Kilka dni później.
-Neymar.-Usłyszałem ciepły, kojący głos Oli.
-Ola!-Pobiegłem do dziewczyny, złapałem ją w talii i okręciłem.-Tęskniłem.-Wyszeptałem jej we włosy.-Strasznie. Wybacz mi wszystko.-Błagałem
-Nie wybaczę.
-Ola!-Pobiegłem do dziewczyny, złapałem ją w talii i okręciłem.-Tęskniłem.-Wyszeptałem jej we włosy.-Strasznie. Wybacz mi wszystko.-Błagałem
-Nie wybaczę.
-Neymar wstawaj. Jest południe.-Usłyszałem głos Messiego.-Zbieraj dupe. Jedziemy na trening.
Pomimo tego, że cholerne nie miałem na to ochoty wstałem z łóżka, poszedłem się umyć, ubrać i razem z Lio pojechałem na Camp Nou.
-Znowu śniła mi się Ola.-Wymamrotałem w samochodzie.
-Co tym razem?
-To co zawsze.-Czułem jak łzy napływają mi do oczu.
-Neymar ona o niczym nie wie. Nie miałaby czego ci wybaczać.-Uśmiechnął się Lionel. Za każdym razem, gdy mówię mu o moim śnie pociesza mnie innymi słowami. Jednak nie ważne co by powiedział ja sobie tego nie wybaczę.
Kolejny trening, kolejne obijanie się, kolejne reprymendy od trenera.
-Neymar skup się, bo pójdziesz na ławkę.
-Tam też się chyba nie nada.-Usłyszałem znajomy głos. Był to mój tata. Podbiegłem do niego i jak małe dziecko wtuliłem się. Jego duże i ciężkie ręce zamknęły mnie w uścisku.
-Co tutaj robisz?-Zapytałem.
-Przeczuwałem, ze jest coś nie tak.
-Jest dobrze.
-Neymar Junior nie gra tak słabo.-Uśmiechnął się.
-Neymar Junior nie będzie grał wcale jeśli czegoś ze sobą nie zrobi.-Wtrącił się Luis.-Wracaj na trening młody.-Poklepał mnie po plecach. Wykonałem jego polecenie. Przybycie taty dało mi kopa.
Pomimo tego, że cholerne nie miałem na to ochoty wstałem z łóżka, poszedłem się umyć, ubrać i razem z Lio pojechałem na Camp Nou.
-Znowu śniła mi się Ola.-Wymamrotałem w samochodzie.
-Co tym razem?
-To co zawsze.-Czułem jak łzy napływają mi do oczu.
-Neymar ona o niczym nie wie. Nie miałaby czego ci wybaczać.-Uśmiechnął się Lionel. Za każdym razem, gdy mówię mu o moim śnie pociesza mnie innymi słowami. Jednak nie ważne co by powiedział ja sobie tego nie wybaczę.
Kolejny trening, kolejne obijanie się, kolejne reprymendy od trenera.
-Neymar skup się, bo pójdziesz na ławkę.
-Tam też się chyba nie nada.-Usłyszałem znajomy głos. Był to mój tata. Podbiegłem do niego i jak małe dziecko wtuliłem się. Jego duże i ciężkie ręce zamknęły mnie w uścisku.
-Co tutaj robisz?-Zapytałem.
-Przeczuwałem, ze jest coś nie tak.
-Jest dobrze.
-Neymar Junior nie gra tak słabo.-Uśmiechnął się.
-Neymar Junior nie będzie grał wcale jeśli czegoś ze sobą nie zrobi.-Wtrącił się Luis.-Wracaj na trening młody.-Poklepał mnie po plecach. Wykonałem jego polecenie. Przybycie taty dało mi kopa.
Resztę dnia spędziłem z ojcem. Powiedziałem mu o wszystkim prócz zdradzie. Dlaczego? Nie wiem, po prostu się bałem.
-Może pojedziemy ją odwiedzić?-Zaproponował
-Pewnie.-Uśmiechnąłem się niemrawo i wstałem z kanapy. W szpitalu byliśmy po jakiś 20 minutach.
-Tato to jest Ola. Ola to jest mój tata Neymar-Uśmiechnąłem się, aby nie było widać, że aż tak bardzo się stresuje.
-Nie musisz niczego udawać. Wiem, że Ci ciężko.-Usiadł na krzesełku obok łóżka.-Całkiem ładna.
-Bardzo.-Poprawiłem tatę i usiadłem obok niej. To nie możliwe że tak długo leży bez żadnych objaw życia. Złapałem ją za rękę. Wiedziałem, że by tego nie chciała jednak ja tego potrzebuje. Jej ciała, jej głosu, jej uśmiechu. Po prostu jej.
W szpitalu siedzieliśmy z jakąś godzinę. Pogadaliśmy z Olą. Trochę pożartowaliśmy, a następnie razem z tatą udaliśmy się do knajpy na jakąś kolację.
-Pewnie.-Uśmiechnąłem się niemrawo i wstałem z kanapy. W szpitalu byliśmy po jakiś 20 minutach.
-Tato to jest Ola. Ola to jest mój tata Neymar-Uśmiechnąłem się, aby nie było widać, że aż tak bardzo się stresuje.
-Nie musisz niczego udawać. Wiem, że Ci ciężko.-Usiadł na krzesełku obok łóżka.-Całkiem ładna.
-Bardzo.-Poprawiłem tatę i usiadłem obok niej. To nie możliwe że tak długo leży bez żadnych objaw życia. Złapałem ją za rękę. Wiedziałem, że by tego nie chciała jednak ja tego potrzebuje. Jej ciała, jej głosu, jej uśmiechu. Po prostu jej.
W szpitalu siedzieliśmy z jakąś godzinę. Pogadaliśmy z Olą. Trochę pożartowaliśmy, a następnie razem z tatą udaliśmy się do knajpy na jakąś kolację.
Następnego dnia nie działo się nic ciekawego. Razem z ojcem poszedłem na trening, odwiedziliśmy naszych znajomych, a wieczorem urządziliśmy sobie grilla po którym odwiozłem tatę na lotnisko. W nocy śniła mi się wiśniowo włosa dziewczyna. Mówiła co zawsze, a ja jak zawsze budziłem się po tych cholernych słowach.
Następny dzień.
Obudził mnie dźwięk telefonu Przetarłem oczy i wziąłem go do ręki. Nacisnąłem zielony przycisk i przyłożyłem telefon do ucha.
-Słucham.-Powiedziałem zachrypniętym głosem.
-Może pan przyjechać do szpitala.
-Obudziła się?!-Krzyknąłem pełen nadziei.
-Proszę tutaj przyjechać.-Powiedziała niewzruszona kobieta i się rozłączyła.
-Czyli nie.-Powiedziałem sam do siebie. Wstałem z łóżka i poszedłem wykonać poranną toaletę. Wyszykowany zszedłem na dół. Nie wiedziałem co mam robić. Pojechać, pożegnać się z nią i rozryczeć przy wszystkich? Wykrzyczeć, ze nie dotrzymałem obietnicy, ze nie byłem na zawsze. Mam się przyznać, że ją zdradziłem? Nie widziałem innego wyjścia jak się upić. Sięgnąłem do szafki z trunkami i wyciągnąłem z niej whisky. Podczas opróżniania butelki przypomniałem sobie to wszystko, co przeżyłem z Olą. Przypomniałem sobie jak pierwszy raz na mnie wpadła w domu Munira. Jak wyznałem jej miłość. Wszystko co działo się na moich urodzinach. Jak zaproponowałem wakacje z których i tak nic nie było. Użalanie się nad sobą przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Otwarte!-Krzyknąłem i schowałem pod blat prawie pustą szklaną butelkę.
-Czemu Cię nie ma jeszcze w szpitalu?-Zapytał ze zdziwieniem Munir.-Ola co chwila o Ciebie pyta.
-Ona żyje?
-Nie dzwonili do Ciebie ze szpitala?
Bez odpowiedzi wstałem z krzesła. Chwiejnym krokiem podszedłem do drzwi. Założyłem pierwsze lepsze nike i wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu napastnika i czekałem aż odpali silnik i ruszymy.
-Słucham.-Powiedziałem zachrypniętym głosem.
-Może pan przyjechać do szpitala.
-Obudziła się?!-Krzyknąłem pełen nadziei.
-Proszę tutaj przyjechać.-Powiedziała niewzruszona kobieta i się rozłączyła.
-Czyli nie.-Powiedziałem sam do siebie. Wstałem z łóżka i poszedłem wykonać poranną toaletę. Wyszykowany zszedłem na dół. Nie wiedziałem co mam robić. Pojechać, pożegnać się z nią i rozryczeć przy wszystkich? Wykrzyczeć, ze nie dotrzymałem obietnicy, ze nie byłem na zawsze. Mam się przyznać, że ją zdradziłem? Nie widziałem innego wyjścia jak się upić. Sięgnąłem do szafki z trunkami i wyciągnąłem z niej whisky. Podczas opróżniania butelki przypomniałem sobie to wszystko, co przeżyłem z Olą. Przypomniałem sobie jak pierwszy raz na mnie wpadła w domu Munira. Jak wyznałem jej miłość. Wszystko co działo się na moich urodzinach. Jak zaproponowałem wakacje z których i tak nic nie było. Użalanie się nad sobą przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Otwarte!-Krzyknąłem i schowałem pod blat prawie pustą szklaną butelkę.
-Czemu Cię nie ma jeszcze w szpitalu?-Zapytał ze zdziwieniem Munir.-Ola co chwila o Ciebie pyta.
-Ona żyje?
-Nie dzwonili do Ciebie ze szpitala?
Bez odpowiedzi wstałem z krzesła. Chwiejnym krokiem podszedłem do drzwi. Założyłem pierwsze lepsze nike i wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu napastnika i czekałem aż odpali silnik i ruszymy.
Wbiegłem do ogromnego budynku. Podszedłem do recepcji.
-Aleksandra Enrique!-Krzyknąłem.
-Pan to kto?
-Neymar! Przystojniak z boiska.
-A dla pacjentki?
-Gdzie ona leży?!-Podniosłem głos. Nie miałem czasu na głupie gadki.
-Sala 78.
Szybko podszedłem do windy. I nacisnąłem guzik 3 piętra. Za chwilę stał przy mnie Munir.
-Chcesz tak do niej pójść?-Zapytał zdziwiony.
-Racja nie mam kwiatów.-Wybiegłem ze szpitala. Podbiegłem do pierwszej budki z kwiatami, która wpadła mi w oko i kupiłem róże. Wiem, że je uwielbia. Za chwilę znowu stałem przed metalowymi drzwiami i czekałem aż się otworzą.
-Cześć wam!-Przywitałem się z przyjaciółmi i podszedłem do Oli.-Dzień dobry kochanie.-Pocałowałem ją w policzek i podarowałem jej kwiaty. Nic mi niestety nie odpowiedziała.
-Aleksandra Enrique!-Krzyknąłem.
-Pan to kto?
-Neymar! Przystojniak z boiska.
-A dla pacjentki?
-Gdzie ona leży?!-Podniosłem głos. Nie miałem czasu na głupie gadki.
-Sala 78.
Szybko podszedłem do windy. I nacisnąłem guzik 3 piętra. Za chwilę stał przy mnie Munir.
-Chcesz tak do niej pójść?-Zapytał zdziwiony.
-Racja nie mam kwiatów.-Wybiegłem ze szpitala. Podbiegłem do pierwszej budki z kwiatami, która wpadła mi w oko i kupiłem róże. Wiem, że je uwielbia. Za chwilę znowu stałem przed metalowymi drzwiami i czekałem aż się otworzą.
-Cześć wam!-Przywitałem się z przyjaciółmi i podszedłem do Oli.-Dzień dobry kochanie.-Pocałowałem ją w policzek i podarowałem jej kwiaty. Nic mi niestety nie odpowiedziała.
-Miałeś jej o niczym nie mówić!-Warknąłem, kierując to do Messiego.
-No i tak było.-Powiedział opanowany.
-A więc.-Odwróciłem się do Oli.-Czemu się do mnie nie odzywasz.
-Przyjechałeś tutaj nawalony jak świnia.-Wyznała prawdę.-Myślałam, że.-Przerwałem jej.
-Misiu przepraszam. Bo ja.-Tym razem to ona mi przerwała.
-Wróć jak wytrzeźwiejesz.-Uśmiechnęła się delikatnie.-Dzięki za kwiaty tak w ogóle.
-Będziesz na mnie czekać?-Zapytałem pełen nadziei.
-Będę.-Uśmiechnęła się kolejny raz. Bardzo mi tego brakowało jednak nie siedziałem z nimi dłużej. Posłusznie wykonałem polecenie Oli i wróciłem do domu.
Około godziny 21 pokazałem się na parkingu przed szpitalem. Rozdałem kilka autografów, zrobiłem kilka zdjęć z fanami i z kolejnym bukietem kwiatów wszedłem do dużego budynku. Udałem się schodami pod salę w której znajduję się moja kobieta. Z uśmiechem na ustach stanąłem w drzwiach sali.
-Wróciłem.-Wyszczerzyłem się i podszedłem do dziewczyny. Chciałem dać jej buziaka w policzek jednak odwróciła głowę.-Co jest?
-Pamiętam to, że nie jesteśmy razem.-Warknęła.
Chwila, że co? Czyli przez ten cały czas oskarżałem się o zdradę, myślałem, że już nigdy nie będzie jak wcześniej, a my nawet nie byliśmy razem.
-Oj Ola. Naprawdę nie chcesz spróbować jeszcze raz. Przecież wtedy żadne z nas tego nie chciało.
-Chcę.-Powiedziała cichutko.
-Ale ja cie proszę. Przecież było nam razem.-Przerwała mi.
-Neymar stój. Powiedziałam, że chce.
-Kocham cie!-Krzyknąłem i przytuliłem znowu moją dziewczynę. Sam już nie wiem co robię.
-Ja ciebie też.
-Panie da Silva proszę powoli się zbierać.-Powiedziała rudowłosa kobieta. Była ładna. Miała długie, szczupłe nogi. Neymar stop! Masz Ole.
-Przyjdź jutro.-Uśmiechnęła się.
-Oczywiście.-Odwzajemniłem uśmiech. Nachyliłem się nad łóżkiem i złożyłem na jej dużych ustach delikatny pocałunek.-Śpij dobrze mała.
Miesiąc później.
Ola jakiś tydzień temu wróciła do domu. Na razie z niego nie wychodzi. Codziennie po treningu do niej przyjeżdzam, oglądamy jakieś filmy, "pieczemy" ciasta, gramy w Fife i dużo ze sobą rozmawiamy. Strasznie ciężko jest mi się do niej przytulać. Pomimo tego w szpitalu i przy ludziach nie chce jej dotykać. Albo to ja nie chce, aby Ola była przeze mnie dotykana?
Właśnie siedzimy w ogrodzie i się opalamy.
-Neymar.-Zaczęła.
-Tak?
-Czy ty się mnie wstydzisz?
-Co ty za głupoty gadasz?
-Mam takie wrażenie. Ostatnio mało kiedy się całujemy czy tam przytulamy.
-Związek na tym nie polega.-Próbowałem delikatnie odejść od tematu.
-Może ty mnie już nie kochasz.-Stwierdziła. Podszedłem do niej i ukucnąłem przy leżaku na którym leżała.
-Nigdy nie kochałem nikogo tak mocno jak ciebie.-Uśmiechnąłem się do niej. Pomimo obrzydzenia do samego siebie złączyłem nasze usta. Całowałem ją namiętnie, ale spokojnie.
-Co powiesz na imprezę?-Zapytała tak naglę.-U ciebie?-Dokończyła i tym razem to ona złączyła nasze usta.
-Może być.-Powiedziałem nie przerywając pocałunku. Gdybyśmy byli w sypialni, pozbyłbym się z niej ubrań i kochał cały dzień.-Kiedy?
-Dzisiaj?-Oderwała się ode mnie.-Zbierz ludzi.-Powiedziała i wstała. Po chwili zniknęła z zasięgu mojego wzroku.
-I co ja mam teraz zrobić?-Wyszeptałem.-Kocham cie jak wariat, ale zdrady byś mi nigdy nie wybaczyła.-Odruchowo dłonią przeczesałem włosy.-A gdyby tak.-Przerwałem na chwilę.-Może to ty byś mnie zdradziła? Wtedy mielibyśmy remis.-Myślałem na głos.
-Neymar, życie to nie futbol.-Usłyszałem znajomy głos. Szybko odwróciłem się do wejścia do ogrodu. W progu, oparty o futrynę stał Luis.
-Trener wszystko słyszał?-Pokiwał twierdząco głową.-Wiem, nie zasługuję na nią.-Powiedziałem smutno.
-To nie tak. Kochacie się przecież. Wyjaśnij to z nią na spokojnie.
-Nie powiesz jej nic?
-To wasza sprawa. Nie mieszam się w cudze życie.
-Dziękuję.-Powiedziałem i wstałem. Uśmiechnąłem się do trenera i wróciłem do domu. Poszedłem na górę do Oli.-I jak tam?
-Dobrze. Poinformowałeś już wszystkich?
-Jeszcze nie.
-To na co czekasz?-Powiedziała radośnie.
-Muszę ci coś powiedzieć.-Zacząłem niepewnie. Na moje może i szczęście zadzwonił telefon Oli. Po cichu wycofałem się z jej pokoju. Na dole, pożegnałem się z trenerem i wybiegłem z domu. Wiem. Stchórzyłem. Jednak co ja na to poradzę? Tak po prostu jest najłatwiej.
***
Rozdział krótki jednak myślę że fajny:)
Wiem, bardzo zaniedbałam was i tego bloga. Więc dzisja dodaję taki przeprosinowy rozdział w którym trochę nasłodziłam. Jednak spokojnie, będziecie jeszcze mieli okazję mnie zabić :D
Z powodu mojej kolejnej przeprowadzki nie mogłam dodać rozdziału wcześniej jednak znowu wracam do regularnych postów :)
10 KOMENTARZY=26 ROZDZIAŁ powodzenia
Aż mi się ciepło na sercu zrobiło, gdy Ola się obudziła:) Bardzo fajny rozdział, przyjemnie się go czytało, więc zostało mi tylko czekać na kolejny❤ życzę dużo weny kochana! //Julka
OdpowiedzUsuńSuper rodzial! Dobrze ze sie pogodzili ale nie dobrze ze Ney Oli nie powiedzial :/
OdpowiedzUsuńJejkuuu , jaki cuuuudny . Kocham cię po prostu <3
OdpowiedzUsuńSuper :) ten pomysł Neya z zdradą Oli mnie troche niepokoi mam nadzieję, że nieczego głupiego nie wymyśli :)
OdpowiedzUsuńNY