Lekko. Wypici. W. Nocy. W. Twoje. Urodziny. W. twojej. Sypialni.-Podkreślałam każde słowo.-A chwile temu powiedziałeś, że ci się podobam.
-Nie prawda.-Zaprzeczył, a ja zaczęłam się zastanawiać kto ma ze sobą problemy. Ja ze słuchem, czy on z pamięcią.-Powiedziałem, że mi się bardzo podobasz.
-Na jedno wychodzi.-Machnęłam ręką.-I tak nic z tego nie będzie.
-Czemu tak myślisz?
-Jesteś światowej sławy piłkarzem. Jesteś otoczony pięknymi dziewczynami. Masz wszystko czego pragną kobiety. Jesteś przystojny i masz wspaniały charakter. -Wymieniałam a napastnik położył mi palec na ustach.
-Ale spośród tylu pięknych dziewczyn wybrałem ciebie. Już dawno oddałem ci moje serce. I... Pamiętasz jak jakiś czas temu razem spaliśmy. Powiedziałaś "kocham cię"przez sen. Nic ci nie mówiłem wcześniej, bo chciałem pierwszy ci to oznajmić. Ola odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem wiedziałem, że jesteś inna. Skrywałaś w sobie tajemnice, którą trzymasz do dziś. I pewnie będziesz ją miała w sobie przez kilka najbliższych lat, ale chciałbym każdego dnia odkrywać cię na nowo. Proszę pozwól mi.
-No sama nie wiem.-Powiedziałam i spuściłam głowę. Brazylijczyk uniósł mój podbródek i spojrzał mi prosto w oczy.
-Wiesz. Tylko się boisz. Boisz się powiedzieć mi prawdy, ale spokojnie. Nie musisz. Twoje oczy zrobią to za ciebie. Jeśli twoja dusza będzie gotowa mi to powiedzieć to mi to pokarz. Wiedź, że będę na ciebie czekał. Zawsze.
Między nami zapadła cisza. Słychać było jedynie imprezę która odbywała się na dole.
-Ney są twoje urodziny. Przełóżmy tą rozmowę na kiedyś indziej, a teraz idź się bawić.
-Jak ty.-Wskazał palcem na mnie.-Do mnie-Tym razem palec powędrował na jego klatkę piersiową- powiedziałaś? Powiedziałaś Ney? Czy już mam na twoim punkcie aż takiego świra, że słyszę jak wypowiadasz moje imię.-Roześmiał się. Ja również. Myślę, że jest to dobry moment abym zaczęła mówić do niego Ney.
Nagle Brazylijczyk wstał i wyciągnął spod poduszki kopertę. Podszedł do mnie. Spojrzał na kartkę, na mnie, kolejny raz na kartkę i mi ją wręczył.
-Marzyć, to jedyna rzecz której nikt nam nie zabroni.-Wyszeptał mi do ucha. Po moim ciele przeszły ciarki. Jego głos był wspaniały. Moja podświadomść mi mówiła żebym uważał, bo nic dobrego z tego nie wyniknie, ale serce było innego zdania. Ta walka miała swojego lidera, którym było serce. Nie lubię się nim kierować, ale miłość jest czymś wspaniałym. Czymś czego każdy chce doznać. Neymarowi mogłabym się cała oddać. Wiedziałam, że mnie nie zrani, że będzie o mnie dbał. ale gdzieś zapaliło się czerwone światełko, które powiedziało "Neymar nie szuka miłości, on szuka przygód." Wiem to wszytko w tym momencie może wydawać się cholernie pomieszane. Ale tak jest właśnie w mojej głowie. Toczę walkę pomiędzy tym co czuje, a tym co wiem. Toczę walkę i jeżeli ją wygram. Wygram wszystko i będę szczęśliwa. Jeśli jednak ją przegram zostanę sama. Nigdy już nie będę tak naprawdę szczęśliwa, bo to co daje mi prawdziwą radość odejdzie.
Otworzyłam niepewnie kopertę w której był list. Wiadomość z najlepszego studia w Europie. Zaczęłam czytać na głos.
-Gratulujemy dostania się do naszego studia. Mamy nadzieję, że nasza wspólna praca przyniesie same rezultaty i korzyści.-Przerwałam i spojrzałam na Brazylijczyka.- Oni nigdy nie widzieli jak tańczę.
-Owszemu widzieli.
Nie chciałam więcej pytań. To mi wystarczyło. Wstałam i wtuliłam się w Brazylijczyka.
-Wariat.-Wyszeptałam mu do ucha.
-Ale i tak mnie kochasz.
-Chciałbyś.-Zaśmiałam się i odsunęłam na tyle, abym mogła spojrzeć mu w oczy. To cudowne, gdy druga osoba robi wszystko abyśmy my byli szczęśliwi.
-Ja o tym wiem.-Powiedział i chciał mnie pocałować, ale od pokoju wszedł Dani.
-Stary wszędzie cie szukałem. Nie gadaj, że przez nią olałeś swoich gości.
Odsunęłam się od piłkarza i wyszłam z pokoju. Mijając się w drzwiach z Alvesem uśmiechnęłam się triumfalnie. To widać, że on mnie nie lubi, a ja nie będę się przed nim płaszczyć. W sumie chciałabym zobaczyć jego reakcje gdy Ney mówi mu, że mnie kocha i jesteśmy razem.
Do końca imprezy było już wszystko okey. Wygłupiałam się z Munirem i Bartrą. Poznałam kilka wspaniałych osób. Pogadałam trochę z Neymarem. Jak razem tańczyliśmy powiedziałam, że go kocham, a on chwilę później wyciszył muzykę. Stanął na stole aby były lepiej widoczny i oznajmił wszystkich, że jesteśmy razem. Ale gdy ta wiadomość dotarła do Daniego stało się coś dziwnego. Podszedł do ściany, uderzył o nią głową i wyszedł do ogrodu. Po chwili dodał zdjęcie na Instagrama z dopiskiem "Neymar synu nie niszcz sobie życia"
Serio musi mnie nie lubić nie? Ale luz. Kiedyś jak będę jego żoną, a on świadkiem na naszym ślubie będzie przynajmniej musiał udawać miłego.
Około godziny 5:30 poszłam spać. Znaczy położyłam się w salonie obok ludzki którzy nie byli w stanie wrócić do swojego, ale Neymar powiedział, żebym nie robiła scen i zabrał mnie do swojej sypialni. Nie muszę już wam chyba mówić co działo się dalej, bo możecie się domyśleć, ale naprawdę, było mi z nim dobrze.

06.02. WTOREK
Następnego dnia wstałam około godziny 15. Leniwie wstałam z łóżka. Założyłam ubranie, które leżało na podłodze i zeszłam na dół.
-Dzień dobry.-Krzyknął Munir i pomachał mi, kiedy weszłam do kuchni.
-No witam pana.-Posłałam mu ciepły uśmiech i usiadłam na blacie przy którym Neymar szykował kawy.
-Jak sie spało?-Zaśmiał się Messi i poruszył zabawnie brwiami. Skarciłam go za to wzrokiem, ale nic się nie odezwałam.
-Widać, że brakuje ci słów, aby opisać wczorajszą noc.-Dogryzał mi Munir.
-Było wspaniale. Wystarczy?-Powiedziałam i upiłam łyka kawy, którą podał mi mój chłopak. Szkoda, że nie wiecie, jakie to uczucie określić najlepszego piłkarza na świecie swoim chłopakiem.
Około godziny 19 przyjechał po mnie tata. Wróciliśmy do domu i każde z nas poszło do swojego pokoju. O godzinie 20 tata zamówił pizze i obejrzeliśmy sobie komedie. Przed snem wzięłam do ręki kopertę z listem, którą podarował mi Ney. Przeczytałam wszystko do dokładnie, jednak było w tym male ale...

**************
Powróciłam. 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
Do następnego :)
13 komentarzy = 13 rozdział 
POWODZENIA !!

poniedziałek, 1 lutego 2016

11.Naleśniki, sałatka, ja, ja,a zapomniał bym...Siebie też polecam.

03. 02 SOBOTA
Następnego dnia obudziłam się o godzinie 9:15. Poleżałam sobie w łóżku jakieś pół godziny i wylegiwałabym się pewnie jeszcze z najbliższą godzinę, ale przyszedł do mnie Munir. Zaprosił na śniadanie i kazał się wyszykować, bo od razu po posiłku jedziemy na zakupy.
Wyprostowałam włosy, ubrałam sięumalowałam  i zeszłam na dół. Tata z Munirem rozmawiali o dzisiejszym meczu i kończyli nakrywać do stołu. Po śniadaniu razem z napastnikiem pojechałam go galerii.
-Dlaczego tu jesteśmy?-Zapytałam, bo naprawdę nie widziałam potrzeby, abyśmy tutaj byli.
-Neymar ma urodziny za dwa dni i przydałoby się mu coś kupić.
-Mam ci pomóc szukać dla niego prezentu?
-Nie, ja dam sobie rade. Bardziej jestem ciekawy co ty mu znajdziesz.-Zaśmiał się i ruszył w kierunku sklepu sportowego.
-Ja? Ja mam mu coś kupić? Przecież nie zostałam zaproszona na jego urodziny.-Gadałam sama do siebie. W końcu jednak zmotywowałam się i zaczęłam chodzić po sklepach.

Chodziłam po sklepach i nagle w oko wpadły mi dwie koszulki w których już mogłam wyobrazić sobie jubilata. Wybrałam "najlepszego brata" i "najwspanialszego faceta". Następnie weszłam do kilku innych sklepów i dokupiłam jakieś drobiazgi. Nie jestem dobra w kupowaniu prezentów ludziom, których nie znam na tyle, aby wiedzieć co chcą, o czym marzą i co lubią. Po zakupach poszłam z napastnikiem do restauracji. Zjedliśmy obiad i wróciliśmy do domu. Była godzina 15:15.
-Ktoś się we mnie zakochał.-Powiedziałam wchodząc do salonu.
-Co?
-Bo jak jest taka sama godzina i minuta to tak się mówi.-Wytłumaczyłam i oddzieliłam prezenty dla Neymara od swoich rzeczy. Do meczu pozostało nam nie całe 3 godziny więc postanowiliśmy się zacząć już szykować. Po kąpieli wysuszyłam włosy i kolejny raz z tym dni je wyprostowałam. Pomalowałam się i ubrałam zostało mi jeszcze troszkę wolnego czasu więc pomalowałam paznokcie. Z domu wyjechaliśmy przed godziną 18. Droga na Camo Nou zajęła nam jakieś 15 minut. Gdy dotarliśmy Munir poszedł do szatni, a ja zasiadłam w loży dla vip'ów. Założyłam koszulkę Blaugrany z numerkiem "11" i moim nazwiskiem. Dostałam ją od taty następnego dnia gdy się o nas dowiedział. Nie miałam nic przeciwko aby założyć koszulkę z numerkiem z którym gra mój przyjaciel nawet jeśli w ostatnim czasie nasłuchałam sie o nim nie miłych rzeczy. Wobec mnie był w sumie to nadal jest fair więc mogę codziennie nosić tą koszulkę.

Zaczął sie mecz. Już w 6 minucie padła bramka i na wielkim ekranie ukazał się wynik 0:1 dla Atletico. Kibice Barcy oszołomieni, ale to przecież dopiero początek meczu. 37 minuta cały stadion wykrzykuje nazwisko zdobywcy bramki, która ustala wynik na 1:1. Pierwsza połowa za nami. Piłkarze schodzą z boiska z remisem, po bramkach Messiego oraz Koke. Podczas drugiej połowy Duma Katalonii jest o wiele bardziej skoncentrowana na grze. Bum! Kolejna bramka 2:1. Gola zdobył Gerard Pique. 65 minuta i znowu gol. Kibice szaleją kolejną bramką Leo Messiego. Już jest spokojna gra. Goście wiedzą, że już nie mają szans na remis. Do końca meczu pozostało kilka minut. Nagle... Kontuzja. Marc leży na murawie przez dłuższą. Nie rusza się. Na Camp Nou zapadła cisza. Każdy kibic wstrzymuje oddech. Minuta, kolejna, jeszcze jedna. Wstał. Pokazał kibicom, że już jest dobrze i gra się wznowiła. Sędzia doliczył 3 minuty. 92 minuta Neymar przy piłce i goool. 4:1. Wszyscy się cieszymy. Piłkarze, trener, kibice.

Po meczu odbyła się impreza. Bardzo duża i głośna impreza. Mało co z niej pamiętam. Ostatnią rzeczą która zapadła mi w pamięć była taksówka w której byłam z Bartrą.

04.02. NIEDZIELA
Następnego dnia obudziłam się w czyimś domu. W sypialni która utkwiła mi w pamięci.
Nie jestem w domu Marca. Jestem u Neymara! Neymara? Ale jak to, przecież jechałam z psiapsi do niego, bo chyba za dużo wypiłam, a nie chciałam pokazywać się w takim stanie tacie. Wstałam z łóżka, wyszłam z pokoju i skierowałam sie do salonu z którego dochodziły dzięki muzyki i czyjeś rozmowy. Rozmawiali dwaj Brazylijczycy. Pech chciał, że nie znam Portugalskiego, ale postanowiłam nagrać ich rozmowę. Wiem, że to głupie, ale nie lubię nie wiedzieć o czym mówią inni. Wiem to się nazywa ciekawość, ale u mnie to ona jest w stopniu zaawansowanym. Jedynie po tonie ich głosu można było wyczuć, że się sprzeczają. Postanowiłam im to przerwać.
-Dzień dobry.-Uśmiechnęłam się.
-Długo tu stoisz?-Zapytał młodszy Brazylijczyk.
-Tak dobrze mi się spało, dziękuje, że pytasz i w ogóle miło z twojej strony, że wyjaśniłeś mi jakim cudem znalazłam się w twoim domu.
-O przepraszam.-Podrapał się w tył głowy.-Jak się spało? Życzy sobie pani jakieś śniadanie? Jesteś tu, bo Marc nie mógł sobie z tobą poradzić.
-Jak to?
-Lepiej niech on sam ci to powie.-Powiedział nieśmiało i kolejny raz podrapał się w kark.
-Okey? A śniadanie nadal aktualne?
-Oczywiście.-Uśmiechnął się.-Na co pani ma ochotę?
-A co jest w menu.
-Naleśniki, sałatka, ja, ja,a zapomniał bym...Siebie też polecam.
-Gadka na podryw? Kiepska.-Poklepałam napastnika po ramieniu i poszłam do łazienki.

Perspektywa Neymara.
-Stary co ty się tak przed nią kłaniasz?
-Lubie ją okey?
-Chyba za bardzo.-Zaśmiał się Dani
-O bardzo śmieszne.-Zrobiłem zażenowaną minę i usiadłem obok przyjaciela na kanapie.
-Ney dla żadnej dziewczyny nigdy taki nie byłeś. Sory, że to powiem, ale zawsze byłeś zapatrzony w siebie. Nie robiłeś nic ponad dla dziewczyn, a teraz? Z resztą co z dziewczynami na pocieszenie? Zamiast być dla nich miły to dajesz im rano kase dzwonisz po taksówkę i bez żadnego słowa wystawiasz je za drzwi. Czemu dla niej jesteś inny. Przepraszam za to pytanie, ale czy ty chcesz sie przez to podlizać trenerowi?
-Powaliło cie? 
-No to stary co jest z tobą?
-Sam nie wiem. Bardzo ją lubię i często o niej myślę.
-Nie gadaj, że taka dziewczyna zawróciła ci w głowie.
-Jaka?-Zdziwiłem się słowami Daniego. Sam zawsze powtarza, każdy jest taki sam, każdy jest tylko człowiekiem.
-Inna. Wydaje się być nie wierna. Szuka przygód, robi chłopaków w chuja i tyle.
-Nie prawda. Jest nie winna, a nie nie wierna. Nie szuka przygód bo jest jest strasznie spokojna. Jest miła i -Przerwał mi
-Udaje spokojną. Uwiedzie cie i zostawi.
-Dobra nie denerwuj mnie.-Odszedłem od przyjaciela. Kierowałem się do kuchni.-Jesz z nami śniadanie?

Perspektywa Daniego
-Jesz z nami śniadanie?-Zapytał
-Nie dzięki. Będę się już zbierał.-Wstałem, pożegnałem się z kumplem i wyszedłem z domu.
Ta dziewczyna mi nie pasuje. Widziałem jak zachowywała się na imprezie po meczu. Może moi koledzy z drużyny ją lubią, ale ja jej nie ufam. Spróbuje wybić Neymarowi ją z głowy. On w swoim życiu jeszcze nie przejechał się na żadnej dziewczynie i jako przyjaciel będę go od tego chronić. A na pewno nie pozwolę Oli mu go zranić. Znam go od dzieciaka. Jego psychika nie wyrobi, gdyby zranił go ktoś, kogo mocno kocha.
Na imprezie bardzo dużo rozmawiała z Bartrą, wzrokiem pożerała Neymara, a tańczyła z pierwszymi lepszymi kolesiami. Z jakimś blondynem poszła do kibla, ale chyba do niczego nie doszło, bo wrócili za wcześnie. Nie wiem co ta laska ma w głowie. Wiem jedno. Jest złym towarzystwem dla Neymara. On jest dla mnie jak brat, a ona? Eh szkoda gadać.

05.02 PONIEDZIAŁEK.
Wstałam dzisiaj o godzinie 6:30. Mam dzisiaj sporo rzeczy do zrobienia. Pierwsze co muszę zrobić to pojechać odebrać Daviego, który najprawdopodobniej będzie z ciocią. Na pomysł, aby syn Neymara był w jego urodziny wpadłam z tatą i Munirem, po powrocie od Brazylijczyka. Znaczy ja to zaproponowałam ponieważ rozmawiając wczoraj z piłkarzem, powiedział, że prawdziwe szczęście daje mu synek. 
Więc podniosłam się szybko z łóżka i poszłam do łazienki. W miarę szybko doprowadziłam się do stanu używalności i zeszłam na dół. Wyjęłam z lodówki jogurt pitny o smaku owoców leśnych i zadzwoniłam po taksówkę. Na lotnisku byłam o godzinie 8:12. Samolot miał być za kilka minut. Wreszcie wysiadła z niego bardzo ładna dziewczyna o ciemnej karnacji oraz długich włosach i mały słodki blondyn . Nie miałam wątpliwości, że jest to Rafaella i Davi. Podeszłam do nich przywitałam się i poszliśmy odebrać ich rzeczy. 

Perspektywa Neymara.
-100 lat, 100 lat.-Usłyszałem głos mojego syna. Siedział na łóżku i śpiewał. Za nim stała moja siostra oraz Ola. One również śpiewały. Ej ej ej. Stop. Davi? Rafa? Co oni tutaj robią?-Wszystkiego najlepszego tatusiu i takiej ładnej dziewczyna jak ta, która mnie tutaj przywiozła.
-Ładna nie?-Uśmiechnąłem się i spojrzałem na Ole. Ona akurat na mnie patrzyła. Po chwili jednak spuściła wzrok.-Dziękuję Davi.
-A to nie wszystko. Mam prezent!!-Oznajmił i wybiegł z mojego pokoju. Korzystając z okazji życzenia złożyła mi Rafa. Po chwili do pokoju wbiegł Davi z ogromną torbą i kartonowym sobą.
-To jak będziesz za mną tęsknić jak będę z mamusią, a resztę wybierała ciocia i mama.
Podziękowałem synkowi, powygłupialiśmy się trochę, następnie całą czwórką zjedliśmy śniadanie. Po posiłku Rafaella z Davim poszli spać po podróży, a ja odwiozłem Ole do domu. Zostałem zaproszony na kawę. Razem z Munirem i trenerem rozmawialiśmy o ostatnim meczu i wróciłem do siebie.


Perspektywa Oli.
Około godziny 16 zaczęłam szykować się na urodziny. Wzięłam orzeźwiający prysznic. Podkręciłam lekko włosy, zrobiłam mocny makijaż i postanowiłam założyć sukienkę oraz wysokie szpilki. Po wyszykowaniu się wypiłam jeszcze z Munirem kawę i byliśmy gotowi. O godzinie 19:30 zapakowaliśmy prezenty dla jubilata i wyjechaliśmy z domu w spaniałych humorach.

***************************
Przepraszam was za tak nudny rozdział. Jakoś nie miałam weny w dodatku jeszcze się rozchorowałam xd Jedynym plusem jest to, że przedłużą mi się ferie :D
A własnie ferie mam od 15 więc może rozdziały bd częściej dodawane.
Obiecuję się poprawić, a następne rozdziały bd na pewno ciekawsze.
Tak wgl to lubicie Justina? Chciałabym wkręcić go w tego bloga, ale jeśli za nim nie przepadacie to wymyślę coś innego :)
Oceniajcie rozdział :) Tak, proszę każdego o komentarz. Zdaje mi się, że wasza aktywność spadła :(
Pamiętajcie o podpisywaniu się :)
15 komentarzy = 12 rozdział 
powodzenia ♥