Następny tydzień spędziłam całkiem przyjemnie. Nadrobiłam zaległości z Bartrą. Przy okazji Munir spędzał czas z nami. Dzisiaj piłkarze Barcelony idą na jakiś bankiet i mam nadzieję, że Neymar mnie zaprosi. Naszą ostatnią rozmową była kłótnia. Od rozmowy na temat wyjazdu nie gadaliśmy. Kiedy jest się w związku wszystko staje się trudniejsze. Ludzie z którymi można było porozmawiać o wszystkim są nam obcy. Brakuje mi tych jego uśmieszków, głupiego gadania.
-O czym tak myślisz?-Zapytał tata podczas śniadania.
-Ostatnio pokłóciłam się z Neymarem. Chciał jechać ze mną na wakacje.
-To świetnie.
-Nie tato. Nie świetnie. Mamy lecieć do Azji.
-Nie rozumiem w czym problem.-Uniósł brwi.
-Teraz. W czasie gdy on powinien się wziąć za treningi.
-Ola zasługujecie na wakacje. Porozmawiaj z nim i lećcie.
-Czy Ty chcesz się mnie wyzbyć z domu?
-O czym tak myślisz?-Zapytał tata podczas śniadania.
-Ostatnio pokłóciłam się z Neymarem. Chciał jechać ze mną na wakacje.
-To świetnie.
-Nie tato. Nie świetnie. Mamy lecieć do Azji.
-Nie rozumiem w czym problem.-Uniósł brwi.
-Teraz. W czasie gdy on powinien się wziąć za treningi.
-Ola zasługujecie na wakacje. Porozmawiaj z nim i lećcie.
-Czy Ty chcesz się mnie wyzbyć z domu?
-Nie gadaj głupot. Powiedz mu wieczorem, że jednak wszystko przemyślałaś, zmieniłaś zdanie i nie możesz się doczekać wyjazdu.
-Nie wiem czy porozmawiam z nim wieczorem.
-Dlaczego?
-Do te pory mnie nie zaprosił.-Powiedziałam smutno. Tata zrobił zdziwioną minę.-Nie rozmawiamy od dłuższego czasu.
-Pojedź do niego.
-Teraz?
-A co ci szkodzi. Ola życie jest za krótkie żeby się zastanawiać co zrobić. Żyj chwilą.
-A co jeśli on nie chce mnie widzieć?
-Przecież wy się tylko pokłóciliście. Nikt nikogo nie zdradził. Porozmawiaj z nim na spokojnie.
-No dobrze. Tylko, że teraz jestem umówiona z chłopakami.
-Munir i Marc na pewno to zrozumieją.
-Ale ja lubię z nim spędzać czas.-Powiedziałam i w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka.-Właśnie po mnie przyszli.-Uśmiechnęłam się i wstałam od stołu.-Pa tata.
-Kiedy wrócisz?
-Wieczorem.
-Tylko żebyś zdążyła się wyszykować.
-Spokojnie, zdążę.-Pożegnałam się z tata i wyszła z domu. Przywitałam się z piłkarzami i wsiedliśmy do samochodu napastnika.
-Gdzie jedziemy?
-Wesołe miasteczko.-Powiedział z radością Bartra.
-A co wy, małe dzieciaki?
-Nie. Dzieciak siedzi właśnie z tyłu i zadaje nam pytania.-Uśmiechnął się.-Ej Munir zatrzymaj się przy Messim. Weźmiemy towarzysza dla Olci.
-Bardzo śmieszne.-Zrobiłam obrażoną miną. Wyciągnęłam telefon z torebki i zaczęłam przeglądać instagrama. Przerwał mi tą czynność sms od mojego chłopaka.
Idziesz ze mną na bankiet?
Fajnie Neymar. Miło, że pofatygowałeś się przyjść do mnie do domu i o to zapytać. Dzięki.
A mam inne wyjście?
Masz. Możesz iść z kimś innym lub zostać w domu.
A ty z kim tak to pójdziesz?
Znajdzie się jakaś dziewczyna.
Nic mu nie odpisałam. Zrobiło mi się smutno. Tydzień temu mówił, że mnie kocha, a teraz pisze, że może wziąć sobie kogoś innego na ważną uroczystość. Samotna łza spłynęła mi po policzku. Munir musiał to zobaczyć ponieważ zjechał na pobocze i odwrócił się w moją stronę.
-Co jest?-Zapytał.
-Zdaje mi się, że piątek, ale nie jestem pewna.-Próbowałam się uśmiechnąć.
-Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.
-Coś wpadło mi do oka.
-Mhm a ja przechodzę do Realu.-Parsknął.
-Nie stary! Nie możesz mi tego zrobić! Nie zostawiaj mnie!-Bartra zaczął krzyczeć. Rozbawiła mnie jego reakcja. Przypadkowo spojrzałam na telefon. Wyświetlacz był włączony. Wzięłam do ręki Samsunga i zobaczyłam, że mam kilka nieodebranych połączeń. Dzwonił Neymar. Nie wiem co mu odwala, ale w tym momencie chciałam o nim zapomnieć. Najwyraźniej nie traktuje poważnie naszego związku.
-Ja nadal czekam na odpowiedź.-Przypomniał o sobie Munir.
-Pisałam z Neymarem i powiedział, że jeżeli nie chce z nim iść wieczorem to znajdzie sobie kogoś innego.-Chłopaki spojrzeli się na siebie w tym samym czasie. Munir odpalił silnik i jechaliśmy do naszego celu. W drodze chłopaki o czymś rozmawiali, ale niestety ich nie słyszałam. Mój telefon cały czas dzwonił. W końcu postanowiłam go odebrać.
-Nie dzwoń do mnie. Zrozumiałam. Znajdziesz sobie lepszą dziewczynę na wieczór.
-Nie znajdę lepszej.
-Widzę, że gubisz się w zeznaniach, ale z resztą już mnie to nie interesuje. Ja też sobie kogoś znalazłam.
-Kogo? Przecież ja.-Nie dałam mu dokończyć.
-Wieczorem zobaczysz z kim przyjdę. Teraz nie mogę rozmawiać. Jestem bardzo zajęta. Cześć.-Nie czekałam na odpowiedź. Rozłączyłam się i poklepałam Munira po ramieniu.
-Co?-Zapytał, a ja zrobiłam słodkie oczy.
-To prawda, że nie masz z kim iść na bankiet i mnie zapraszasz?
-Ola. Ney jest moim przyjacielem.
-A rozumiem. Ja nie zaliczam się do przyjaciół.
-To nie tak. Po prostu.-Na chwilę zamilknął. Nie wiem, czy szukał dobrej odpowiedzi, takiej która by mnie nie uraziła. Czy zastanawiał się nad tym, czy zrobił źle próbując mi odmówić.-A w sumie co mi tam. Ola masz ochotę pójść ze mną dziś wieczorem na bankiet?-Zapytał na jednym tchu.
-Oczywiście. Już myślałam, że nigdy mnie o to nie zapytasz.
Na miejscu byliśmy po jakiejś godzinie. W wesołym miasteczku było naprawdę zabawnie. Skorzystaliśmy z chyba każdej możliwej atrakcji i dodatkowo napchaliśmy w siebie tyle waty, że przez przynajmniej rok na jej widok będzie nas mdliło. Jeszcze jednym plusem jest to, że wracam do domu z dwoma dużymi pluszowymi misiami.
W domu byłam kilka minut po 18. Munir ma być tutaj za godzinę, a najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia w co powinnam się ubrać. Na początku myślałam, że mała czarna wystarczy, ale ma być sporo sławnych osób, a ja nie chce zrobić ani sobie ani mojemu towarzyszowi obciachu. Przez chwilę przeszła mnie myśl, że mogłabym założyć spódniczkę, ale nadal nie wiem czy to dobry pomysł.
W końcu zdecydowałam się na prostą kreacje. Wzięłam ją ze sobą do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, zrobiłam mocniejszy makijaż i się ubrałam. Kilka minut po 19 w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.
-Ja nadal czekam na odpowiedź.-Przypomniał o sobie Munir.
-Pisałam z Neymarem i powiedział, że jeżeli nie chce z nim iść wieczorem to znajdzie sobie kogoś innego.-Chłopaki spojrzeli się na siebie w tym samym czasie. Munir odpalił silnik i jechaliśmy do naszego celu. W drodze chłopaki o czymś rozmawiali, ale niestety ich nie słyszałam. Mój telefon cały czas dzwonił. W końcu postanowiłam go odebrać.
-Nie dzwoń do mnie. Zrozumiałam. Znajdziesz sobie lepszą dziewczynę na wieczór.
-Nie znajdę lepszej.
-Widzę, że gubisz się w zeznaniach, ale z resztą już mnie to nie interesuje. Ja też sobie kogoś znalazłam.
-Kogo? Przecież ja.-Nie dałam mu dokończyć.
-Wieczorem zobaczysz z kim przyjdę. Teraz nie mogę rozmawiać. Jestem bardzo zajęta. Cześć.-Nie czekałam na odpowiedź. Rozłączyłam się i poklepałam Munira po ramieniu.
-Co?-Zapytał, a ja zrobiłam słodkie oczy.
-To prawda, że nie masz z kim iść na bankiet i mnie zapraszasz?
-Ola. Ney jest moim przyjacielem.
-A rozumiem. Ja nie zaliczam się do przyjaciół.
-To nie tak. Po prostu.-Na chwilę zamilknął. Nie wiem, czy szukał dobrej odpowiedzi, takiej która by mnie nie uraziła. Czy zastanawiał się nad tym, czy zrobił źle próbując mi odmówić.-A w sumie co mi tam. Ola masz ochotę pójść ze mną dziś wieczorem na bankiet?-Zapytał na jednym tchu.
-Oczywiście. Już myślałam, że nigdy mnie o to nie zapytasz.
Na miejscu byliśmy po jakiejś godzinie. W wesołym miasteczku było naprawdę zabawnie. Skorzystaliśmy z chyba każdej możliwej atrakcji i dodatkowo napchaliśmy w siebie tyle waty, że przez przynajmniej rok na jej widok będzie nas mdliło. Jeszcze jednym plusem jest to, że wracam do domu z dwoma dużymi pluszowymi misiami.
W domu byłam kilka minut po 18. Munir ma być tutaj za godzinę, a najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia w co powinnam się ubrać. Na początku myślałam, że mała czarna wystarczy, ale ma być sporo sławnych osób, a ja nie chce zrobić ani sobie ani mojemu towarzyszowi obciachu. Przez chwilę przeszła mnie myśl, że mogłabym założyć spódniczkę, ale nadal nie wiem czy to dobry pomysł.
W końcu zdecydowałam się na prostą kreacje. Wzięłam ją ze sobą do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, zrobiłam mocniejszy makijaż i się ubrałam. Kilka minut po 19 w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.
-Ślicznie wyglądasz.-Uśmiechnął się delikatnie.
-Dzięki. Myślisz, że wyglądam odpowiednio?
-Nikt nie będzie wyglądał lepiej.-Uśmiechnął sie i poszliśmy do samochodu.
Perspektywa Neymara.
Nie wiem dlaczego Ola tak zareagowała jak w ogóle postanowiła ode mnie odebrać. Chciałem z nią iść na ten bankiet. Nawet bardzo. Fakt nie rozmawialiśmy ze sobą przez ten tydzień ale to nie oznacza że jej nie kocham czy, że ją skreśliłem. Współczuję kolesiowi, który przyjdę z Olą. Ona jest moja a nie jakiegoś pierwszego lepszego chłopczyka.
Chciałem jej wszystko wyjaśnić ale sam wejść na sale bankietową nie mogę. Zadzwoniłem po Vik. Wiedziałem, że dużo ryzykuje ponieważ Ola już ją poznała i to w nie za przyjemnych okolicznościach.
-Gotowy?-Z dołu usłyszałem głos mojego przyjaciela z reprezentacji. Był u mnie przez ten cały tydzień. Ostatnio trochę go zaniedbałem, ale na szczęście Dani jest wyrozumiałą osobą. Zszedłem do obrońcy.
-Gotowy.
-Jaki jest dzisiejszy cel bankietu!?-Krzyknął.
-Odzyskanie Oli!-Również krzyknąłem i w geście uniosłem do góry rękę.
-Nie Neymar.-Poklepał mnie po plecach przyjaciel. Zrobił zażenowaną minę.-Naszym celem jest znaleźć sobie niezłe dupy, sprowadzić je tutaj i upić się do nie przytomności. Zrozumiano?
-Dani przecież ja mam dziewczynę.
-Ona się nie dowie. A kto wie, może znajdziesz sobie lepszą.
Nic mu już nie odpowiedziałem. Wyszliśmy z domu, zamknąłem go na klucz i wsiedliśmy do samochodu. Na miejscu byliśmy po jakiś 20 minutach. Pierwsza osoba, która rzuciła mi się w oczy to całkiem wysoki blondyn, który był w pokoju Oli.
-Pięknie.-Wyszeptałem. Czułem jak upuszcza mnie dobry humor.
-Mówiłeś coś?-Zapytał mój przyjaciel. Pokiwałem przecząco głową. Znalazłem miejsce w którym mogłem zaparkować samochód. Zgasiłem silnik. Odpięliśmy pasy. Dani wyszedł z samochodu. Stał przy nim. Czekał na mnie.-No idziesz?
-Zaraz do was dojdę. Muszę coś jeszcze załatwić.-Powiedziałem wysiadając z samochodu. Dani wzruszył ramionami i poszedł w innym kierunku niż ja. Podszedłem do kolesia, który przyszedł tutaj z moją dziewczyną. Popukałem go w ramie aby się odwrócił. W tym samym czasie zamachnąłem się i uderzyłem chłopaka w twarz. Upadł na ziemi, trzymał się za nos z którego momentalnie zaczęła lecieć krew.
-Ona jest moja.-Mówiąc to poprawiłem marynarkę i odszedłem od blondyna. Wchodząc na sale zostałem przywitany masą paparazzi. Przy Danim stała Viktoria. Podszedłem do nich.
-Ola już jest?-Zapytałem. Dani pokiwał przecząco głową. W trójkę poszliśmy usiąść do stołu. Co chwila przechodziła obok nas masa ludzi. Alves zaczepiał każdą dziewczynę, a ja rozmawiałem z dziewczyną którą teraz nie mam pojęcia po co zaprosiłem. Jakoś nie kleiła nam się rozmowa. Odkąd się poznaliśmy mamy tylko jeden pieprzony temat. O Adrienie.
W końcu w drzwiach pojawiła się Ola. U boku stał Munir, a za nimi Bartra ze swoją kobietą. Zacisnąłem pięści. Ona wyglądała tak pięknie, a on? Pasuje do niej. Serio. Pasuje lepiej niż ja. No cóż..idealna parka. Oboje uśmiechnięci usiedli przy stoliku na przeciwko naszego. Po chwili podeszła do nich Anto i Shak. Dziewczyny zaczęły się komplementować.
Zaczęła się uroczystość. Początkowe gadanie bla bla bla. Osobiste wyznania czy coś tam innego bla bla bla. Końcowa przemowa naszego trenera i zabawa się zaczęła. Teraz można było jeść, pić, tańczyć. Pierwszy na parkiecie pojawił się Geri z Olą. Wyglądało to komicznie. Dziewczyna o jakieś dwie głowy niższa, po mimo, że miała wysokie szpilki. Postanowiłem nie zwracać na nich uwagi. Odkąd tutaj weszła nawet się na mnie nie spojrzała. Plan Daniego był chyba najlepszy. Wybiłem sporo drinków. Zagadałem do kilku dziewczyn. Z dwiema wymieniłem się numerami telefonu. Wypiłem jeszcze trochę i chyba coś we mnie pękło. Chwiejnym krokiem podszedłem do Munira.
-Trzeba było mówić wcześniej, że podoba ci się moja dziewczyna.-Powiedziałem szorstko.
-Stary weź się ogarnij, bo ją stracisz.
-Będzie mnie uczyć?-Zacząłem się śmiać.-Ona należy do mnie, a nie do takiego chłopczyka jak ty.
-Weź wracaj do domu. Wypiłeś za dużo, a ja nie mam zamiaru przez to się z tobą pokłócić.
-Ja nic nie piłem.-Warknąłem.-Gdzie ona jest?
-Poszła zapalić.
-O proszę. Coraz więcej się o niej dowiaduje.-Uśmiechnąłem sie i wyszedłem na taras. Stała z jakimś facetem. Jego ręka była na jej tyłku. Podchodząc do nich coraz bliżej zauważyłem, że Ola chce się od niego wyrwać. Jednak chłopak drugą ręką trzyma ją za ramię.
-Zostaw ją.-Warknąłem.
Perspektywa Oli.
Moim wybawcą był Neymar. Szkoda tylko, że pijany. Aron odskoczył ode mnie momentalnie. Czyżby on się bał Brazylijczyka? No cóż, ważne, że się ode mnie odsunął. Wbiegł na salę i zlał się z tłumem na parkiecie. Piłkarz oparł ręce o barierkę w taki sposób, że byłam w środku. Spojrzał mi głęboko w oczy. Jeszcze chwila i bym mu uległa.
-Odejdź ode mnie. Jesteś kompletnie pijany!-Zaczęłam krzyczeć. Klubowa 11 zakryła mu usta dłonią. Drugą złapał za szyję. Przestraszyłam się.
-Nie krzycz.-Powiedział spokojnie.-Dobrze?-Zapytał a ja pokiwałam głową na tak. Piłkarz odsłonił mi usta.
-Pomocy! Niech mi ktoś po.-Nie skończyłam. Dłoń Neymara znowu znalazła się na mojej twarzy.
-Niegrzeczna dziewczynka.-Wyszeptał mi do ucha. Jego dłoń mocniej ścisnęła moje gardło.-Fajnych mam kolegów prawda?-Zapytał strasznie niewyraźnie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Wzruszyłam ramionami.-Tak czy nie?-Zapytał i lekko uniósł głos. Pokiwałam głową na "nie".-Nie powiedziałem, że możesz mnie okłamywać.-Zbliżył twarz do mojej twarzy. Zabrał rękę z moich ust i przystawił do nich swoje. Nasz pocałunek był długi i delikatny.-To koniec kochanie. Nie mogę żyć z dziwką.
Że co proszę? On mnie nazwał dziwką? Chyba kupię mu słownik na święta. To, że przyszłam z jego kolegą na bankiet nic przecież nie znaczy. To on i jego humorki raz chcą ze mną być a raz nie. No dobrze. To koniec panie da Silva. Spoko. Szczęścia z kimś innym. Piłkarz mocnej ścisnął moje gardło. Jego oczy nie świeciły jak dawniej. Za to do moich napłynęła słona ciecz.
-Puść mnie.-Powiedziałam spokojnie. W odpowiedzi zostałam odepchnięta od barierki.
-Nie pokazuj mi się więcej.-Warknął.
Pod pretekstem migreny wróciłam do domu. Z zamrażalki wyjęłam pudełko lodów i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam je jeść i płakać. Rozstanie, każdy musi to przeżyć, ale to cholernie boli. Osoby do których się przyzwyczailiśmy od tak chcą zakończyć waszą znajomość. W dodatku fajnie, że Neymar był nawalony jak świnia i o mało mnie nie udusił. Przed godziną 3 do domu wrócił tata. Kiedy wszedł do mojego pokoju udałam, że śpię. Po jego wyjściu kończyłam jeść 3 pudełko czekoladowych lodów. Czy tylko mi się wydaje czy zjadłam ich zdecydowanie za dużo?
Cały następny dzień spędziłam w domu. Nie wychodziłam z pokoju ani na chwilę. Jedynie poprosiłam tate aby zamówił mi sushi. Zadzwoniłam do Anto i zapytałam się czy miałaby ochotę iść ze mną wieczorem na imprezę. Oczywiście się zgodziła. Umówiłyśmy się, że o 21 będziemy pod naszym ulubionym klubem. Przed godziną 19 zaczęłam się szykować. Wykąpałam się. Podkręciłam włosy i zrobiłam mocny makijaż aby nie było widać, że wypłakałam się za 5 osób. Założyłam krótką sukienkę, wyperfumowałam się moimi ulubionymi perfumami. W trakcie szykowania się dostałam sms'a, że razem z nami będzie partnerka Rakitića. Ucieszyłam się ponieważ bardzo ją lubię. Zadzwoniłam po taksówkę. Czekając na nią zrobiłam sobie zdjęcie. Wrzuciłam je na kilka portali. Poinformowałam tatę, że nie wiem o której wrócę i wyszłam z domu.
Pod klubem byłam kilka minut przed 9. Przyglądałam się ludziom wchodzącym do budynku z którego leci głośna muzyka. Przypadkowo zobaczyłam Alvesa z dziewczyną która była w domu mojego byłego. Byli uśmiechnięci. Musieli znać się całkiem dobrze ponieważ zachowywali się swobodnie. Szybko odwróciłam wzrok i czekałam na dziewczyny.
W klubie bawiłyśmy się bardzo dobrze. Wszystkie bardzo dużo wypiłyśmy. Pozaczepiałyśmy kilku facetów z którymi później tańczyłyśmy. Jeden z nich chciał iść ze mną na górę się przespać. Fakt nie mam już chłopaka, ale to nie oznacza, że z pierwszym lepszym mam iść do łóżka. Mężczyzna strasznie mnie namawiał więc po kilku następnych drinkach mu uległam. Wchodząc do pokoju za rękę złapała mnie partnerka najlepszego piłkarza na świcie.
-Ej mała Neymar.
-Nie ma już Neymara.-Uśmiechnęłam się smutno i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Wcale nie miałam ochoty iść z kimkolwiek do łóżka. Ten facet nawet mi się nie podobał. Czyżbym chciała zapomnieć o Neymarze?
Następnego dnia postanowiłam pojechać motorem na wycieczkę. Wstałam o godzinie 7. Miałam niezłego kaca, ale dało się funkcjonować. Kilka minut po godzinie 8 byłam gotowa. Miałam na sobie wygodne ubranie. Na plecach plecak nike. Zostawiłam tacie karteczkę na lodówce.
***************************
Witam witam :D Proszę nie bijcie za beznadziejny rozdział. Jak już niektórzy wiedzą. Rozdziały będą dodawane rzadziej. Dzięki Stuu uświadomiłam sobie, że jest świat poza internetem :) W dodatku jest już ładna pogoda więc mogę biegać :)
Kochani piszcie jak podobał się rozdział. Czy dobrze zrobiłam ROZDZIELAJĄC ICH :D
Do następnego rozdziału i zapraszam na mój drugi blog ponieważ tam też niedługo może pojawić się coś nowego :* KLIKNIJ TUTAJ :)
18 KOMENTARZY=23 ROZDZIAŁ powodzenia :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
-Dani przecież ja mam dziewczynę.
-Ona się nie dowie. A kto wie, może znajdziesz sobie lepszą.
Nic mu już nie odpowiedziałem. Wyszliśmy z domu, zamknąłem go na klucz i wsiedliśmy do samochodu. Na miejscu byliśmy po jakiś 20 minutach. Pierwsza osoba, która rzuciła mi się w oczy to całkiem wysoki blondyn, który był w pokoju Oli.
-Pięknie.-Wyszeptałem. Czułem jak upuszcza mnie dobry humor.
-Mówiłeś coś?-Zapytał mój przyjaciel. Pokiwałem przecząco głową. Znalazłem miejsce w którym mogłem zaparkować samochód. Zgasiłem silnik. Odpięliśmy pasy. Dani wyszedł z samochodu. Stał przy nim. Czekał na mnie.-No idziesz?
-Zaraz do was dojdę. Muszę coś jeszcze załatwić.-Powiedziałem wysiadając z samochodu. Dani wzruszył ramionami i poszedł w innym kierunku niż ja. Podszedłem do kolesia, który przyszedł tutaj z moją dziewczyną. Popukałem go w ramie aby się odwrócił. W tym samym czasie zamachnąłem się i uderzyłem chłopaka w twarz. Upadł na ziemi, trzymał się za nos z którego momentalnie zaczęła lecieć krew.
-Ona jest moja.-Mówiąc to poprawiłem marynarkę i odszedłem od blondyna. Wchodząc na sale zostałem przywitany masą paparazzi. Przy Danim stała Viktoria. Podszedłem do nich.
-Ola już jest?-Zapytałem. Dani pokiwał przecząco głową. W trójkę poszliśmy usiąść do stołu. Co chwila przechodziła obok nas masa ludzi. Alves zaczepiał każdą dziewczynę, a ja rozmawiałem z dziewczyną którą teraz nie mam pojęcia po co zaprosiłem. Jakoś nie kleiła nam się rozmowa. Odkąd się poznaliśmy mamy tylko jeden pieprzony temat. O Adrienie.
W końcu w drzwiach pojawiła się Ola. U boku stał Munir, a za nimi Bartra ze swoją kobietą. Zacisnąłem pięści. Ona wyglądała tak pięknie, a on? Pasuje do niej. Serio. Pasuje lepiej niż ja. No cóż..idealna parka. Oboje uśmiechnięci usiedli przy stoliku na przeciwko naszego. Po chwili podeszła do nich Anto i Shak. Dziewczyny zaczęły się komplementować.
Zaczęła się uroczystość. Początkowe gadanie bla bla bla. Osobiste wyznania czy coś tam innego bla bla bla. Końcowa przemowa naszego trenera i zabawa się zaczęła. Teraz można było jeść, pić, tańczyć. Pierwszy na parkiecie pojawił się Geri z Olą. Wyglądało to komicznie. Dziewczyna o jakieś dwie głowy niższa, po mimo, że miała wysokie szpilki. Postanowiłem nie zwracać na nich uwagi. Odkąd tutaj weszła nawet się na mnie nie spojrzała. Plan Daniego był chyba najlepszy. Wybiłem sporo drinków. Zagadałem do kilku dziewczyn. Z dwiema wymieniłem się numerami telefonu. Wypiłem jeszcze trochę i chyba coś we mnie pękło. Chwiejnym krokiem podszedłem do Munira.
-Trzeba było mówić wcześniej, że podoba ci się moja dziewczyna.-Powiedziałem szorstko.
-Stary weź się ogarnij, bo ją stracisz.
-Będzie mnie uczyć?-Zacząłem się śmiać.-Ona należy do mnie, a nie do takiego chłopczyka jak ty.
-Weź wracaj do domu. Wypiłeś za dużo, a ja nie mam zamiaru przez to się z tobą pokłócić.
-Ja nic nie piłem.-Warknąłem.-Gdzie ona jest?
-Poszła zapalić.
-O proszę. Coraz więcej się o niej dowiaduje.-Uśmiechnąłem sie i wyszedłem na taras. Stała z jakimś facetem. Jego ręka była na jej tyłku. Podchodząc do nich coraz bliżej zauważyłem, że Ola chce się od niego wyrwać. Jednak chłopak drugą ręką trzyma ją za ramię.
-Zostaw ją.-Warknąłem.
Perspektywa Oli.
Moim wybawcą był Neymar. Szkoda tylko, że pijany. Aron odskoczył ode mnie momentalnie. Czyżby on się bał Brazylijczyka? No cóż, ważne, że się ode mnie odsunął. Wbiegł na salę i zlał się z tłumem na parkiecie. Piłkarz oparł ręce o barierkę w taki sposób, że byłam w środku. Spojrzał mi głęboko w oczy. Jeszcze chwila i bym mu uległa.
-Odejdź ode mnie. Jesteś kompletnie pijany!-Zaczęłam krzyczeć. Klubowa 11 zakryła mu usta dłonią. Drugą złapał za szyję. Przestraszyłam się.
-Nie krzycz.-Powiedział spokojnie.-Dobrze?-Zapytał a ja pokiwałam głową na tak. Piłkarz odsłonił mi usta.
-Pomocy! Niech mi ktoś po.-Nie skończyłam. Dłoń Neymara znowu znalazła się na mojej twarzy.
-Niegrzeczna dziewczynka.-Wyszeptał mi do ucha. Jego dłoń mocniej ścisnęła moje gardło.-Fajnych mam kolegów prawda?-Zapytał strasznie niewyraźnie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Wzruszyłam ramionami.-Tak czy nie?-Zapytał i lekko uniósł głos. Pokiwałam głową na "nie".-Nie powiedziałem, że możesz mnie okłamywać.-Zbliżył twarz do mojej twarzy. Zabrał rękę z moich ust i przystawił do nich swoje. Nasz pocałunek był długi i delikatny.-To koniec kochanie. Nie mogę żyć z dziwką.
Że co proszę? On mnie nazwał dziwką? Chyba kupię mu słownik na święta. To, że przyszłam z jego kolegą na bankiet nic przecież nie znaczy. To on i jego humorki raz chcą ze mną być a raz nie. No dobrze. To koniec panie da Silva. Spoko. Szczęścia z kimś innym. Piłkarz mocnej ścisnął moje gardło. Jego oczy nie świeciły jak dawniej. Za to do moich napłynęła słona ciecz.
-Puść mnie.-Powiedziałam spokojnie. W odpowiedzi zostałam odepchnięta od barierki.
-Nie pokazuj mi się więcej.-Warknął.
Pod pretekstem migreny wróciłam do domu. Z zamrażalki wyjęłam pudełko lodów i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam je jeść i płakać. Rozstanie, każdy musi to przeżyć, ale to cholernie boli. Osoby do których się przyzwyczailiśmy od tak chcą zakończyć waszą znajomość. W dodatku fajnie, że Neymar był nawalony jak świnia i o mało mnie nie udusił. Przed godziną 3 do domu wrócił tata. Kiedy wszedł do mojego pokoju udałam, że śpię. Po jego wyjściu kończyłam jeść 3 pudełko czekoladowych lodów. Czy tylko mi się wydaje czy zjadłam ich zdecydowanie za dużo?
Cały następny dzień spędziłam w domu. Nie wychodziłam z pokoju ani na chwilę. Jedynie poprosiłam tate aby zamówił mi sushi. Zadzwoniłam do Anto i zapytałam się czy miałaby ochotę iść ze mną wieczorem na imprezę. Oczywiście się zgodziła. Umówiłyśmy się, że o 21 będziemy pod naszym ulubionym klubem. Przed godziną 19 zaczęłam się szykować. Wykąpałam się. Podkręciłam włosy i zrobiłam mocny makijaż aby nie było widać, że wypłakałam się za 5 osób. Założyłam krótką sukienkę, wyperfumowałam się moimi ulubionymi perfumami. W trakcie szykowania się dostałam sms'a, że razem z nami będzie partnerka Rakitića. Ucieszyłam się ponieważ bardzo ją lubię. Zadzwoniłam po taksówkę. Czekając na nią zrobiłam sobie zdjęcie. Wrzuciłam je na kilka portali. Poinformowałam tatę, że nie wiem o której wrócę i wyszłam z domu.
Pod klubem byłam kilka minut przed 9. Przyglądałam się ludziom wchodzącym do budynku z którego leci głośna muzyka. Przypadkowo zobaczyłam Alvesa z dziewczyną która była w domu mojego byłego. Byli uśmiechnięci. Musieli znać się całkiem dobrze ponieważ zachowywali się swobodnie. Szybko odwróciłam wzrok i czekałam na dziewczyny.
W klubie bawiłyśmy się bardzo dobrze. Wszystkie bardzo dużo wypiłyśmy. Pozaczepiałyśmy kilku facetów z którymi później tańczyłyśmy. Jeden z nich chciał iść ze mną na górę się przespać. Fakt nie mam już chłopaka, ale to nie oznacza, że z pierwszym lepszym mam iść do łóżka. Mężczyzna strasznie mnie namawiał więc po kilku następnych drinkach mu uległam. Wchodząc do pokoju za rękę złapała mnie partnerka najlepszego piłkarza na świcie.
-Ej mała Neymar.
-Nie ma już Neymara.-Uśmiechnęłam się smutno i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Wcale nie miałam ochoty iść z kimkolwiek do łóżka. Ten facet nawet mi się nie podobał. Czyżbym chciała zapomnieć o Neymarze?
Następnego dnia postanowiłam pojechać motorem na wycieczkę. Wstałam o godzinie 7. Miałam niezłego kaca, ale dało się funkcjonować. Kilka minut po godzinie 8 byłam gotowa. Miałam na sobie wygodne ubranie. Na plecach plecak nike. Zostawiłam tacie karteczkę na lodówce.
Postanowiłam pojechać. Jeszcze nie wiem gdzie.
Nie martw się. Wrócę wieczorem.
Buziaki Ola.
Poszłam do garażu. Wyprowadziłam z niego motor. Założyłam kask i ruszyłam w drogę.***************************
Witam witam :D Proszę nie bijcie za beznadziejny rozdział. Jak już niektórzy wiedzą. Rozdziały będą dodawane rzadziej. Dzięki Stuu uświadomiłam sobie, że jest świat poza internetem :) W dodatku jest już ładna pogoda więc mogę biegać :)
Kochani piszcie jak podobał się rozdział. Czy dobrze zrobiłam ROZDZIELAJĄC ICH :D
Do następnego rozdziału i zapraszam na mój drugi blog ponieważ tam też niedługo może pojawić się coś nowego :* KLIKNIJ TUTAJ :)
18 KOMENTARZY=23 ROZDZIAŁ powodzenia :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
Boże nie... dlaczego zerwali??
OdpowiedzUsuńOni mają być razem, przecież!!
No cóż, czekam na kolejny z niecierpliwością<3
Ech kompletnie mnie zatkało jak to " To koniec kochanie. Nie mogę żyć z dziwką" Mam nadzieje ,że wszystko się ułoży :)
OdpowiedzUsuńNY
Oni muszą być razem
OdpowiedzUsuńJak moglas!!! :'(
OdpowiedzUsuńNieeeee , jak mogłaś 😱😱😱 dlaczeeego ? Rozdział świetny jak zawsze , zapeaszam do mnie http://elamoresciego.blox.pl/html
OdpowiedzUsuńhttp://amoryamistad.blox.pl/html
Proszę niech oni się szybko pogodzą i do siebie wrócą!!! :(
OdpowiedzUsuńPisz szybko kolejny! ;)
OdpowiedzUsuń:*
OdpowiedzUsuńJest to najlepszy blog jaki czytam!!!
OdpowiedzUsuńextra!
OdpowiedzUsuńPisz szybko next!
OdpowiedzUsuńcudny!
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń