Perspektywa Neymara.
Po 4 godzinach snu, które nie doprowadziły mnie jeszcze do trzeźwości wstałem z kanapy i udałem się do kuchni. Napiłem się wody z kranu i usiadłem na stołku przy blacie. Oparłem głowę o rękę i zacząłem analizować wszystko co wydarzyło się przez najbliższe 24 godziny.
-1-Kłótnia z Olą na temat wakacji. 2-Brak rozmów i jakiegokolwiek kontaktu. 3-Wypadek. Koniec końców to moja wina.-Myślałem na głos.-Gdybym nie wpadł na ten idiotyczny pomysł z wakacjami byłoby w porządku. Moja dziewczyna nie leżałaby teraz w szpitalu i walczyła o życie. Gdybym nie kupił jej tego cholernego motoru wszystko byłoby dobrze. Jakim ja jestem debilem.
-Neymar spokojnie.-Powiedziała osoba, której najmniej się tutaj spodziewałem.
-Co ty tutaj robisz?-Odwróciłem się do kolesia, którego wczoraj nazwałem moim byłym przyjacielem.
-Wiem, że potrzebujesz teraz kogoś obok. Gdyby coś stałoby się mojej dziewczynie na pewno byś ze mną siedział.
-Nie jesteś na mnie zły?
-A ty na mnie?
-Powinienem. Przecież razem z Munirem zabraliście mi dziewczynę.
-My się tylko z nią przyjaźnimy. Ja nie jestem na ciebie zły. W nerwach każdy gada głupoty.
-To nie wyglądało na przyjaźń.-Warknąłem.
-Stary ty nie widzisz jak ona nie ciebie patrzy?-Wzruszyłem ramionami.-Oczy jej świecą lepiej niż gwiazdy. Dla ciebie mogła zrobić wszytko. My z Munirem nie mamy żadnych szans. Wy się kochacie, a waszej miłości raczej nic nie popsuje.
-Ja ją popsułem.-Powiedziałem smutny.
-Wszystko zdąży się ułożyć.-Powiedział Hiszpan i poklepał mnie po ramieniu. Zrobiło mi się głupio. za to, jak go wczoraj potraktowałem.-Ney ja muszę pojechać załatwić kilka spraw. Wrócę do ciebie około 16. Bądź w domu.-Pożegnaliśmy się i odprowadziłem go do drzwi.-Tylko już nic nie pij.-Pokiwałem tylko głową. Gdy już byłem sam szybko się ogarnąłem i pojechałem do szpitala. Pomimo tego, że nadal byłem pijany wziąłem swój samochód. Jeśli coś mi się stanie przynajmniej odpokutuję.
-Ola. Jestem z tobą. Nawet jeśli będzie tylko gorzej, zawsze z tobą będę.-Szeptałem. Wiedziałem, że ona mnie nie słyszy, ale brakowało mi rozmowy z tą cudowną osóbką. Bez niej odczuwam straszną pustkę. Zupełnie nie wiem dlaczego, bo nie znając jej wcześniej dało się jakoś żyć.-Kocham cie.-Pocałowałem ją w dłoń, którą cały czas trzymałem.
Całą resztę dnia siedziałem bez słowa. Nie będę z nią rozmawiał. Nie chcę aby nasza rozmowa wyglądała w taki oto sposób. Nie chcę również aby naszą ostatnią rozmową była kłótnia, ale tam przynajmniej słyszałem jej cudowny, delikatny głos. Zawsze była opanowana, a jej słowa wypowiadane z tych dużych różanych ust zawsze mnie koiły.
-Proszę już stąd wyjść. Musimy jechać z panią Enrique na prześwietlenie.
-Jakie są szansę, że ona przeżyje?-Zapytałem pielęgniarki. Kobieta tylko się do mnie uśmiechnęła i zabrała Ole ze sobą, a ja postanowiłem wracać do domu. Tak. Chciałem z nią tutaj zostać, ale nie mogłem sobie pozwolić na uronienie chociaż jednej łzy w jej obecności.
Tydzień później.
-Neymar to ci przecież nie pomoże.-Próbował przywołać mnie do porządku Leo.
-Skąd możesz to wiedzieć? Ona i tak już nie żyje!-Krzyknąłem podpitym głosem.-Teraz już wszystko jest nie ważne.-Powiedziałem i zniknąłem za metalowymi drzwiami prowadzącymi do nocnego klubu. Tak jak chciałem, poznałem dziewczynę, której nawet imienia nie pamiętam i poszedłem z nią do łóżka. Czułem się okropnie dotykając jej ciała. Czułem się paskudnie patrzeć na nią nagą. Nie mogłem poznać siebie samego. Przecież Bartra mówił, że naszej miłości nie da się popsuć. Jestem świnią. Jakie szczęście, że Ona już nie musi na mnie patrzeć.
Następnego dnia wystawiłem panienkę z klubu na drzwi. Wyszykowałem się i jak gdyby nigdy nic pojechałem do szpitala mojej dziewczyny. Nie wiem czy jestem godny tak o niej mówić. Zdradziłem ją. Zdradziłem w najmniej odpowiednim momencie. W najmniej odpowiednim miejscu jakim było moje łóżko. Po poznaniu Oli było nowe. Obiecałem sobie, że już żadna inna dziewczyna oprócz niej nie będzie na nim leżałam. Zdradziłem ją, no i zdradziłem siebie.
Pod szpitalem uśmiechnąłem się choć tak naprawdę miałem ochotę odwrócić się na pięcie, znaleźć się znowu w samochodzie i się rozpłakać. Byłem tu pięć dni w tygodniu. Można pomyśleć, że wystarczająco często, ale od jakiegoś czasu nic nie załatwiało sprawy, nawet gdybym siedział tu 24 godziny na dobę codziennie. Jej stan się pogarszał i to była moja wina.
-Dzień dobry.-Przywitałem się z tatą Oli i pielęgniarką, która coś przy niej robiła.
-Cześć młody. Co tak oficjalnie?-Zapytał Luis. Źle się czułem w jego obecności. Nie mogłem na niego patrzeć. To on powinien odchodzić od zmysłów, że jego córka traci życie, a nie ja. To jego oczko w głowie. Chciałabym powiedzieć tak samo, ale gdyby tak było... obca kobieta nie znalazłaby się w moich ramionach.
-Tak jakoś wyszło. Długo już tutaj siedzisz?
-Może z jakąś godzinę.-Uśmiechnął się. Jego twarz była oazą spokoju. Usiadłem na stołku obok łóżka Oli i złapałem ją za rękę.-Neymar, wszystko okey?
-Tak, tak.-Zamilkłem.-Boisz się?
-Czego tu się bać? To dobra dziewczyna. Fakt, diabli złych nie biorą, ale Ola zasługuje na życie. A ty? Boisz się?-Wzruszyłem ramionami.-Ona się obudzi. Zaufaj mi.-Poklepał mnie po ramieniu i wstał.-Do zobaczenia na treningu.
-Nie przyjdę.-Powiedziałem całkiem obojętnie.
-Neymar.-Westchnął.-Przyjdź. Odstresujesz się trochę.-Nic mu nie odpowiedziałem. Poczekałem aż blondynka w białym stroju opuści sale i pocałowałem Ole. Po chwili jednak się od niej odsunąłem. Poczułem obrzydzenie do samego siebie. Puściłem rękę dziewczyny i tylko jej się przyglądałem.
-Przepraszam.-Co jakiś czas wypowiadałem to słowo. Po południu jak kazał trener udałem się na boisko. Jednak podczas treningu byłem strasznie rozkojarzony. Kilka razy wybiłem piłkę, gdzieś na trybuny. Potykałem się o własne nogi. Zupełnie niecelnie podawałem i nie strzeliłem ani jednej bramki przez co Enrique nie powołał mnie na jutrzejszy mecz z Celtą Vigo. Ta wiadomość nie wywołała u mnie żadnej emocji. Wróciłem do domu i kolejny raz się upiłem.
************************
Dzień dobry :) Lub dobry wieczór jeśli czytasz od razu po dodaniu tego pasta :D Przepraszam za tak krotki rozdział, ale no cóż.. gdyby był dłuższy zdradziłabym wam coś. Rozdziału nie było tak długo ponieważ byłam w Krakowie na kilka dni i nie miałam czasu. Pisać w komentarzach jak się podobało. Jak myślicie Ney powie Oli o zdradzie nawet jeśli by umarła? Do następnego :)
15 KOMENTARZY = 25 ROZDZIAŁ powodzenia
czwartek, 26 maja 2016
środa, 11 maja 2016
23."Zabiłeś mi dziewczynę!"
Aktualnie znajduję się poza miastem. Jestem na jakiś przedmieściach Barcelony. Idealne miejsce do przemyśleń, potrzeby stanu samotności. Usiadłam na równo wystrzyżonej trawie. Ziemia była chłodna. Patrzyłam przed siebie. W oddali znajdował się ciemny, ponury las. No przynajmniej coś odwzorowywuje mój nastrój. Może nie daje po sobie poznać, że rozstanie z Neymarem było dla mnie straszne, ale w środku powoli obumieram. Nie rozumiem dlaczego tak nagle ze mną zerwał. Nie postanowił ze mną normalnie i w szczególności na spokojnie porozmawiać. Samotna łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją otarłam ponieważ nawet w samotności nie wolno mi płakać. Westchnęłam i położyłam się na ziemi. Na niebie było kilka szarych chmurek z których prorokuje deszcz. Wyjęłam swoją komórkę i włączyłam sobie na słuchawkach swoją ulubioną muzykę, czyli polski rap. Lubie słuchać tego rodzaju muzyki ponieważ raperzy nic nie ukrywają. To co moją na sercu wylewają na papier. Postanowiłam zrobić tak samo. Sięgnęłam z plecaka zeszyt, który leży tam zawsze i zaczęłam pisać. Słowa wychodziły ze mnie same. Moja twórczość opinała się na tym jakimi świniami są faceci. Pisząc utwór, który po woli pozwolił mi odetchnąć zadzwonił mi telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Munira. Odrzuciłam połączenie i postanowiłam do niego napisać.
Kiedy dochodziła godzina 20 postanowiłam się zbierać. Dodatkowo zaczął padać deszcz. Wszystkie swoje rzeczy spakowałam do plecaka i odpaliłam motor. Miałam mały problem ponieważ nie mam za dobrej orientacji w terenie. Na szczęście po kilku minutach, po których oczywiście zdążyłam przemoknąć do suchej nitki przypomniała sobie drogę do domu. Podczas powrotu rozpadało się na dobre. Miałam w planach zatrzymać się u kogoś w domu, ale obiecałam, że wrócę do domu przed 12.
Zadzwonię później.
Tak jak przypuszczałam odpowiedź dostałam bardzo szybko.
Wszystko w porządku? Każdy się martwi.
Nie macie o co:) Postanowiłam pojechać
na wycieczkę, wrócę przed północą.
W tym samym czasie mój telefon rozdzwonił się na dobre. Co chwila dzwonił jakiś podopieczny taty. Kurde ludzie, stęskniliście się czy jak? Dla zdrowia piłkarzy, aby nie dostali zawału, że córka Luisa zginęła zrobiłam sobie zdjęcie na polanie i wstawiłam na instagrama.
Żyję, a życie jest cudowne:)
Miałam nadzieję, że to ich uspokoi. Wyłączyłam telefon aby mi nie przeszkadzał i zabrałam się za dalsze pisanie. W trakcie wylewania słów na kartkę zgłodniałam więc wsiadłam na motor i pojechałam do jakiegoś marketu. Kupiłam sobie bułkę z ziarnami, energetyka i Milkę oreo. Zjadłam połowę bułki i pojechałam przed siebie. Po jakieś godzinie znalazłam kolejną łąkę na której było kilku chłopców grających w piłkę. Usiadłam w bezpiecznej odległości aby nią nie oberwać i zaczęłam odpoczywać. Chyba mi tego brakowało. Ciszy, która przeszywa każdy zakątek mojego ciała. Od czasu do czasu triumfalne okrzyki chłopców dały mi znak, że koniec związku z Neymarem to nie koniec świata. Przecież mam jeszcze swoich wspaniałych piłkarzyków.
Kiedy dochodziła godzina 20 postanowiłam się zbierać. Dodatkowo zaczął padać deszcz. Wszystkie swoje rzeczy spakowałam do plecaka i odpaliłam motor. Miałam mały problem ponieważ nie mam za dobrej orientacji w terenie. Na szczęście po kilku minutach, po których oczywiście zdążyłam przemoknąć do suchej nitki przypomniała sobie drogę do domu. Podczas powrotu rozpadało się na dobre. Miałam w planach zatrzymać się u kogoś w domu, ale obiecałam, że wrócę do domu przed 12.
Coraz bliżej domu pogoda robiła się coraz gorsza. Pomału przestawałam widzieć drogę. Bałam się, że mogę spowodować jakimś wypadek na szczęście na ulicach było mało samochodów. Postanowiłam przyspieszyć ponieważ było coraz bardziej ciemno i bałam się o swój powrót do domu. No cóż było by fajnie, gdybym zjeżdżała z góry i miała hamulce. Ej chwila, co? Nie mam sprawnych hamulców!? Przejechałam właśnie obok tabliczki z napisem BARCELONA, a na liczniku miałam ponad 100 kilometrów na godzinę, asfalt był cholernie mokry, a ja wpadłam w zakręt. Jedyne co jeszcze pamiętam to ból z którym się spotkałam spadając z motoru i uderzając o jedno z grubszych drzew po drodze.
Perspektywa Daniego.
Właśnie miałem wchodzić z Neymarem do klubu kiedy ktoś do niego zadzwonił. Powiedział, że zaraz do mnie przyjdzie i sam odszedł na taką odległość, aby rozmowy nie zagłuszała mu muzyka dochodząca z klubu. W duchu modliłem się, że to nie Ola błagająca Neymara o rozmowę. Strasznie jej nie lubię. Neymar nie poznał jej drugiej strony. Fakt ja nie poznałem jej od żadnej strony, ale przecież widać po niej od razu, że jest dwulicowa. Od początku zastanawiałem się co Ney w niej widzi. Ani to ładne, ani zgrabne i w dodatku z metra cięte.
-Muszę jechać.-Rzucił szybko i zaczął biec w stronę taksówki. Oczywiście pobiegłem za nim. Przyjaciół w potrzebie się nie zostawia, nie? Wsiedliśmy do taksówki. Kierowca poprosił nas o autograf.-Jedź pan do szpitala, a nie prosisz o autografy!-Krzyknął na taksówkarza mój kumpel z drużyny.
-Coś się stało?-Zapytałem z lekka przestraszony. Neymar nigdy nie był taki wściekły i nigdy wcześniej nikomu niczego nie odmówił. Ogólnie to strasznie idealny z niego chłopak.
-Wszystko w jak najlepszym porządku. Jadę do szpitala bo wiesz, lubie to miejsce.-Skarcił mnie wzrokiem.-Dzwoń do Luisa i chłopaków, żeby przyjechali do szpitala na obrzeżach.
Perspektywa Neymara.
Wbiegłem do szpitala jak poparzony. Nie mogłem uwierzyć, że Olka miała wypadek. Na początku pomyślałem, że dobrze jej tak, za to, co mi zrobiła, ale przecież to moja wina. Gdybym z nią nie zerwał nie wpadłby jej do głowy pomysł wycieczki.
-Aleksandra Enrique!-krzyknąłem do pani z recepcji.
-To ta córka trenera Barcelony tak?
-Nie panienka do towarzystwa.-Powiedziałem z sarkazmem.-Gdzie ona jest?!
-Sala 237. Na razie jest na bloku operacyjnym.-Powiedziała spokojnie kobieta, a ja pobiegłem pod sale w której przeprowadzana jest operacja. Po nie całych 15 minutach na korytarzu pojawił się tłum, który stanowiła Duma Katalonii. Podbiegli do mnie i zaczęli o wszystko wypytywać.
-Co się stało?-Zapytała chyba 5 chłopaków na raz.
-Miała wypadek.-Powiedziałem całkiem obojętnie.
-Przeżyje?
-Skąd mam to wiedzieć?
-Byłeś z nią wtedy?-I tutaj kolejny raz coś we mnie pękło. Zostawiłem ją, a przecież coś innego obiecywałem. Pokiwałem przecząco głową. Całą siłą kopnąłem w krzesło stojące na korytarzu. Munir odciągnął mnie na bok.
-Nie dotykaj mnie!-Krzyknąłem i chciałem wyrwać się chłopakowi.
-Daj spokój!-Wrzasnął.
-Panowie to jest szpital, a nie jakiś targ.-Przywołała nas do porządku jedna z pielęgniarek.
-Zabiłeś mi dziewczynę.-Powiedziałem tym razem zdecydowanie ciszej i wyswobodziłem się z mocnego uścisku mojego byłego przyjaciela.
Perspektywa lekarza.
-Nie widzę szans na jakikolwiek ratunek dla niej.-Powiedziałem to wychodząc z sali operacyjnej. Dziki tłum Barcelony poderwał się z krzesełek i dosłownie się na mnie rzucił. Mówili strasznie dużo, a ja niestety nie byłem w stanie udzielić komukolwiek odpowiedzi.
-Ale jak to!
-Pan żartuje?
-Zróbcie coś z nią. Ona ma dopiero 19 lat.
-Właśnie, jest za młoda.
-Robimy wszystko co w naszej mocy.-Powiedziałem spokojnie i wróciłem na salę.-Musimy coś zrobić, tam wielki tłum czeka na tego małego człowieczka.-Zwróciłem się do całego sztabu lekarzy.
Perspektywa Neymara.
Nie mogłem tam dłużej siedzieć. Słowa lekarza dały mi do zrozumienia, że już nigdy nie będzie dobrze. Ona umrze. A nie dowiedziała się jak bardzo ją kocham.
-Cześć wam.-Pożegnałem się i jak najszybciej wyszedłem ze szpitala. Zadzwoniłem po taksówkę i wróciłem do domu. Wyciągnąłem z szafki wódkę i poszedłem do salonu. Nie mogłem się pogodzić, że stracę kolejną osobę. W dodatku byłem cholernie zły ponieważ motor miał być bezpieczny, ulepszony i przed wszystkim miał być dla niej radością, a nie prezentem który odbiera życie. Całą noc piłem trunki które miałem pod ręką. Dopiero przed 7 rano usnąłem wykończony ostatnimi zdarzeniami.
-Muszę jechać.-Rzucił szybko i zaczął biec w stronę taksówki. Oczywiście pobiegłem za nim. Przyjaciół w potrzebie się nie zostawia, nie? Wsiedliśmy do taksówki. Kierowca poprosił nas o autograf.-Jedź pan do szpitala, a nie prosisz o autografy!-Krzyknął na taksówkarza mój kumpel z drużyny.
-Coś się stało?-Zapytałem z lekka przestraszony. Neymar nigdy nie był taki wściekły i nigdy wcześniej nikomu niczego nie odmówił. Ogólnie to strasznie idealny z niego chłopak.
-Wszystko w jak najlepszym porządku. Jadę do szpitala bo wiesz, lubie to miejsce.-Skarcił mnie wzrokiem.-Dzwoń do Luisa i chłopaków, żeby przyjechali do szpitala na obrzeżach.
Perspektywa Neymara.
Wbiegłem do szpitala jak poparzony. Nie mogłem uwierzyć, że Olka miała wypadek. Na początku pomyślałem, że dobrze jej tak, za to, co mi zrobiła, ale przecież to moja wina. Gdybym z nią nie zerwał nie wpadłby jej do głowy pomysł wycieczki.
-Aleksandra Enrique!-krzyknąłem do pani z recepcji.
-To ta córka trenera Barcelony tak?
-Nie panienka do towarzystwa.-Powiedziałem z sarkazmem.-Gdzie ona jest?!
-Sala 237. Na razie jest na bloku operacyjnym.-Powiedziała spokojnie kobieta, a ja pobiegłem pod sale w której przeprowadzana jest operacja. Po nie całych 15 minutach na korytarzu pojawił się tłum, który stanowiła Duma Katalonii. Podbiegli do mnie i zaczęli o wszystko wypytywać.
-Co się stało?-Zapytała chyba 5 chłopaków na raz.
-Miała wypadek.-Powiedziałem całkiem obojętnie.
-Przeżyje?
-Skąd mam to wiedzieć?
-Byłeś z nią wtedy?-I tutaj kolejny raz coś we mnie pękło. Zostawiłem ją, a przecież coś innego obiecywałem. Pokiwałem przecząco głową. Całą siłą kopnąłem w krzesło stojące na korytarzu. Munir odciągnął mnie na bok.
-Nie dotykaj mnie!-Krzyknąłem i chciałem wyrwać się chłopakowi.
-Daj spokój!-Wrzasnął.
-Panowie to jest szpital, a nie jakiś targ.-Przywołała nas do porządku jedna z pielęgniarek.
-Zabiłeś mi dziewczynę.-Powiedziałem tym razem zdecydowanie ciszej i wyswobodziłem się z mocnego uścisku mojego byłego przyjaciela.
Perspektywa lekarza.
-Nie widzę szans na jakikolwiek ratunek dla niej.-Powiedziałem to wychodząc z sali operacyjnej. Dziki tłum Barcelony poderwał się z krzesełek i dosłownie się na mnie rzucił. Mówili strasznie dużo, a ja niestety nie byłem w stanie udzielić komukolwiek odpowiedzi.
-Ale jak to!
-Pan żartuje?
-Zróbcie coś z nią. Ona ma dopiero 19 lat.
-Właśnie, jest za młoda.
-Robimy wszystko co w naszej mocy.-Powiedziałem spokojnie i wróciłem na salę.-Musimy coś zrobić, tam wielki tłum czeka na tego małego człowieczka.-Zwróciłem się do całego sztabu lekarzy.
Perspektywa Neymara.
Nie mogłem tam dłużej siedzieć. Słowa lekarza dały mi do zrozumienia, że już nigdy nie będzie dobrze. Ona umrze. A nie dowiedziała się jak bardzo ją kocham.
-Cześć wam.-Pożegnałem się i jak najszybciej wyszedłem ze szpitala. Zadzwoniłem po taksówkę i wróciłem do domu. Wyciągnąłem z szafki wódkę i poszedłem do salonu. Nie mogłem się pogodzić, że stracę kolejną osobę. W dodatku byłem cholernie zły ponieważ motor miał być bezpieczny, ulepszony i przed wszystkim miał być dla niej radością, a nie prezentem który odbiera życie. Całą noc piłem trunki które miałem pod ręką. Dopiero przed 7 rano usnąłem wykończony ostatnimi zdarzeniami.
*****************
Przepraszam, że rozdział dodałam wcześniej, ale nie mogłam sie powstrzymać :D
Czekam na waszą opinie :) Piszcie czy podobał wam się post i proszę strać się mnie nie zabijać xD
Komentujesz=Motywujesz
15 komentarzy=24 rozdział
Przepraszam, że rozdział dodałam wcześniej, ale nie mogłam sie powstrzymać :D
Czekam na waszą opinie :) Piszcie czy podobał wam się post i proszę strać się mnie nie zabijać xD
Komentujesz=Motywujesz
15 komentarzy=24 rozdział
sobota, 7 maja 2016
22."Pasuje do niej. Serio. Pasuje lepiej niż ja."
Następny tydzień spędziłam całkiem przyjemnie. Nadrobiłam zaległości z Bartrą. Przy okazji Munir spędzał czas z nami. Dzisiaj piłkarze Barcelony idą na jakiś bankiet i mam nadzieję, że Neymar mnie zaprosi. Naszą ostatnią rozmową była kłótnia. Od rozmowy na temat wyjazdu nie gadaliśmy. Kiedy jest się w związku wszystko staje się trudniejsze. Ludzie z którymi można było porozmawiać o wszystkim są nam obcy. Brakuje mi tych jego uśmieszków, głupiego gadania.
-O czym tak myślisz?-Zapytał tata podczas śniadania.
-Ostatnio pokłóciłam się z Neymarem. Chciał jechać ze mną na wakacje.
-To świetnie.
-Nie tato. Nie świetnie. Mamy lecieć do Azji.
-Nie rozumiem w czym problem.-Uniósł brwi.
-Teraz. W czasie gdy on powinien się wziąć za treningi.
-Ola zasługujecie na wakacje. Porozmawiaj z nim i lećcie.
-Czy Ty chcesz się mnie wyzbyć z domu?
-O czym tak myślisz?-Zapytał tata podczas śniadania.
-Ostatnio pokłóciłam się z Neymarem. Chciał jechać ze mną na wakacje.
-To świetnie.
-Nie tato. Nie świetnie. Mamy lecieć do Azji.
-Nie rozumiem w czym problem.-Uniósł brwi.
-Teraz. W czasie gdy on powinien się wziąć za treningi.
-Ola zasługujecie na wakacje. Porozmawiaj z nim i lećcie.
-Czy Ty chcesz się mnie wyzbyć z domu?
-Nie gadaj głupot. Powiedz mu wieczorem, że jednak wszystko przemyślałaś, zmieniłaś zdanie i nie możesz się doczekać wyjazdu.
-Nie wiem czy porozmawiam z nim wieczorem.
-Dlaczego?
-Do te pory mnie nie zaprosił.-Powiedziałam smutno. Tata zrobił zdziwioną minę.-Nie rozmawiamy od dłuższego czasu.
-Pojedź do niego.
-Teraz?
-A co ci szkodzi. Ola życie jest za krótkie żeby się zastanawiać co zrobić. Żyj chwilą.
-A co jeśli on nie chce mnie widzieć?
-Przecież wy się tylko pokłóciliście. Nikt nikogo nie zdradził. Porozmawiaj z nim na spokojnie.
-No dobrze. Tylko, że teraz jestem umówiona z chłopakami.
-Munir i Marc na pewno to zrozumieją.
-Ale ja lubię z nim spędzać czas.-Powiedziałam i w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka.-Właśnie po mnie przyszli.-Uśmiechnęłam się i wstałam od stołu.-Pa tata.
-Kiedy wrócisz?
-Wieczorem.
-Tylko żebyś zdążyła się wyszykować.
-Spokojnie, zdążę.-Pożegnałam się z tata i wyszła z domu. Przywitałam się z piłkarzami i wsiedliśmy do samochodu napastnika.
-Gdzie jedziemy?
-Wesołe miasteczko.-Powiedział z radością Bartra.
-A co wy, małe dzieciaki?
-Nie. Dzieciak siedzi właśnie z tyłu i zadaje nam pytania.-Uśmiechnął się.-Ej Munir zatrzymaj się przy Messim. Weźmiemy towarzysza dla Olci.
-Bardzo śmieszne.-Zrobiłam obrażoną miną. Wyciągnęłam telefon z torebki i zaczęłam przeglądać instagrama. Przerwał mi tą czynność sms od mojego chłopaka.
Idziesz ze mną na bankiet?
Fajnie Neymar. Miło, że pofatygowałeś się przyjść do mnie do domu i o to zapytać. Dzięki.
A mam inne wyjście?
Masz. Możesz iść z kimś innym lub zostać w domu.
A ty z kim tak to pójdziesz?
Znajdzie się jakaś dziewczyna.
Nic mu nie odpisałam. Zrobiło mi się smutno. Tydzień temu mówił, że mnie kocha, a teraz pisze, że może wziąć sobie kogoś innego na ważną uroczystość. Samotna łza spłynęła mi po policzku. Munir musiał to zobaczyć ponieważ zjechał na pobocze i odwrócił się w moją stronę.
-Co jest?-Zapytał.
-Zdaje mi się, że piątek, ale nie jestem pewna.-Próbowałam się uśmiechnąć.
-Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.
-Coś wpadło mi do oka.
-Mhm a ja przechodzę do Realu.-Parsknął.
-Nie stary! Nie możesz mi tego zrobić! Nie zostawiaj mnie!-Bartra zaczął krzyczeć. Rozbawiła mnie jego reakcja. Przypadkowo spojrzałam na telefon. Wyświetlacz był włączony. Wzięłam do ręki Samsunga i zobaczyłam, że mam kilka nieodebranych połączeń. Dzwonił Neymar. Nie wiem co mu odwala, ale w tym momencie chciałam o nim zapomnieć. Najwyraźniej nie traktuje poważnie naszego związku.
-Ja nadal czekam na odpowiedź.-Przypomniał o sobie Munir.
-Pisałam z Neymarem i powiedział, że jeżeli nie chce z nim iść wieczorem to znajdzie sobie kogoś innego.-Chłopaki spojrzeli się na siebie w tym samym czasie. Munir odpalił silnik i jechaliśmy do naszego celu. W drodze chłopaki o czymś rozmawiali, ale niestety ich nie słyszałam. Mój telefon cały czas dzwonił. W końcu postanowiłam go odebrać.
-Nie dzwoń do mnie. Zrozumiałam. Znajdziesz sobie lepszą dziewczynę na wieczór.
-Nie znajdę lepszej.
-Widzę, że gubisz się w zeznaniach, ale z resztą już mnie to nie interesuje. Ja też sobie kogoś znalazłam.
-Kogo? Przecież ja.-Nie dałam mu dokończyć.
-Wieczorem zobaczysz z kim przyjdę. Teraz nie mogę rozmawiać. Jestem bardzo zajęta. Cześć.-Nie czekałam na odpowiedź. Rozłączyłam się i poklepałam Munira po ramieniu.
-Co?-Zapytał, a ja zrobiłam słodkie oczy.
-To prawda, że nie masz z kim iść na bankiet i mnie zapraszasz?
-Ola. Ney jest moim przyjacielem.
-A rozumiem. Ja nie zaliczam się do przyjaciół.
-To nie tak. Po prostu.-Na chwilę zamilknął. Nie wiem, czy szukał dobrej odpowiedzi, takiej która by mnie nie uraziła. Czy zastanawiał się nad tym, czy zrobił źle próbując mi odmówić.-A w sumie co mi tam. Ola masz ochotę pójść ze mną dziś wieczorem na bankiet?-Zapytał na jednym tchu.
-Oczywiście. Już myślałam, że nigdy mnie o to nie zapytasz.
Na miejscu byliśmy po jakiejś godzinie. W wesołym miasteczku było naprawdę zabawnie. Skorzystaliśmy z chyba każdej możliwej atrakcji i dodatkowo napchaliśmy w siebie tyle waty, że przez przynajmniej rok na jej widok będzie nas mdliło. Jeszcze jednym plusem jest to, że wracam do domu z dwoma dużymi pluszowymi misiami.
W domu byłam kilka minut po 18. Munir ma być tutaj za godzinę, a najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia w co powinnam się ubrać. Na początku myślałam, że mała czarna wystarczy, ale ma być sporo sławnych osób, a ja nie chce zrobić ani sobie ani mojemu towarzyszowi obciachu. Przez chwilę przeszła mnie myśl, że mogłabym założyć spódniczkę, ale nadal nie wiem czy to dobry pomysł.
W końcu zdecydowałam się na prostą kreacje. Wzięłam ją ze sobą do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, zrobiłam mocniejszy makijaż i się ubrałam. Kilka minut po 19 w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.
-Ja nadal czekam na odpowiedź.-Przypomniał o sobie Munir.
-Pisałam z Neymarem i powiedział, że jeżeli nie chce z nim iść wieczorem to znajdzie sobie kogoś innego.-Chłopaki spojrzeli się na siebie w tym samym czasie. Munir odpalił silnik i jechaliśmy do naszego celu. W drodze chłopaki o czymś rozmawiali, ale niestety ich nie słyszałam. Mój telefon cały czas dzwonił. W końcu postanowiłam go odebrać.
-Nie dzwoń do mnie. Zrozumiałam. Znajdziesz sobie lepszą dziewczynę na wieczór.
-Nie znajdę lepszej.
-Widzę, że gubisz się w zeznaniach, ale z resztą już mnie to nie interesuje. Ja też sobie kogoś znalazłam.
-Kogo? Przecież ja.-Nie dałam mu dokończyć.
-Wieczorem zobaczysz z kim przyjdę. Teraz nie mogę rozmawiać. Jestem bardzo zajęta. Cześć.-Nie czekałam na odpowiedź. Rozłączyłam się i poklepałam Munira po ramieniu.
-Co?-Zapytał, a ja zrobiłam słodkie oczy.
-To prawda, że nie masz z kim iść na bankiet i mnie zapraszasz?
-Ola. Ney jest moim przyjacielem.
-A rozumiem. Ja nie zaliczam się do przyjaciół.
-To nie tak. Po prostu.-Na chwilę zamilknął. Nie wiem, czy szukał dobrej odpowiedzi, takiej która by mnie nie uraziła. Czy zastanawiał się nad tym, czy zrobił źle próbując mi odmówić.-A w sumie co mi tam. Ola masz ochotę pójść ze mną dziś wieczorem na bankiet?-Zapytał na jednym tchu.
-Oczywiście. Już myślałam, że nigdy mnie o to nie zapytasz.
Na miejscu byliśmy po jakiejś godzinie. W wesołym miasteczku było naprawdę zabawnie. Skorzystaliśmy z chyba każdej możliwej atrakcji i dodatkowo napchaliśmy w siebie tyle waty, że przez przynajmniej rok na jej widok będzie nas mdliło. Jeszcze jednym plusem jest to, że wracam do domu z dwoma dużymi pluszowymi misiami.
W domu byłam kilka minut po 18. Munir ma być tutaj za godzinę, a najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia w co powinnam się ubrać. Na początku myślałam, że mała czarna wystarczy, ale ma być sporo sławnych osób, a ja nie chce zrobić ani sobie ani mojemu towarzyszowi obciachu. Przez chwilę przeszła mnie myśl, że mogłabym założyć spódniczkę, ale nadal nie wiem czy to dobry pomysł.
W końcu zdecydowałam się na prostą kreacje. Wzięłam ją ze sobą do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, zrobiłam mocniejszy makijaż i się ubrałam. Kilka minut po 19 w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.
-Ślicznie wyglądasz.-Uśmiechnął się delikatnie.
-Dzięki. Myślisz, że wyglądam odpowiednio?
-Nikt nie będzie wyglądał lepiej.-Uśmiechnął sie i poszliśmy do samochodu.
Perspektywa Neymara.
Nie wiem dlaczego Ola tak zareagowała jak w ogóle postanowiła ode mnie odebrać. Chciałem z nią iść na ten bankiet. Nawet bardzo. Fakt nie rozmawialiśmy ze sobą przez ten tydzień ale to nie oznacza że jej nie kocham czy, że ją skreśliłem. Współczuję kolesiowi, który przyjdę z Olą. Ona jest moja a nie jakiegoś pierwszego lepszego chłopczyka.
Chciałem jej wszystko wyjaśnić ale sam wejść na sale bankietową nie mogę. Zadzwoniłem po Vik. Wiedziałem, że dużo ryzykuje ponieważ Ola już ją poznała i to w nie za przyjemnych okolicznościach.
-Gotowy?-Z dołu usłyszałem głos mojego przyjaciela z reprezentacji. Był u mnie przez ten cały tydzień. Ostatnio trochę go zaniedbałem, ale na szczęście Dani jest wyrozumiałą osobą. Zszedłem do obrońcy.
-Gotowy.
-Jaki jest dzisiejszy cel bankietu!?-Krzyknął.
-Odzyskanie Oli!-Również krzyknąłem i w geście uniosłem do góry rękę.
-Nie Neymar.-Poklepał mnie po plecach przyjaciel. Zrobił zażenowaną minę.-Naszym celem jest znaleźć sobie niezłe dupy, sprowadzić je tutaj i upić się do nie przytomności. Zrozumiano?
-Dani przecież ja mam dziewczynę.
-Ona się nie dowie. A kto wie, może znajdziesz sobie lepszą.
Nic mu już nie odpowiedziałem. Wyszliśmy z domu, zamknąłem go na klucz i wsiedliśmy do samochodu. Na miejscu byliśmy po jakiś 20 minutach. Pierwsza osoba, która rzuciła mi się w oczy to całkiem wysoki blondyn, który był w pokoju Oli.
-Pięknie.-Wyszeptałem. Czułem jak upuszcza mnie dobry humor.
-Mówiłeś coś?-Zapytał mój przyjaciel. Pokiwałem przecząco głową. Znalazłem miejsce w którym mogłem zaparkować samochód. Zgasiłem silnik. Odpięliśmy pasy. Dani wyszedł z samochodu. Stał przy nim. Czekał na mnie.-No idziesz?
-Zaraz do was dojdę. Muszę coś jeszcze załatwić.-Powiedziałem wysiadając z samochodu. Dani wzruszył ramionami i poszedł w innym kierunku niż ja. Podszedłem do kolesia, który przyszedł tutaj z moją dziewczyną. Popukałem go w ramie aby się odwrócił. W tym samym czasie zamachnąłem się i uderzyłem chłopaka w twarz. Upadł na ziemi, trzymał się za nos z którego momentalnie zaczęła lecieć krew.
-Ona jest moja.-Mówiąc to poprawiłem marynarkę i odszedłem od blondyna. Wchodząc na sale zostałem przywitany masą paparazzi. Przy Danim stała Viktoria. Podszedłem do nich.
-Ola już jest?-Zapytałem. Dani pokiwał przecząco głową. W trójkę poszliśmy usiąść do stołu. Co chwila przechodziła obok nas masa ludzi. Alves zaczepiał każdą dziewczynę, a ja rozmawiałem z dziewczyną którą teraz nie mam pojęcia po co zaprosiłem. Jakoś nie kleiła nam się rozmowa. Odkąd się poznaliśmy mamy tylko jeden pieprzony temat. O Adrienie.
W końcu w drzwiach pojawiła się Ola. U boku stał Munir, a za nimi Bartra ze swoją kobietą. Zacisnąłem pięści. Ona wyglądała tak pięknie, a on? Pasuje do niej. Serio. Pasuje lepiej niż ja. No cóż..idealna parka. Oboje uśmiechnięci usiedli przy stoliku na przeciwko naszego. Po chwili podeszła do nich Anto i Shak. Dziewczyny zaczęły się komplementować.
Zaczęła się uroczystość. Początkowe gadanie bla bla bla. Osobiste wyznania czy coś tam innego bla bla bla. Końcowa przemowa naszego trenera i zabawa się zaczęła. Teraz można było jeść, pić, tańczyć. Pierwszy na parkiecie pojawił się Geri z Olą. Wyglądało to komicznie. Dziewczyna o jakieś dwie głowy niższa, po mimo, że miała wysokie szpilki. Postanowiłem nie zwracać na nich uwagi. Odkąd tutaj weszła nawet się na mnie nie spojrzała. Plan Daniego był chyba najlepszy. Wybiłem sporo drinków. Zagadałem do kilku dziewczyn. Z dwiema wymieniłem się numerami telefonu. Wypiłem jeszcze trochę i chyba coś we mnie pękło. Chwiejnym krokiem podszedłem do Munira.
-Trzeba było mówić wcześniej, że podoba ci się moja dziewczyna.-Powiedziałem szorstko.
-Stary weź się ogarnij, bo ją stracisz.
-Będzie mnie uczyć?-Zacząłem się śmiać.-Ona należy do mnie, a nie do takiego chłopczyka jak ty.
-Weź wracaj do domu. Wypiłeś za dużo, a ja nie mam zamiaru przez to się z tobą pokłócić.
-Ja nic nie piłem.-Warknąłem.-Gdzie ona jest?
-Poszła zapalić.
-O proszę. Coraz więcej się o niej dowiaduje.-Uśmiechnąłem sie i wyszedłem na taras. Stała z jakimś facetem. Jego ręka była na jej tyłku. Podchodząc do nich coraz bliżej zauważyłem, że Ola chce się od niego wyrwać. Jednak chłopak drugą ręką trzyma ją za ramię.
-Zostaw ją.-Warknąłem.
Perspektywa Oli.
Moim wybawcą był Neymar. Szkoda tylko, że pijany. Aron odskoczył ode mnie momentalnie. Czyżby on się bał Brazylijczyka? No cóż, ważne, że się ode mnie odsunął. Wbiegł na salę i zlał się z tłumem na parkiecie. Piłkarz oparł ręce o barierkę w taki sposób, że byłam w środku. Spojrzał mi głęboko w oczy. Jeszcze chwila i bym mu uległa.
-Odejdź ode mnie. Jesteś kompletnie pijany!-Zaczęłam krzyczeć. Klubowa 11 zakryła mu usta dłonią. Drugą złapał za szyję. Przestraszyłam się.
-Nie krzycz.-Powiedział spokojnie.-Dobrze?-Zapytał a ja pokiwałam głową na tak. Piłkarz odsłonił mi usta.
-Pomocy! Niech mi ktoś po.-Nie skończyłam. Dłoń Neymara znowu znalazła się na mojej twarzy.
-Niegrzeczna dziewczynka.-Wyszeptał mi do ucha. Jego dłoń mocniej ścisnęła moje gardło.-Fajnych mam kolegów prawda?-Zapytał strasznie niewyraźnie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Wzruszyłam ramionami.-Tak czy nie?-Zapytał i lekko uniósł głos. Pokiwałam głową na "nie".-Nie powiedziałem, że możesz mnie okłamywać.-Zbliżył twarz do mojej twarzy. Zabrał rękę z moich ust i przystawił do nich swoje. Nasz pocałunek był długi i delikatny.-To koniec kochanie. Nie mogę żyć z dziwką.
Że co proszę? On mnie nazwał dziwką? Chyba kupię mu słownik na święta. To, że przyszłam z jego kolegą na bankiet nic przecież nie znaczy. To on i jego humorki raz chcą ze mną być a raz nie. No dobrze. To koniec panie da Silva. Spoko. Szczęścia z kimś innym. Piłkarz mocnej ścisnął moje gardło. Jego oczy nie świeciły jak dawniej. Za to do moich napłynęła słona ciecz.
-Puść mnie.-Powiedziałam spokojnie. W odpowiedzi zostałam odepchnięta od barierki.
-Nie pokazuj mi się więcej.-Warknął.
Pod pretekstem migreny wróciłam do domu. Z zamrażalki wyjęłam pudełko lodów i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam je jeść i płakać. Rozstanie, każdy musi to przeżyć, ale to cholernie boli. Osoby do których się przyzwyczailiśmy od tak chcą zakończyć waszą znajomość. W dodatku fajnie, że Neymar był nawalony jak świnia i o mało mnie nie udusił. Przed godziną 3 do domu wrócił tata. Kiedy wszedł do mojego pokoju udałam, że śpię. Po jego wyjściu kończyłam jeść 3 pudełko czekoladowych lodów. Czy tylko mi się wydaje czy zjadłam ich zdecydowanie za dużo?
Cały następny dzień spędziłam w domu. Nie wychodziłam z pokoju ani na chwilę. Jedynie poprosiłam tate aby zamówił mi sushi. Zadzwoniłam do Anto i zapytałam się czy miałaby ochotę iść ze mną wieczorem na imprezę. Oczywiście się zgodziła. Umówiłyśmy się, że o 21 będziemy pod naszym ulubionym klubem. Przed godziną 19 zaczęłam się szykować. Wykąpałam się. Podkręciłam włosy i zrobiłam mocny makijaż aby nie było widać, że wypłakałam się za 5 osób. Założyłam krótką sukienkę, wyperfumowałam się moimi ulubionymi perfumami. W trakcie szykowania się dostałam sms'a, że razem z nami będzie partnerka Rakitića. Ucieszyłam się ponieważ bardzo ją lubię. Zadzwoniłam po taksówkę. Czekając na nią zrobiłam sobie zdjęcie. Wrzuciłam je na kilka portali. Poinformowałam tatę, że nie wiem o której wrócę i wyszłam z domu.
Pod klubem byłam kilka minut przed 9. Przyglądałam się ludziom wchodzącym do budynku z którego leci głośna muzyka. Przypadkowo zobaczyłam Alvesa z dziewczyną która była w domu mojego byłego. Byli uśmiechnięci. Musieli znać się całkiem dobrze ponieważ zachowywali się swobodnie. Szybko odwróciłam wzrok i czekałam na dziewczyny.
W klubie bawiłyśmy się bardzo dobrze. Wszystkie bardzo dużo wypiłyśmy. Pozaczepiałyśmy kilku facetów z którymi później tańczyłyśmy. Jeden z nich chciał iść ze mną na górę się przespać. Fakt nie mam już chłopaka, ale to nie oznacza, że z pierwszym lepszym mam iść do łóżka. Mężczyzna strasznie mnie namawiał więc po kilku następnych drinkach mu uległam. Wchodząc do pokoju za rękę złapała mnie partnerka najlepszego piłkarza na świcie.
-Ej mała Neymar.
-Nie ma już Neymara.-Uśmiechnęłam się smutno i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Wcale nie miałam ochoty iść z kimkolwiek do łóżka. Ten facet nawet mi się nie podobał. Czyżbym chciała zapomnieć o Neymarze?
Następnego dnia postanowiłam pojechać motorem na wycieczkę. Wstałam o godzinie 7. Miałam niezłego kaca, ale dało się funkcjonować. Kilka minut po godzinie 8 byłam gotowa. Miałam na sobie wygodne ubranie. Na plecach plecak nike. Zostawiłam tacie karteczkę na lodówce.
***************************
Witam witam :D Proszę nie bijcie za beznadziejny rozdział. Jak już niektórzy wiedzą. Rozdziały będą dodawane rzadziej. Dzięki Stuu uświadomiłam sobie, że jest świat poza internetem :) W dodatku jest już ładna pogoda więc mogę biegać :)
Kochani piszcie jak podobał się rozdział. Czy dobrze zrobiłam ROZDZIELAJĄC ICH :D
Do następnego rozdziału i zapraszam na mój drugi blog ponieważ tam też niedługo może pojawić się coś nowego :* KLIKNIJ TUTAJ :)
18 KOMENTARZY=23 ROZDZIAŁ powodzenia :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
-Dani przecież ja mam dziewczynę.
-Ona się nie dowie. A kto wie, może znajdziesz sobie lepszą.
Nic mu już nie odpowiedziałem. Wyszliśmy z domu, zamknąłem go na klucz i wsiedliśmy do samochodu. Na miejscu byliśmy po jakiś 20 minutach. Pierwsza osoba, która rzuciła mi się w oczy to całkiem wysoki blondyn, który był w pokoju Oli.
-Pięknie.-Wyszeptałem. Czułem jak upuszcza mnie dobry humor.
-Mówiłeś coś?-Zapytał mój przyjaciel. Pokiwałem przecząco głową. Znalazłem miejsce w którym mogłem zaparkować samochód. Zgasiłem silnik. Odpięliśmy pasy. Dani wyszedł z samochodu. Stał przy nim. Czekał na mnie.-No idziesz?
-Zaraz do was dojdę. Muszę coś jeszcze załatwić.-Powiedziałem wysiadając z samochodu. Dani wzruszył ramionami i poszedł w innym kierunku niż ja. Podszedłem do kolesia, który przyszedł tutaj z moją dziewczyną. Popukałem go w ramie aby się odwrócił. W tym samym czasie zamachnąłem się i uderzyłem chłopaka w twarz. Upadł na ziemi, trzymał się za nos z którego momentalnie zaczęła lecieć krew.
-Ona jest moja.-Mówiąc to poprawiłem marynarkę i odszedłem od blondyna. Wchodząc na sale zostałem przywitany masą paparazzi. Przy Danim stała Viktoria. Podszedłem do nich.
-Ola już jest?-Zapytałem. Dani pokiwał przecząco głową. W trójkę poszliśmy usiąść do stołu. Co chwila przechodziła obok nas masa ludzi. Alves zaczepiał każdą dziewczynę, a ja rozmawiałem z dziewczyną którą teraz nie mam pojęcia po co zaprosiłem. Jakoś nie kleiła nam się rozmowa. Odkąd się poznaliśmy mamy tylko jeden pieprzony temat. O Adrienie.
W końcu w drzwiach pojawiła się Ola. U boku stał Munir, a za nimi Bartra ze swoją kobietą. Zacisnąłem pięści. Ona wyglądała tak pięknie, a on? Pasuje do niej. Serio. Pasuje lepiej niż ja. No cóż..idealna parka. Oboje uśmiechnięci usiedli przy stoliku na przeciwko naszego. Po chwili podeszła do nich Anto i Shak. Dziewczyny zaczęły się komplementować.
Zaczęła się uroczystość. Początkowe gadanie bla bla bla. Osobiste wyznania czy coś tam innego bla bla bla. Końcowa przemowa naszego trenera i zabawa się zaczęła. Teraz można było jeść, pić, tańczyć. Pierwszy na parkiecie pojawił się Geri z Olą. Wyglądało to komicznie. Dziewczyna o jakieś dwie głowy niższa, po mimo, że miała wysokie szpilki. Postanowiłem nie zwracać na nich uwagi. Odkąd tutaj weszła nawet się na mnie nie spojrzała. Plan Daniego był chyba najlepszy. Wybiłem sporo drinków. Zagadałem do kilku dziewczyn. Z dwiema wymieniłem się numerami telefonu. Wypiłem jeszcze trochę i chyba coś we mnie pękło. Chwiejnym krokiem podszedłem do Munira.
-Trzeba było mówić wcześniej, że podoba ci się moja dziewczyna.-Powiedziałem szorstko.
-Stary weź się ogarnij, bo ją stracisz.
-Będzie mnie uczyć?-Zacząłem się śmiać.-Ona należy do mnie, a nie do takiego chłopczyka jak ty.
-Weź wracaj do domu. Wypiłeś za dużo, a ja nie mam zamiaru przez to się z tobą pokłócić.
-Ja nic nie piłem.-Warknąłem.-Gdzie ona jest?
-Poszła zapalić.
-O proszę. Coraz więcej się o niej dowiaduje.-Uśmiechnąłem sie i wyszedłem na taras. Stała z jakimś facetem. Jego ręka była na jej tyłku. Podchodząc do nich coraz bliżej zauważyłem, że Ola chce się od niego wyrwać. Jednak chłopak drugą ręką trzyma ją za ramię.
-Zostaw ją.-Warknąłem.
Perspektywa Oli.
Moim wybawcą był Neymar. Szkoda tylko, że pijany. Aron odskoczył ode mnie momentalnie. Czyżby on się bał Brazylijczyka? No cóż, ważne, że się ode mnie odsunął. Wbiegł na salę i zlał się z tłumem na parkiecie. Piłkarz oparł ręce o barierkę w taki sposób, że byłam w środku. Spojrzał mi głęboko w oczy. Jeszcze chwila i bym mu uległa.
-Odejdź ode mnie. Jesteś kompletnie pijany!-Zaczęłam krzyczeć. Klubowa 11 zakryła mu usta dłonią. Drugą złapał za szyję. Przestraszyłam się.
-Nie krzycz.-Powiedział spokojnie.-Dobrze?-Zapytał a ja pokiwałam głową na tak. Piłkarz odsłonił mi usta.
-Pomocy! Niech mi ktoś po.-Nie skończyłam. Dłoń Neymara znowu znalazła się na mojej twarzy.
-Niegrzeczna dziewczynka.-Wyszeptał mi do ucha. Jego dłoń mocniej ścisnęła moje gardło.-Fajnych mam kolegów prawda?-Zapytał strasznie niewyraźnie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Wzruszyłam ramionami.-Tak czy nie?-Zapytał i lekko uniósł głos. Pokiwałam głową na "nie".-Nie powiedziałem, że możesz mnie okłamywać.-Zbliżył twarz do mojej twarzy. Zabrał rękę z moich ust i przystawił do nich swoje. Nasz pocałunek był długi i delikatny.-To koniec kochanie. Nie mogę żyć z dziwką.
Że co proszę? On mnie nazwał dziwką? Chyba kupię mu słownik na święta. To, że przyszłam z jego kolegą na bankiet nic przecież nie znaczy. To on i jego humorki raz chcą ze mną być a raz nie. No dobrze. To koniec panie da Silva. Spoko. Szczęścia z kimś innym. Piłkarz mocnej ścisnął moje gardło. Jego oczy nie świeciły jak dawniej. Za to do moich napłynęła słona ciecz.
-Puść mnie.-Powiedziałam spokojnie. W odpowiedzi zostałam odepchnięta od barierki.
-Nie pokazuj mi się więcej.-Warknął.
Pod pretekstem migreny wróciłam do domu. Z zamrażalki wyjęłam pudełko lodów i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam je jeść i płakać. Rozstanie, każdy musi to przeżyć, ale to cholernie boli. Osoby do których się przyzwyczailiśmy od tak chcą zakończyć waszą znajomość. W dodatku fajnie, że Neymar był nawalony jak świnia i o mało mnie nie udusił. Przed godziną 3 do domu wrócił tata. Kiedy wszedł do mojego pokoju udałam, że śpię. Po jego wyjściu kończyłam jeść 3 pudełko czekoladowych lodów. Czy tylko mi się wydaje czy zjadłam ich zdecydowanie za dużo?
Cały następny dzień spędziłam w domu. Nie wychodziłam z pokoju ani na chwilę. Jedynie poprosiłam tate aby zamówił mi sushi. Zadzwoniłam do Anto i zapytałam się czy miałaby ochotę iść ze mną wieczorem na imprezę. Oczywiście się zgodziła. Umówiłyśmy się, że o 21 będziemy pod naszym ulubionym klubem. Przed godziną 19 zaczęłam się szykować. Wykąpałam się. Podkręciłam włosy i zrobiłam mocny makijaż aby nie było widać, że wypłakałam się za 5 osób. Założyłam krótką sukienkę, wyperfumowałam się moimi ulubionymi perfumami. W trakcie szykowania się dostałam sms'a, że razem z nami będzie partnerka Rakitića. Ucieszyłam się ponieważ bardzo ją lubię. Zadzwoniłam po taksówkę. Czekając na nią zrobiłam sobie zdjęcie. Wrzuciłam je na kilka portali. Poinformowałam tatę, że nie wiem o której wrócę i wyszłam z domu.
Pod klubem byłam kilka minut przed 9. Przyglądałam się ludziom wchodzącym do budynku z którego leci głośna muzyka. Przypadkowo zobaczyłam Alvesa z dziewczyną która była w domu mojego byłego. Byli uśmiechnięci. Musieli znać się całkiem dobrze ponieważ zachowywali się swobodnie. Szybko odwróciłam wzrok i czekałam na dziewczyny.
W klubie bawiłyśmy się bardzo dobrze. Wszystkie bardzo dużo wypiłyśmy. Pozaczepiałyśmy kilku facetów z którymi później tańczyłyśmy. Jeden z nich chciał iść ze mną na górę się przespać. Fakt nie mam już chłopaka, ale to nie oznacza, że z pierwszym lepszym mam iść do łóżka. Mężczyzna strasznie mnie namawiał więc po kilku następnych drinkach mu uległam. Wchodząc do pokoju za rękę złapała mnie partnerka najlepszego piłkarza na świcie.
-Ej mała Neymar.
-Nie ma już Neymara.-Uśmiechnęłam się smutno i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Wcale nie miałam ochoty iść z kimkolwiek do łóżka. Ten facet nawet mi się nie podobał. Czyżbym chciała zapomnieć o Neymarze?
Następnego dnia postanowiłam pojechać motorem na wycieczkę. Wstałam o godzinie 7. Miałam niezłego kaca, ale dało się funkcjonować. Kilka minut po godzinie 8 byłam gotowa. Miałam na sobie wygodne ubranie. Na plecach plecak nike. Zostawiłam tacie karteczkę na lodówce.
Postanowiłam pojechać. Jeszcze nie wiem gdzie.
Nie martw się. Wrócę wieczorem.
Buziaki Ola.
Poszłam do garażu. Wyprowadziłam z niego motor. Założyłam kask i ruszyłam w drogę.***************************
Witam witam :D Proszę nie bijcie za beznadziejny rozdział. Jak już niektórzy wiedzą. Rozdziały będą dodawane rzadziej. Dzięki Stuu uświadomiłam sobie, że jest świat poza internetem :) W dodatku jest już ładna pogoda więc mogę biegać :)
Kochani piszcie jak podobał się rozdział. Czy dobrze zrobiłam ROZDZIELAJĄC ICH :D
Do następnego rozdziału i zapraszam na mój drugi blog ponieważ tam też niedługo może pojawić się coś nowego :* KLIKNIJ TUTAJ :)
18 KOMENTARZY=23 ROZDZIAŁ powodzenia :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)