środa, 20 kwietnia 2016

19."My mało razem wychodzimy."

Idę właśnie spotkać się z kolesiami, którym Neymar powinien oddać kasę. Znaczy nie powinien, ale to zrobi, żeby mieć spokój. Moim celem podróży jest park na przedmieściach Barcelony. Fakt trochę się boję, ale co może pójść nie tak? Dobra. To pytanie nie doda mi otuchy, ale myślę, ze dla Neymara będzie warto to zakończyć. Jest godzina 10:48. Mam jeszcze 12 minut. Później muszę jechać na trening, a następnie na prawo-jazdy. Jadę tam z Munirem. Jeżeli zdam będziemy świętować razem, jeżeli nie zdam. No cóż, po prostu miałam słabego instruktora.
11:00. Rozglądam się wkoło, ale nikogo nie widzę. Postanowiłam jeszcze chwilę poczekać. 11:10. Nadal nikogo nie ma jednak czułam, że ktoś mnie obserwuję. W końcu po 20 minutach czekania podeszło do mnie dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn.
-Nie jesteś Neymarem.-Warknął jeden z nich.
-Ale mam kasę.-Puściłam mu oczko i sztucznie się uśmiechnęłam. Wyciągnęłam z torebki sumę,którą powiedział mi wczoraj mój chłopak, w sumie po ostatnim to nie wygląda jakbyśmy byli razem i dałam im pieniądze. Powoli wstałam z ławki i zaczęłam iść w kierunku taksówki, która wpadła mi w oko podczas czekania. Nagle jeden z mężczyzn podbieg do mnie i złapał za ramię. Chciałam się wyrwać, ale nie miałam na tyle siły. Zaczęłam krzyczeć jednak mężczyzna zakrył mi buzię.
-To jest tylko połowa.-Ścisnął mi ramię. Ból przeszył całe moje ciało. Bałam się, że zaraz mi coś zrobią. Za chwilę podbiegł do nas drugi mężczyzna.
-Zabierzmy ją i żądajmy okupu.-Powiedział wyższy facet. Był naprawdę dumny ze swojego pomysłu.
-Tak i gdzie ją będziemy trzymać?
Widzę że mam do czynienia z głupim i głupszym.- Gdybyś nie mieszkał z matką to moglibyśmy tak zrobić.
-Gdybyśmy nie był moim bratem i nie mieszkał z nami, też byśmy mogli tak zrobić.
-Halo ja tutaj stoję.-Przypomniałam mężczyzną o swojej obecności, ale byli tak zajęci sobą, ze nie zauważyli kiedy podeszła do nas policja i ich słuchała.
-Próba porwania i wyłudzenia pieniędzy. Świetnie. Zapraszam na komisariat.
-Żegnam panów.-Uśmiechnęłam się i wyswobodziłam z mocnego ucisku mężczyzny.
-Panią też zapraszam.-Powiedział niski policjant o blond włosach.
-Ta pani idzie ze mną.-Ni stąd ni zowąd pojawił się Neymar. Chwycił mnie za przedramię, wręczył policjantom łapówkę i odeszliśmy. Myślałam, że coś się stanie bo za łatwo nam poszło,ale od razu wróciliśmy do samochodu Brazylijczyka.
-Co Ty tutaj robiłeś?
-Domyśliłem się.-Powiedział i odpalił silnik.
-Jak mnie znalazłeś?
-Mam sporo znajomych.-Powiedział krótko i się do mnie przybliżył. Pocałował delikatnie w usta i dodał.-Ale nie rób tak nigdy więcej.
Po chwili byliśmy na Camp Nou. Spóźniliśmy się, więc piłkarz musiał robić dwa dodatkowe okrążenia. Na treningu było całkiem zabawnie. Gerard wskakiwał każdemu na plecy. Bartra z Munirem i Neymarem śpiewali, a Messi namawiał mnie, abym przyjechała do niego na grila, bo będzie każdy z Barcy.
-Jedziemy coś zjeść?-Zapytał mnie Neymar po treningu.
-Ee wiesz teraz nie mogę, ale możemy się spotkać po 16.
-A co będziesz robiła?
-Muszę ogarnąć w domu, zrobić zakupy, takie pierdoły.
-Mogę ci pomóc jeśli chcesz.
-Nie trzeba.-Uśmiechnęłam się delikatnie, a chłopak głośnio westchnął.
-Dobra to przyjadę po ciebie.
-Będę czekać.-Dałam mu buziaka w policzek. Chłopak zaczął isć w kierunku wyjścia.
-Nie idziesz?
-Nie. Tata mnie prosił, żebym pogadała z kolesiem, który was dzisiaj trenował.
-Mogę na ciebie poczekać.
-Nie zawracaj sobie mną głowy.
-Cześć.-Powiedział i poszedł dalej. Widziałam jak uśmiech schodzi mu z twarzy, ale nic nie mogę na to poradzić. Musiałam go okłamać. Za nie całe 30 minut muszę być w szkole jazdy.  Mam nadzieję, że zdam prawo-jazdy, a Neymar to zaakceptuje. Wyszłam na zewnątrz. Czekając na Munira zapaliłam papierosa. Zrobiłam sobie zdjęcie na instagrama i facebooka. Dopiero teraz zobaczyłam zdjęcie Neymara ze mną. Dawno nie przeglądałam żadnych portali społecznościowych. Zobaczyłam też zdjęciem dodane właśnie w tej chwili. Ney dodał zdjęcie z fanem. W tej samej chwili podszedł do mnie Hiszpan.
-Stresujesz się?-Zapytał i otworzył mi drzwi samochodu. W tym samym momencie dostałam fleszem po oczach. Szybko zakryłam twarz dłonią.-Nie przyzwyczaiłaś sie jeszcze?-Zapytał odpalając silnik.
-Chyba nigdy się nie przyzwyczaję.-Zaśmiałam się.
-To dziwne.
-Co takiego?
-Przy Neymarze jest pełno paparazzi. Zawsze.-Podkreślił ostatnie słowo.
-My mało razem wychodzimy.-Stwierdziłam.
-Sorry, że o to zapytam, ale czy ty uważasz, że Neymar traktuje wasz związek na poważnie?
-A dlaczego by nie?-Uniosłam się.
-Sam nie wiem. Tak tylko pytam, więc spokojnie.-Zaśmiał się i położył dłoń na moim udzie. Spojrzałam się na swoją nogę i odchrząknęłam. 
-Przepraszam. Nie chciałem, żeby tak to wyszło.-Spiął się.
-Luz.-Szturchnęłam go w ramię. W reszcie drogi na "test" rozmawialiśmy o jutrzejszym grilu u Leo. 

-Zdałam! Udało się!-Krzyknęłam wychodząc z samochodu. Wpadłam napastnikowi w ramiona. Strasznie się cieszyłam. Spełniłam jedno z ważniejszych marzeniem. Teraz tylko ważniejszym jest to, aby Ney nie był zły. Chłopak okręcił mnie wokoło własnej osi i postawił na ziemi. Odsunął się kawałek ode mnie mruknął "znaczy" i niepewnie wystawił rękę abym przybiła mu piątkę. Jestem taka szczęśliwa. Postanowiłam zadzwonić do taty. Pomimo tego, że wraca po jutrze, chcę go poinformować już teraz. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Co się stało?-Jego głos był spięty.
-Wyluzuj.-Zaśmiałam się. Słyszałam w słuchawce, jak głośno wypuszcza powietrze.
-A więc dlaczego jesteś taka szczęśliwa.
-Zdałam prawo-jazdy!-Piszczałam.
-To wspaniale. Będziemy musieli to uczcić jak wrócę do domu. 
-Przymusowo.-Uśmiechnęłam się tak szeroko, że chyba bardziej już nie dam rady. Przypadkowo spojrzałam na zegarek piłkarza. Była za piętnaście szesnasta.-Tato muszę już kończyć. Papapa. Kocham cie. Wracaj szybko.-Rozłączyłam się.-Ile zajmie ci odwiezienie mnie do domu?
-Zależy jak ładnie mnie o to poprosisz.
-Munir!
-Ja.
Przybliżyłam się do chłopaka. Dzieliło nas może z pięć centymetrów.
-Zawieź mnie do domu. Już!-Krzyknęłam. Odsunęłam się kawałek. Zrobiłam słodkie oczy.-Proszę.

W domu byłam po 8 minutach. Byłabym później, ale mój kochany kierowca jechał na wszystkich czerwonych światłach. 
-Podziękuje ci później.-Powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Pędem weszłam do domu. Od razu zaczęłam sprzątać. W salonie podniosłam poduszki z podłogi. Byle jak ułożyłam płyty z filmami i popędziłam do kuchni. Zegarek pokazywał 15:58. Wszystkie naczynia włożyłam do zmywarki, a w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Poszłam otworzyć drzwi. W progu stał zdyszany Neymar.
-Znowu cie gonią?
-Nie. Śpieszyłem się do ciebie.-Uśmiechnął się.
-A co z samochodem?
-Pożyczyłem kumplowi.
-Masz dwa samochody o ile się nie mylę.-Zmróżyłam oczy.
-Drugi na warsztacie, ale chyba nie będziemy gadać w drzwiach.-Zaśmiał się, a ja zaprosiłam go do środka. Poszliśmy do salonu. Na pierwszy rzut nie widać bałaganu, ale zdaje mi się, że trochę tu posiedzimy. Chciałam się zapytać czy chce coś do picia, ale przypomniało mi się, że nie zrobiłam zakupów.
-Ej Ney chcesz iść na zakupy?
-Mam inne wyjcie?
-Możesz tu na mnie poczekać. 
-Siedzenie samemu w domu czy pójście do sklepu z przepiękną dziewczyną. Hmm ciężki wybór.
-No jakbyś ze mną poszedł to może byś miał później jakąś niespodziankę.-Spojrzałam na niego i podciągnęłam koszulkę do góry, tak, że odkryła mi cały brzuch.
-Otwierajcie drzwi. Neymar nadchodzi.-Zaśmialiśmy się równocześnie i poszliśmy na zakupy.

Po powrocie do domu zrobiliśmy sobie kisiel i karmiliśmy się nim nawzajem. W sumie było by fajne gdybyśmy nie mieli zakrytych oczy. Już po kilku minutach miałam na sobie różową maź i się kleiłam, oczywiście nie byłam dłużna i Neymar też był cały ufafluniony kiślem. Po "zabawie" poszliśmy wziąć wspólny prysznic. Następnie obejrzeliśmy jakiś film i po godzinie 21 Neymar wrócił do siebie. Po jego wyjściu poszłam do swojej sypialni. Wzięłam fajki i wyszłam na balkon. Zadzwoniłam do Munira. Gadaliśmy ponad godzinę. Podziękowałam mu za to, że pomógł mi zdać prawko. Umówiliśmy się, że jutro pojedziemy kupić motor i weźmiemy ze sobą Neymara i ogólnie rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Przed snem dostałam jeszcze sms'a od mojego chłopaka.
"Kolorowych snów księżniczko." odpisałam mu i poszłam spać. Śniłam o nas.

*******************
Dzień dobry wszystkim. :))
Jak podobał się rozdział? Ciekawe co zrobi Neymar jak dowie sie o zdaniu prawo-jady przed jego dziewczynę :D Kochani tak w ogóle to jest was ostatnio mało. Mam nadzieję, że dlatego, że macie szkołę, tak wgl to trzymam kciuki za wszystkich trzecioklasistów, aby dostali się do wybranych szkół :)) Zachęcam do komentowania.
15 KOMENTARZY=20 ROZDZIAŁ powodzenia <3

sobota, 16 kwietnia 2016

18."Gonią mnie jacyś faceci."

Cały ten tydzień spędziłam z Munirem, który uczył mnie jeździć oraz Kamilem i Tomem. Kamil jest zdecydowanie lepszym tancerzem ode mnie, więc w studiu spędzam teraz dwa razy więcej czasu niż powinnam. 
Dzisiaj powinnam lecieć do Anglii ponieważ moja kuzynka ma jutro ślub, ale od kłótni z Neymarem popadłam w melancholię i nie chce aby mój nastrój psuł innym zabawę. Jedzie tylko tata. Uzgodniliśmy, że Luis powie Marcie, że mam jakąś grypę i nie mogłam przylecieć. 
Wstałam z łóżka.  Wybrałam ubranie na dziś i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam, umalowałam i podkręciłam końcówki włosów, następnie zeszłam do kuchni w której siedział tata. Dopiero teraz spostrzegłam, że tata codziennie rano pije kawę w kubku, gdzie jest zdjęcie moje, mamy i jego. Pewnie jutro się spotkają, bo Marta zaprasza wszystkich ludzi jakich zna. Tak było od zawsze. Kiedy miała osiem lat zaprosiła wszystkie osoby z placu zabaw. Na swoją szesnastkę zaprosiła każdą osobę, że szkoły, a teraz pewnie zaprosiła wszystkich ludzi, których zdążyła poznać przed dwadzieścia-dwa lata. 
-Za ile jedziemy?-Zapytałam i podeszłam do lodówki. Tak jak myślałam. Była prawie pusta. Wyciągnęłam z niej jogurt truskawkowy i zaczęłam go jeść.
-Jednak jedziesz?
-Nie, ale pojadę z tobą na lotnisko.-Odpowiedziałam i jadłam dalej. Tata upił łyk kawy. Odłożył gazetę na bok i spojrzał się na mnie.
-Myślę, że nie powinnaś zostać sama w domu. 
-Dlaczego? Jestem dorosła, umiem o siebie zadbać.-Mówiąc to, czułam się jak nastolatka, której rodzice nie mogą wyjść nigdzie na noc, bo ona ma dopiero naście lat.
-Spokojnie. To nie tak, że ci nie ufam. Po prostu ostatnio jesteś smutna i się o ciebie martwię. Nic mi nie mówisz. Jak rano wychodzisz, tak wracasz po ciszy nocnej do domu, idziesz do swojego pokoju i koło się zamyka.
-Tata wszystko jest w porządku. Nie martw się o mnie. Nie ma mnie w domu, bo wiesz jak ciężko trenuje. Z resztą poznaje w studiu nowe osoby i spędzamy sporo czasu razem, a gdy przychodzę do domu jestem totalnie zmęczona.-Oczywiście, że skłamałam. Fakt w studio poznaje sporo osób, ale nie spędzam z nimi dużo czasu. Przecież nie powiem tacie, że ucze się jeździć, ej a w sumie to czemu nie?
-No dobrze. Mam nadzieję, że to prawda, a teraz chodźmy bo za niedługo mam samolot. 
W samochodzie opowiadamy sobie kawały, śpiewamy, tak jakby zapomnieliśmy o rannej rozmowie.
-A właśnie Olu. Mogłabyś przychodzić na treningi do chłopaków, a jak wrócę to zdasz mi relacje, bo wiesz, trenerzy nie powiedzą mi kto się obijał, tylko będą ich wszystkich wychwalać. 
-Yes ser.-Zasalutowałam i wybuchnęłam śmiechem.

Po odprawie taty zamówiłam taksówkę i pojechałam do centrum handlowego. Najpierw poszłam do fryzjera, aby podciął mi końcówki. Następnie udałam się do kosmetyczki, która zrobiła mi wspaniałe paznokcie i poszłam na zakupy. Kupiłam dwie bluzy, kilka koszulek i spodnie. Następnie poszłam do sklepu dziecięcego ponieważ niedługo do Neymara ma przyjechać Davi. Kupiłam maluchowi samochód, w którym będzie mógł jeździć i białego pluszowego misia. Wychodząc ze sklepu podszedł do mnie wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i na oko dwudniowym zaroście. W dłoni trzymał mikrofon, a za nim stał trochę niższy mężczyzna z dużą ilością tatuaży i kolczyków. 
-Mogę zająć pani chwilę?
-Oczywiście.-Uśmiechnęłam się do mężczyzny i poszliśmy usiąść na ławkę.
-A więc, jest pani narzeczoną Neymara, tak?
-Jesteśmy blisko, ale nie jestem jego narzeczoną.
-Planujecie dziecko?
-Planuje pan kupić mózg?
-Widzę, że pan da Silva lubi kobiety z charakterkiem.-Spojrzałam na niego wzrokiem, który mówił, żeby przeżyć, trzeba odsunąć sie ode mnie na minimum 5 metrów. Mężczyzna odchrząknął i zadał kolejne pytania. Na każde odpowiedziałam wymijająco i poszłam na dalsze zakupy. W kolejce do kasy wpadłam na średniego wzrostu dobrze zbudowanego mężczyznę.
-Co ty robisz?-Krzyknął na mnie i odepchnął mnie do tylu. Prawie upadłam.-Nie nauczyli cie chodzić czy masz tak pusto w głowie, że zapomniałaś.-Nie dokończył ponieważ ktoś za nim stanął i popukał go w ramię.
-Kolego masz jakiś problem?-Zapytał mój wybawca.
-Nie.-Zgarbił się.-Chciałem tylko no wiesz no-Jąkał się.
-Znęcanie się nad mniejszymi od siebie nie zrobi z ciebie bad boy'a.-Powiedział i wszedł w niego z bara. Podszedł do mnie.-Wszystko w porządku?-Zapytał Brazylijczyk i lekko się uśmiechnął.
-Jest dobrze.-Podniosłam głowę i wróciłam do kolejki. Chłopak stał jakby przykleił się do podłogi i gapił się na mnie.-A zapomniałabym.-Podeszłam do niego.-Dziękuję-Powiedziałam i spojrzałam w jego śliczne czekoladowe oczy. Mogłabym w nich utonąć, ale mam swój honor i udam, że jego oczy nie są moim zatraceniem. 

Siedziałam w domu i oglądałam film. Za oknem było już dosyć ciemno więc poszłam się myć. Po około godzinie wyszłam z łazienki i wróciłam do salonu. Obejrzałam jakiś romantyczny film i usnęłam. Około 3 w nocy obudziło mnie pukanie do drzwi. Szybko podniosłam się z rogówki i je otworzyłam. W progu stał Neymar. Był zdyszany. Pewnie biegł. 
-Neymar jest środek nocy. Normalni ludzie o tej porze śpią.-Wysyczałam i chciałam zamknąć drzwi, ale przytrzymał je ręką.
-Możemy porozmawiać?
Odeszłam od drzwi i wróciłam do salonu. Okryłam się kocem i włączyłam telewizor. 
-Wyłącz go.-Rozkazał mi, a sam zgasił światło. Wykonałam jego polecenie i czekałam na jego ruch. 
-Gonią mnie jacyś faceci.
-Dlaczego?-krzyknęłam. Chłopak położył mi palec na ustach.
-Graliśmy w pokera i stracili sporo kasy. Teraz chcą żebym im ją oddał.
-To oddaj. Kasy masz pod dostatkiem.-Stwierdziłam i wstałam z kanapy. 
-Ale tu nie chodzi o to. Wygrałem to uczciwie, więc jest moja. Z resztą te pieniądze nie idą dla mnie, tylko na osoby, które naprawdę ją potrzebują.
-Jesteś nienormalny.-Powiedziałam i poszłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, od razu za mną wszedł tutaj piłkarz.
-Mogę zostać na noc?
-Jeżeli musisz.-Wymamrotałam i włączyłam światło. Neymar je zgasił. Ja zapaliłam, a on znów zgasił.-Bez przesady, chyba mam prawo mieć zapalone światło we własnym domu.
Nie pokazywałam tego, ale cholernie się bałam, przecież teraz ktoś może obserwować ten dom. Jednak ktoś musi zachować zimną krew, przynajmniej żeby było widać to z zewnątrz.-Czemu nie zadzwonisz na policję?-Zapytałam.
-Zaraz cały świat się tak to dowie, że Neymar boi się kolesi z którymi gra w pokera.
-Neymar?
-Tak?
-To jest nielegalne? 
-Może trochę.-Wyszeptał prawie nie słyszalnie i usiadł na moim łóżku. Twarz schował w dłonie. 
Jestem cholernie na niego zła. Po co koleś który ma kupe kasy ze swojej pasji, zarabia ją jeszcze nie legalnie. Muszę coś z tym zrobić.
-Ile przegrali?
-Trzy tysiące. Cztery. Nie wiem.
-Jak często sie spotykacie?
-Raz na dwa tygodnie.
-Neymar.-Zmierzyłam go wzrokiem.
-No dobra, co drugi dzień, ale więcej nic ci nie powiem.
-Nie masz innego wyjścia.
-Nie mogę ci powiedzieć.
Już więcej dzisiaj nie rozmawialiśmy. Neymar usnął na moim łóżku. Poczekałam z pół godziny, aby być pewna, że na pewno śpi i zabrałam mu telefon. Miał kilka nie przeczytanych wiadomości. Jedna była od Suzan, druga od taty, a reszta z numeru, którego nie miał zapisanego w kontaktach. Przejrzałam wszystkie sms'y i bez cienia wątpliwości wiedziałam, że to numer mężczyzn, którzy chcą odzyskać pieniądze. Zapisałam sobie ich numer w swoich telefonie, ponieważ wpadłam na pewien pomysł i poszłam spać. 

Obudziłam się o godzinie 9. W salonie leżała bluza Neymara. Musiał ją zdjąć, gdy siedzieliśmy w ciemności. Weszłam na górę, piłkarz jeszcze spał. Wyciągnęłam z szafy ubranie i poszłam się wykąpać. Wyszykowana wyszłam z domu zakończyć głupie zabawy Neymara.

*************************
Witam moich kochanych czytelników. Co myślicie o tym rozdziale? Ja osobiście uważam, że mi nie wyszedł. Wiecie może na jaki pomysł wpadła Ola? Ten pomysł z pokerem i ogólnie to zamieszanie wpadło mi do głowy podczas pisania rozdziału i nie wiem czy to ma sens.
komentujesz=motywujesz
13 KOMENTARZY=19 ROZDZIAŁ
Jeżeli dacie radę do poniedziałku to postaram się dodać rozdział tego samego dnia bądź w środę wieczorem. Miłego weekendu wszystkich :*

sobota, 9 kwietnia 2016

17."Dach!"

-Neymar nic się nie stało, mówiłam ci już, że-Powiedziałam wchodząc do pokoju, ale nagle się zamknęłam. W pokoju stał ktoś zupełnie inny. Teraz przypomniało mi się, co powiedział tata "musisz coś z tym zrobić." Czy chciał mi powiedzieć, że mam to wszystko zakończyć?-Co ty tutaj robisz?
-Przyleciałem do ciebie. Cały czas o tobie myślałem.
-Z nami koniec.-Powiedziałam szorstko. Nie chce go ranić, bo to naprawdę wspaniały chłopak, ale kocham Neymara. Do Arona już nic nie czuje. W sumie kogo chce oszukać. Nigdy nic do niego nie czułam. Muszę jak najszybciej się go pozbyć, żeby Ney o niczym się nie dowiedział.-Aron musisz już iść.
-Zostawiłem dla ciebie rodzinę, przyjaciół, motocross, a ty teraz mi mówisz, że to koniec.
-Możemy zostać przyjaciółmi.-Wyszeptałam i podeszłam do niego bliżej.
-Nie możemy. Ola zrozum ja cie kocham.
-Ale ja kocham kogoś innego.-Nie mogłam mu spojrzeć w oczy. Chce to zakończyć, ale nie potrafię. Moje słowa pewnie bardzo go ranią. Chce żeby został moim przyjacielem, żeby każde z nas ułożyło sobie życie z kimś innym.
-Nie mów tak. To nie prawda.
Na moje może i szczęście w domu rozbrzmiewa się dźwięk dzwonka. Słyszę jak tata wita się z Neymarem i nieruchomieje. Zaraz po tym słyszę jak jeden z mężczyzn wchodzi po schodach. Idzie w kierunku mojego pokoju. W tym samym momencie dosłownie rzuca się na mnie Anglik, a w progu pojawia się mój chłopak. Widzę jak uśmiech schodzi mu z twarzy. Róże wypadają mu z rąk, szepcze "miłej zabawy" i jedyne co usłyszałam to trzask wejściowych drzwi.
Było mi cholernie przykro. Odepchnęłam od siebie Arona, uderzyłam go w twarz i wybiegłam z pokoju. Wiem, że nie mam szans na dogonienie Neymara, ale muszę mu to wszystko wyjaśnić. Zaczynam biec w kierunku jego domu. Na ulicy jest całkowicie ciemno. Co jakiś czas światła samochodów jadących znad przeciwka oświetlają mi drogę. Naglę słyszę pisk opon, biegnę dalej, dostrzegam zderzony samochód z drzewem. Nogi robią mi się jak z waty, a serce bije jeszcze szybciej niż podczas biegu. Ręce zaczynają mi się trząść, a łzy napływają do oczy. W głębi duszy błagam Boga o cud. Ni stąd ni zowąd wkoło samochodu zrobił się tłok. No proszę, więc nocne i puste ulice Barcelony, wcale nie są takie puste. Gdy nogi były sprawne do użytku przeciskam się przez tłum ludzi, dwoje lekarzy i kamień spada mi z serca, gdy zobaczyłam rejestracje samochodową. Mogłam więc biec dalej. Na oko zostało mi jeszcze z 10 minut, więc wysiliłam swoje małe mięśnie i do celu dobiegłam w połowę czasu, który zakładałam. Światła w domu Brazylijczyka są po zapalane. Wchodzę na posesje, pukam do drzwi, ale zobaczyłam, że są otwarte. Weszłam powoli do środka jednak nikogo tam nie zastałam. Usiadłam na kanapie i myślę, gdzie może być mój chłopak.
-Dach!-Krzyknęłam i wyszłam z domu. Zamówiłam taksówkę i na miejscu byłam po jakiś 20 minutach. Zapłaciłam kierowcy i pędem wbiegłam na dach wieżowca. Tak jak myślałam. Piłkarz był tutaj. Stał na krawędzi, ale widać było po nim, że nie chciał zrobić niczego głupiego. Stał stabilnie. Pięści miał zaciśnięte.
-Wiedziałam, że cie tu znajdę.-Wyszeptałam piłkarzowi do ucha.
-Nikt cie tu nie zapraszał.
-Tego kolesia u mnie w domu też nikt nie zapraszał.
-Całowaliście się. Jakbym nie przyszedł do ciebie byś się z nim przespała.
-Uważasz mnie za dziewkę?-Zapytałam ze łzami w oczach.
-Nie. Wiem.-Każde słowo, mówił dobitnie.
Fajnie wiedzieć.-Odwróciłam się od chłopaka i zaczęłam od niego odchodzić. Przyszłam tu, żeby mu wszystko wyjaśnić, ale najwyraźniej tak musiało być. Oboje zostaliśmy zranieni. Do domu wróciłam cala zapłakana.

Perspektywa Neymara.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Może Ola zrobiła to specjalnie. Chciała się odwdzięczyć za tamtą dziewczynę, którą spotkała w moim. Nie znam tego kolesia z którym całowała się Olka, ale jak go spotkam to obiecuję, że będzie dużo krwi, Jestem zły na nią, na niego, ale też na samego siebie. Co mnie podkusiło żeby zadzwonić po Vik. Po co jechałem do domu mojego trenera, aby przepraszać jego córkę, za to, że spędzałem czas z ważną dla mnie osobą. W ogóle po co pakowałem się w związek z Olką?

****************
Witam wszystkich serdecznie. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał :)) Jak myślicie związek Oli i Neymara przetrwa czy raczej się rozpadnie? 
Zachęcam to komentowania i podpisywania się pod komentarzami.
Miłego weekendu i do następnego rozdziału 
13 KOMENTARZY= 18 ROZDZIAŁ powodzenia <3

niedziela, 3 kwietnia 2016

16."Przyszliśmy cię odwiedzić, ale masz już gościa."

Jeżeli powiedziałam, że szalonym było wejście na drzewo i wykrzyczenie całemu światu, że kocha się mało-late. No cóż odwołuje te słowa.
Aktualnie stoję na dachu wieżowca. Podziwiam piękną Barcelonę u boku najwspanialszego mężczyzny na świecie. Za nami jest rozłożony koc, a koszyk piknikowy czeka aż go opróżnimy.
-Jak ci się tutaj podoba?
-Jest pięknie.-Przytuliłam chłopaka i poczułam mocny zapach jego perfum.
-Ciesze się, że ci się podoba.-Uśmiechnął się i zaprzał w dal. Jego oczy już nie błyszczały. Stały się smutne.
-Może coś zjemy?-Zapytałam i poszłam usiąść na koc. Zjadłam truskawkę i czekałam aż Ney tutaj przyjdzie.-Jak znalazłeś to miejsce?-Zapytałam gdy piłkarz w końcu raczył się do mnie dosiąść.
-Kiedyś często tu bywałem.
-Sam?
-Tak. Jesteś pierwszą dziewczyną, którą tutaj przyprowadziłem.
-Kochany.-Posłałam mu promienny uśmiech i zjadłam kolejną truskawkę.-Dlaczego na; mnie nie patrzysz?
-Przepraszam.-Pokiwał głową i spojrzał mi prosto w oczy.
-Tak lepiej.
Randka z Neymarem była wspaniała. Dużo się śmialiśmy, ale wydawał się jakiś niedostępny. Szybko zmieniał temat i nie zwracał uwagi na swoje słowa. Rozmawiał chaotycznie albo bo dłuższej chwili. Oprócz tego czułam się z nim dobrze. Zaimponowało mi to, że pofatygował się aby takie coś przyrządzić i jestem pierwszą osobą która tutaj z nim była. Po udanej randce pojechaliśmy do jego domu i poszliśmy spać. Serio byliśmy tak zmęczeni, że usnęliśmy przytuleni do siebie od razu po wykąpaniu się.

Rano zostawiłam Neymarowi karteczkę, która leżała na telefonie i pojechałam do swojego domu. Musiałam się przygotować ponieważ za kilka dni idę na egzamin na prawo-jazdy. Dzisiaj umówiłam się z Munirem. Zgodził się, aby całe jego życie przeleciało mu przed oczami. Krócej, będzie mnie uczył jeździć.
W domu byłam o godzinie 8:30. Poszłam się wykąpać i ubrałam w czyste ubranie. Zrobiłam delikatny makijaż i wyprostowałam włosy. Zadzwoniłam po taksówkę i już o godzinie 9:02 byłam przed domem Hiszpana.
-Dzień dobry.-Krzyknęłam na cały dom i poszłam do sypialni napastnika.-Wstawaj.-Weszłam do pokoju i odsłoniłam żaluzje.-Kto rano wstaje temu pan Bóg daje.-Otworzyłam balkon aby trochę świeżego powietrza weszło do pomieszczenia i usiadłam na łóżku przyjaciela.
-Dał mi mały, głośny budzik.-Uśmiechnął się.
-Dziena.-Zaśmiałam się i wstałam.-Masz pół godziny, jak się nie wyrobisz biorę kluczyli od samochodu i jadę sama.
-Nie pozwolę ci jeździć samej.-Wstał szybko z łóżka.-Szkoda samochodu.
-Aha. Dzięki.-Odwróciłam się i wyszłam z pokoju.-Za to nie dostaniesz śniadania.-Krzyknęłam i zeszłam na dół. Przyszykowałam nam kawy i napastnikowi zrobiłam kilka tostów. Po śniadaniu wyjechaliśmy na mniej ruchliwe ulice Barcelony gdzie miałam nauczyć się jeździć. Po paru godzinach wróciliśmy na posesje piłkarza i postanowiliśmy zamówić sobie pizze. Zjedliśmy, obejrzeliśmy film i postanowiliśmy odwiedzić mojego chłopaka.
-Tylko nie mów nic Neymarowi.
-Spokojnie.-Uśmiechnął się przyjacielsko i weszliśmy do domu Brazylijczyka. W salonie zastaliśmy niekomfortową sytuacje. Znaczy niekomfortową dla mnie i Neymara. Siedział z wódką i obcą mi dziewczyną w salonie. Zatrzymałam się w progu, a uśmiech zszedł mi z twarzy. Dziewczyna była przytulona do mojego chłopaka, a jego ręka ją obejmowała.
-Stary co tu się dzieje?-Zaczął Munir, bo chyba zauważył, że mnie zatkało.
-Nic się nie dzieje.-Parsknął.-Co wy tutaj robicie?
-Przyszliśmy cię odwiedzić, ale masz już gościa.-Odpowiedziałam i odwróciłam się w kierunku drzwi.-Cześć.
-Nie Ola zaczekaj!-Poderwał się z kanapy i podbiegł do mnie.-To nie tak jak myślisz.
-A skąd wiesz co myślę?-Zapytałam powstrzymując łzy.
-Nie zdradzam cie. Ta dziewczyna to-Przerwałam mu
-Nic nie mów. Ona mnie nie interesuje, a ty jesteś już dorosły. Wiesz co robisz. Wychodzę, bo nie chce mi przeszkadzać, a nie dlatego, że się obraziłam, czy nie chce cie już znać. Masz prawo mieć koleżanki, a wódka jest dla ludzi.-Stwierdziłam i wyszłam z domu. Poszłam do siebie. Wzięłam torbę treningową, wrzuciłam tam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam do studia.
Byłam w nim sama do samego zamknięcia. Pod koniec przyszedł Kamil. Potrenowaliśmy razem, a następnie chłopak odwiózł mnie do domu. Podziękowałam mu i umówiliśmy się na jutro. Od razu przypomniało mi się, abym zadzwoniła do Munira i również umówiła się na jutro. Tym razem na jazdę na motorze. Weszłam do domu i chciałam iść na górę, lecz tata mnie zatrzymał.
-W pokoju ktoś na ciebie czeka.
-Neymar?
-Nie. Myślę, że nie będziesz zadowolona z obecności tej osoby, ale musisz coś z tym zrobić.-Powiedział i wrócił do czytanie książki. Pomimo tego, że zaprzeczył ja wiem, że jest tam Neymar. Pewnie chce mi wytłumaczyć dzisiejsze zajście, ale ja naprawdę nie jestem na niego zła. Fakt, zrobiło mi się smutno, ale przecież, każdy ma prawo do spędzania swojego wolnego czasu z ludźmi, którymi ma ochotę.
-Neymar nic się nie stało, mówiłam ci już, że.-Powiedziałam wchodząc do pokoju, ale nagle się zamknęłam. W pokoju stał ktoś zupełnie inny. Teraz przypomniało mi się, co powiedział tata "musisz coś z tym zrobić." Czy chciał mi powiedzieć, że mam to zakończyć?

******
Witam moich kochanych czytelników. Jak się podobał rozdział? Wiecie kto jest w pokoju Oli?
Przepraszam za wszelkie błędy w rozdziale oraz za to, że długo nie było rozdziału.
12 KOMENTARZY=17 ROZDZIAŁ 
Miłego dnia/popołudnia/wieczoru.
Do następnego wpisu :*




wtorek, 15 marca 2016

15."Randka."

Wbiegłam do kuchni w której było pełno krwi. Szkoło wbiło się piłkarzowi w rękę, ale on się tym nie przejmował, nadal rzucał wszystko z blatów i szafek. Zupełnie nie mogłam uwierzyć, że Brazylijczyk jest do tego zdolny. Nie miałam pojęcia jak go powstrzymać.
Neymar był strasznie wkurzony. Jego twarz była skamieniała jednak po policzku co chwila spływała samotna łza. Chodził po kuchni jak wariat i szukał czegoś, co mógłby potłuc. Niestety wszystkie możliwe szklanki i kubki leżały w częściach na podłodze. Teraz przyszedł czas na niszczenie wszystkiego co jest w jego otoczeniu. Przewracał stołki barowe które stały przy wyspie. Kopał w dolne szafki, a w górne walił pięściami. 
-No jeśli tak dalej pójdzie, to zamieszkasz w ogrodzie.-Powiedziałam to całkiem głośno. Nie bałam się go. Jednak powinnam. Chłopak spojrzał się na mnie jakbym była niechcianym obiektem w jego domu.
-Zostaw mnie samego.-Wrzeszczał.
-Nie.-Powiedziałam spokojnym tonem.
-Powiedziałem wyjdź stąd!-Zbliżył się do mnie i szarpnął za ramie.
-Oszalałeś? Czy z głupim się widziałeś?-Krzyknęłam i odsunęłam się od piłkarza. 
-No właśnie stoi przede mną.-Warknął i poszedł na górę. Wszedł do swojego pokoju. Nie mogłam dać za wygraną. Z resztą przez jakąś głupotę ma zniszczyć sobie dom? Weszłam po woli do pomieszczenia w którym obecnie znajdował się mój chłopak i stanęłam w drzwiach. W pokoju był zaledwie kilka minut, a wygląda on jak pobojowisko. Podeszłam do niego, odebrałam z jego rąk ramkę ze zdjęciem i mocno go przytuliłam. Czułam jak bardzo szybko bije mu serce. Czułam jego nieregularny oddech. Trząsł się. W końcu jego silne ręce znalazły się na mojej tali. 
-Już wszystko dobrze?-Wyszeptałam po kilku minutach.
-Przepraszam.-Wyszeptał mi we włosy i jeszcze mocnej mnie przytulił. To chyba oznaczało, że już jest okey. 
-Musimy jechać na pogotowie.-Wyszeptałam i odsunęłam się od chłopaka.
-Nic nie musimy.-Poprawił mnie.
-Musimy. Zobacz co zrobiłeś.-Wzięłam w dłoń jego dłoń i wzięłam ją na wysokość jego oczu.-Całą rękę masz we krwi i kawałkach szkła. Pojedź do szpitala. Proszę.-Ostatnie słowo powiedziałam jakby błagalnie.
-Nic mi nie będzie.
-W takim razie dzwonię, aby tutaj przyjechali i zobaczyli jak pan da Silva się urządził, a no i oczywiście zaproszę ich do kuchni później wymyślę po co.
-Dasz mi 10 minut?-Poprosił. Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam i wyszłam z pokoju. Zadzwoniłam do Munira i zapytałam się czy mógłby tutaj przyjechać. Oczywiście zgodził się i już po 5 minutach stał przed drzwi. Na szczęście mieszka dwie ulice od Neymara.
-A co on tu robi?-Powiedział z kaprysem mój chłopak.
-Zawiezie nasz do szpitala.-Uśmiechnęłam się triumfalnie do Brazylijczyka.
-Też mógłbym to zrobić.-Parsknął, poprawił full capa i wyszedł z domu.
-A temu co?-Odezwał się Hiszpan.
-Mieliśmy mały problem, ale już nad wszystkim panuję.-Uśmiechnęłam się do przyjaciela i poszliśmy do samochodu. Otworzyłam przednie drzwi i gestem ręki pokazałam, że to ja siedzę z Munirem z przodu. 
-No rach ciach.-Powiedziałam gdy chłopak mozolnie zmieniał miejsce. Po drodze Brazylijczyk z kimś pisał, a ja z Munirem rozmawialiśmy o tym, że przydałby się jakiś wyjazd. Nagle przypomniał mi się prezent od Neymara. Momentalnie uśmiech zszedł mi z twarzy, ale nie mogłam tego po sobie pokazać. Za chwilę uśmiech wrócił. Nie chciałam się tym przejmować. Nie teraz. 
W tym momencie, są sprawy ważniejsze. 

W szpitalu byliśmy około dwóch godzin. Wyjmowali Neymarowi szkło z rąk, a ja w tym czasie myślałam co mogło się stać w przeszłości, że teraz tak reaguje. Okazało się, że piłkarz musi zostać na noc na obserwacji. Munir podwiózł mnie do domu Brazylijczyka. Podziękowałam mu i pojechał do siebie. Nie mógł zostać ponieważ juto czeka go wywiad dla jakiś gazety i musi się wyspać. 
Postanowiłam posprzątać cały ten syf który zrobił Neymar. Zajęło mi to kilka godzin. O 6 rano dostałam wiadomość od Toma.
*Dawno cie nie było..*
Postanowiłam mu odpisać.
*Postaram się to nadrobić.*
*No ja myślę.*
*Wieczorem przyjdę do studia*
Zablokowałam telefon. Poszłam się umyć, założyłam wczorajsze ubranie. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Na miejscu byłam o godzinie 9:09. Po wejściu do sali przytuliłam się do chłopaka i spojrzałam na jego zabandażowaną rękę i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to moja wina. Już w restauracji mówił, żebym odpuściła, a ja, jak głupia drążyłam temat.
-Wracamy do domu?-Uśmiechnęłam się do piłkarza.
-To dobry pomysł.-Przytaknął i poszliśmy do recepcji po wypis. Chłopak objął mnie ramieniem i spacerkiem wróciliśmy do domu. Niestety nie mogłam dzisiaj z nim zostać. Musiałam wracać do domu. Wcześniej poszłam zrobić zakupy. Weszłam do pobliskiego marketu. Kupiłam strasznie dużo rzeczy, bo jestem święcie przekonana, że nasza lodówka świeci pustkami, a w salonie walają się pudełka od pizz. 
W domu ugotowałam obiad. Zrobiłam porządek i postanowiłam, że jednak zapisze się na prawo jazdy. Może Neymarowi się to nie podoba, ale ja od zawsze marzyłam, aby jeździć na motorze. Jak już będę jeździła, to pewnie nic mi nie powie i sobie odpuści.

Wieczorem tak jak mówiłam poszłam do studia. Spędziłam tam dobre dwie godziny. W drodze powrotnej wpadłam na jakieś typa i się przewróciliśmy.
-Bardzo pana przepraszam.-Odezwałam się stłumionym głosem.
-Patrz jak chodzisz. Nie jesteś jedyna na tym świecie.-Moim oczom ukazał się jeden z piłkarzy Barcelony.
-A to ty.-Wymamrotałam, machnęłam ręką i odeszłam od obrońcy.
-To, że namieszałaś mojemu przyjacielowi w głowie nie oznacza, że też muszę cię lubić. A wcześniej czy później namówię go, żeby cie zostawił.-Krzyknął za mną. Pokazałam mu środkowy palec nawet się do niego nie odwracając.

09.02 PIĄTEK.
Obudził mnie czyjś głos.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry Neymar.-Powiedziałam i usiadłam skrzyżnie na łóżku. Chłopak położył mi na nim tace ze śniadaniem i usiadł obok.
-Przepraszam za tamtą sytuacje. Głupio mi teraz.
-Prawidłowo.-Wymamrotałam i kawałek się od niego odsunęłam. Nie byłam na niego zła. Każdy ma jakieś słabe strony i przykre wspomnienia. Teraz chciałam tylko, żeby się trochę natrudził.
-Nie bądź na mnie zła.-Objął mnie ramieniem.-Nie chciałem żeby tak wyszło.
-A jak chciałeś?
-Chciałem dobrze.
-Dobra zmieńmy temat. Nie będę sobie od rana psuła humoru.-Stwierdziłam i upiłam łyk różowej cieczy.-Pojadę z tobą na trening.-Oznajmiłam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy naszykowałam sobie ubranie i weszłam do łazienki. Po ponad pół godziny wyszłam z niej i byłam wyszykowana.
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedział Brazylijczyk odkładając mój telefon na nocną szafkę.
-Przecież wiem.-Odpowiedziałam, wzięłam paczkę fajek i wyszłam na balkon. Piłkarz poszedł od razu za mną. Oparłam się o barierkę, podpaliłam papierosa i zaciągnęłam.-Ostatni wstałeś. Musisz łóżko pościelić.-Rzekłam i gdy chłopak poszedł wykonać moje polecenie uśmiechnęłam się pod nosem. Widać, że mu zależy i robi wszystko, żebym nie była na niego zła. Po kilku minutach wróciłam do pokoju. Odebrałam swoją własność czytaj telefon i podeszłam do drzwi.-Jedziemy?
-Trening jest dopiero za godzinę.
-Akurat zdążymy do manikiurzystki.-Rzuciłam i zeszłam na dół. Sięgnęłam z lodówki małą wodę nie gazowaną, dałam Neymarowi klucze od domu i poszłam w kierunku jego samochodu.

Wieczorem poszłam z Neymarem i jego kolegami na maraton filmowy do kina. Chłopcy nieźle się bawili, a ja? Siedziałam tam i udawałam, że bardzo podoba mi się spędzanie czasu z bandą głupków z czego mój chłopak od wejścia tutaj się do mnie nie odezwał. O godzinie drugiej w nocy moje męczarnie się skończyły. Dlaczego tak to nazywam? Jota zabrał mi telefon, bo przeszkadzało mu to, że co chwila sprawdzam godzinę i przekazał go piłkarzowi. Później zaczęłam rzucać popcorem w ludzi siedzących przede mną, jednak później zrobiło mi się szkoda jedzenia. Później chciałam iść do toalety, ale mnie nie puszczono. Neymar myślał, że ucieknę, a jakiś blondas stwierdził, że idę znaleźć sobie lepszego faceta, ale proszę was, od Neymara nie ma lepszych. No może są, ale nie dla mnie. O godzinie 3 zostałam podwieziona pod dom. Brazylijczyk upierał się, abym u niego spała, ale okłamałam go tym, że tata narzeka na to, że mało jestem w domu. Teraz tak serio. To, to prawda. Nie pamiętam nawet o czym ostatnio rozmawiałam z tatą.

14.02 ŚRODA.
Jest godzina 8:30. Właśnie idę do studia. Dzisiaj po południu mamy występ. Jest to jakiś konkurs obejmujący całą Europe. Nieźle nie? Bardzo się stresuje, ale wiem, że wypadniemy dobrze. Co do moich ostatnich przemyśleń to troszkę się pozmieniało. W domu spędzam więcej czasu, co drugi dzień wychodzę z tatą na miasto, ale oczywiście nie zaniedbuje Neymara. Jeżeli chodzi o prawo jazdy-zapisałam się na nie parę dni temu, uczę się i ani słowa nie mówię o tym Neymarowi. Jak je zdam, kupie motor to będzie po fakcie. Nie będzie taki zły i wszystko będzie dobrze.
Po drodze do studia spotkałam Violettę. Mało co się znamy, ale wydaje się być bardzo sympatyczna i świetnie tańczy. Właśnie weszłyśmy do dużego budynku, w którym na wejściu powitał nas Tomas i Tom. Słyszałam, że jeden jest motywacją dla drugiego w tańcu i imponuje mi to.
Wychodząc ze studia moim oczom ukazało się sportowe, czarne BMW, a oparty o nie był, nie kto inny jak Neymar.(obrazek tylko dla mniej więcej wyobrażenia, bo opis troszeczkę inny) Podeszłam do niego powoli. Po drodze kilka jego fanek odepchnęło mnie na bok, ale to nie ważne. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Wyglądał idealnie. Biała koszulka idealnie opinająca się na jego mięśniach. Włosy perfekcyjnie ułożone i ten uśmiech. Uśmiech, który powalił mnie na kolana przy pierwszym spotkaniu. W ręku trzymał bukiet róż. Moich ulubionych kwiatów. Poczekał spokojnie, aż do niego dojdę, wręczył mi je i złączył nasze usta w bardzo namiętny pocałunek. Oderwaliśmy się dopiero, gdy zabrakło nam tchu. Chciałam zapytać się z jakiej to okazji, ale napastnik położył mi palet na ustach i jakby czytając mi w myślał odpowiedział na pytanie.
-Dzisiaj są walentynki. Wiem, że miłość powinno się okazywać każdego dnia i będę to robił, ale dzisiaj muszę ci się oddać ponieważ jesteś moją miłością. Jesteś bardzo ważna i nie wyobrażam sobie cie stracić.-Ręce położył na mojej tali i delikatnie mnie do siebie przysunął. Pocałował mnie w policzek-Ola kocham cie-Wyszeptał mi do ucha. Po całym ciele przeszły mnie dreszcze jednak czułam się dobrze. Czułam się jak w niebie.
-Będziemy jutro na pierwszych stronach gazet.-Przerwałam ten romantyczny moment i odsunęłam sie od piłkarza. Tak wiem, muszę być totalnie głupia, żeby psuć takie scenki, ale miejmy nadzieję, że dokończymy je w domu. Jak będziemy sami. Nie koniecznie w ubraniach.

Cały dzień spędziłam z Neymarem. Zabrał mnie na spacer, do restauracji, byliśmy na jakiś występach z okazji dnia zakochanych i najpiękniejszą rzeczą i najbardziej szaloną, którą zrobił dzisiaj mój chłopak było wejście na drzewo, tak żeby był bardzo widoczny i wykrzyczał, że jest we mnie szaleńczo zakochany. Gdy podwiózł mnie do domu, powiedział, że o godzinie 22 mam być gotowa i odjechał. Cokolwiek to znaczyło miałam mało czasu. Po zamknięciu wejściowych drzwi zegarek wybił godzinę 19. Miałam mało czasu. Szybko pobiegłam na górę. Wzięłam kąpiel, podkręciłam włosy, umalowałam się i założyłam sukienkę.
-Mam nadzieję, że mu się spodobam.-Powiedziałam sama do siebie i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Zeszłam na dół do kuchni w której siedział tata z jakimś kolesiem. Przywitałam się z mężczyzną, który na oko miał z 30 lat i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej sok pomarańczowy, nalałam do szklanki, upiłam łyk, a w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Tata poszedł otworzyć drzwi. Przywitał się z Neymarem i to, na co było go stać to.
-Jest w kuchni, ale jeżeli nie wróci do domu w dobrym humorze nie chciałbym być w twojej skórze, na przyszłym treningu.
-Każdego dnia będzie wracała tutaj coraz szczęśliwa. Nigdy nie pozwoliłbym, aby miała zły humor.-Zaśmiał się, a ja stanęłam w przedpokoju.
-Tato możesz już iść.-Tym razem ja się zaśmiałam i gestem ręki zaprosiłam go do kuchni. Gdy zostałam sama z Neymarem podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy. Kocham jego oczy jak niczyje inne. No dobra, kocham też oczy mojego psiapsi, ale to co innego. Bartra to brat, a nie chłopak.
-Czego tam szukasz?-Zaśmiał się Brazylijczyk i je zamknął oczy.-To co kochasz już znalazłaś. 
-Tak wiem. Stoi przede mną i zadaje głupie pytania, nawet nie komplementując tego jak wyglądam.
-Wyglądasz wspaniale, ale sama doskonale wiesz, jak ciebie widzę, a teraz zapraszam panią do mojego samochodu plus właśnie zapraszam cie na randkę.
-Randkę?-Powtórzyłam ze śmiechem.
-Pamiętasz jeszcze co to?-Także się zaśmiał.
-Co nie co pamiętam, ale z miłą chęcią sobie przypomnę. Stwierdziłam i wsiadłam do samochodu. Ney odpalił silnik i wyjechał z posesji należącej do trenera FC Barcelony. Jechaliśmy w ciszy. Znaczy było włączone radio, ale każde z nas myślało o swoich sprawach. Przejechaliśmy jeden klub, drugi i kilka następnych. Skręciliśmy w drugim kierunku niż dom piłkarza i jedziemy dalej.-E gdzie my właściwie jedziemy?-Zapytałam ściszając każde słowo po kolei.
-To niespodzianka.

****************************
Witam was z powrotem. Nie nie zawiesiłam bloga po prostu brakowało mi natchnienia do pisania. Jednak w końcu się zmobilizowałam. Przepraszam za wszystkie błędy które są w rozdziale, ale jest godzina 23 i już nie mam siły przeczytać wszystkiego od początku i skorygować. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się znacznie szybciej niż ten i zachęcam was do komentowania. Nie zapomnijcie się podpisywać pod komentarzami, jeżeli jesteście anonimami. Do zobaczenia w kolejnym wpisie :))
15 KOMENTARZY = 16 ROZDZIAŁ powodzenia ♥

sobota, 27 lutego 2016

14."Zabronisz mi?"

08.02 CZWARTEK.
Obudziłam się w objęciach Brazylijczyka, który jeszcze spał. Zegarek wskazywał godzinę 5:00.
-No pięknie, Już nie usnę.-Pomyślałam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy na której było ogromne lustro.-Wyglądam fatalnie.-Wymamrotałam pod nosem i poszłam do łazienki. Doprowadziłam się do stanu używalności I zeszłam na dół. Przygotowałam Neymarowi śniadanie i zostawiłam karteczkę.
Dziękuję, że wczoraj przy mnie byłeś.
Wpadnij dzisiaj do nas.
                                       Ola.
Zamówiłam taksówkę a w domu byłam przed godziną 9:00. Od razu poszłam do swojego pokoju, aby przebrać się w czyste ubranie. Następnie poszłam do gabinetu taty. Przeglądał jakieś papiery.
-Dotarło zaproszenie?
-Dotarła gazeta.
-Co.-Nawet nie zapytałam. Moja twarz nie okazywała żadnych emocji więc moje "co" było jak najzwyklejsze zdanie.
-Gdzie wczoraj byłaś?
-Od kiedy twój gabinet stał się komisariatem.
-Od kiedy wyglądasz jak siedem nieszczęść? Bo wiesz od dzisiaj w prasie na pierwszej stronie gazet jest bardzo ciekawy temat.-Wręczył mi czarno-biały papier i upił łyk kawy.
-Neymar wykorzystuje córkę własnego trenera.-Przeczytałam na głos nagłówek gazety.-Serio i ty.-Powtórzyła.- Ty w to wierzysz?
-Psujesz wszystkim reputacje.-Odchrząknął i wstał zza biurka.-Dziecko nie wyobrażasz sobie co gazety mogą zrobić z ludzi.
Bałam się, że zaraz wybuchnę i wczorajsze zajście wyjdzie na jaw. Dlaczego tata przejmuje się tym, co napisali o Neymarze a nie swoją córką. Nie zapytał się dlaczego tak wyglądałam, dlaczego byłam w nocy pod domem piłkarza. Tak, zdjęcie było gdy stałam przed jego posesją uciszając pokera i idącego w naszą stronę napastnika. Nie chciałam mu powiedzieć, że wczoraj jakiś koleś prawie mnie zgwałcił więc wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do pokoju, zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko. Bolało mnie to jak cholera, ale nie mogę tego pokazać. Wyjęłam fajki i wyszłam na balkon. Siedziałam tam z 20 minut aż ktoś położył dłoń na moim ramieniu. Zlękłam się.
-Jezu człowieku z mafii jesteś czy jak?
-Jeszcze o tym nie myślałem, aby się do nich dostać.-Odpowiedział ze śmiechem. No przynajmniej jedno z nas ma dzisiaj dobry humor, albo nie czytał dzisiaj gazety.
-Coś nie tak?-Zapytał spokojnym głosem i usiadł obok na chłodnych kafelkach.
-Wszystko w porządku. Dlaczego pytasz?
-Nigdy nie widziałem żebyś paliła i miała taką smutną minę.
-A wczoraj?
-Wczoraj to coś innego.
-Niech ci będzie. -Zamilkłam.-Neymar?
-Tak?-Powiedział tak, jakby bał się tego, co zaraz usłyszy.
-Nie czytałeś gazety?
-Czytałem.
-I?
-I nie było nic ciekawego? Nie sory. Nie wiem w co się bawimy. Mów śmiało co jest nie tak. Wiesz dobrze, że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Nie wiedziałam, że mnie wykorzystujesz.
-A czytałaś dalej.-Zaśmiał się.- Robię to, bo nie chciałaś pogadać z tatą o-Przerwałam mu.
-Nie jesteś zły?
-Co ty.-Machnął ręką.-To tylko plotki. Oboje znamy prawdę, więc po co nam zdania całej reszty.
-Ale jak to powiedział mój tatuś "co z twoją reputacją"?
-Są wzloty i upadki. Z resztą. Ja jestem piłkarzem. Ważne jest dla mnie to, aby pisali, że z dnia na dzień jestem coraz lepszy. Racja. Piłkarz też jest człowiekiem, ale ja w prasie skupiam się na karierze. Życie prywatne? Tylko najbliżsi wiedzą jaki jestem, gazety nie muszą.
-Podziwiam cie.-Wyszeptałam mu prostu w usta i je złączyłam. Po rozmowie poczułam się lepiej. 

Wieczorek pojechałam z Neyem do restauracji. Jakoś specjalnie nie miałam ochoty wychodzić z domu, ale Brazylijczyk się uparł. Aktualnie siedzimy, patrzymy sobie prosto w oczy i czekamy na zamówione potrawy.
-To dla państwa. Życzę smacznego.-Powiedziała kelnerka, uśmiechnęła się przyjaźnie i puściła oczko do MOJEGO chłopaka. Tak jestem bardzo zazdrosna. Czasami mnie to denerwuje. Niektórzy mają w poważaniu to, jak ktoś podrywa ich partnerów, bo wiedzą, że tylko ich kochają, ale ludzie to jest Neymar. Najwspanialszy, najtroskliwszy, najprzystojniejszy i ogólnie najlepszy człowiek na świecie.
-Przepraszam, ale mam dziewczynę.-Przywołał pracownice do porządku i znacząco spojrzał się w moją stronę. Oczywiście w kilka sekund stałam się bardziej czerwona niż burak i czułam jak moje policzki zaczęły płonąć. Podczas kolacji sporo rozmawialiśmy. Wyżaliłam się, tym po rano mówił tata i jak jego obojętność w stosunku do mnie bardzo odczułam. Poinformowałam piłkarza, że za dwa tygodnie jest ślub mojej kuzynki więc jego towarzystwo byłyby dla mnie miłe. Zmieniający się co chwila temat ustał, gdy powiedziałam o swoim zamiarze. 
-Postanowiłam zdać prawojazdy. Zapiszę się jutro z rana i mam nadzieję, że pomożesz mi wybrać motor.
-Oszalałaś.-Uniósł się, ale jego twarz skamieniała. Oprócz tonu jakim do mnie mówił, nie potrafiłam wyczuć jego złości.
-Nie. Jeszcze jest ze mną w porządku. Mów lepiej co tobie odbija. 
-Dziewczyno ja ci się nie będę tłumaczył.
Spojrzałam na niego i wiedziałam, że skończy się to fatalnie.
-Masz nie jeździć na motorze i tyle.
-Zabronisz mi?-Zdziwiłam się.
-Tak. Zabronię.-Zaśmiał mi się prosto w twarz, a ja przerzuciłam oczami.
-Wariat.-Pomyślałam, ale już więcej się nie odzywałam. Nie chce się z nim kłócić.
-Wracamy do domu?-Zapytał. Przytaknęłam i wstałam od stołu. Napastnik zapłacił i poszliśmy na parking. Wsiedliśmy do sportowego czerwonego samochodu i ruszyliśmy w kierunku domu piłkarza. Całą drogę milczeliśmy. Chłopak skupił się na drodze, a ja w myślach przeklinałam dzisiejszy dzień. Najpierw tata, teraz Neymar no to jak ludzie. Kto będzie następny?
W domu piłkarza atmosfera trochę się rozluźniła. Obejrzeliśmy romantyczny film. Poprzytulaliśmy się trochę i wydawało się, że mogłabym zacząć rozmowę jeszcze raz. W końcu jesteśmy po kilku lampkach wina i może będzie mi łatwiej wydusić z niego prawdę.
-Neymar.
-Tak kochanie?
-Nie chciałbyś nauczyć mnie jazdy na motorze?-Zapytałam jakby szeptem.
-Chciałbym, ale nie.
-Dlaczego? Przecież na pewno to potrafisz.
-Nie mówmy o tym.
-Ale dlaczego? Jestem twoją dziewczyną. Mieliśmy mówić sobie wszytko. Pamiętasz?
-Powiedziałem nie!-Krzyknął i wstał z kanapy ręką zrzucając szklany kieliszek z czerwoną cieczą.
-Ej spokojnie.-Powiedziałam spokojnie, ale równie dobrze mogło rozpętać się piekło.
-Dlaczego słowo "motor" tak źle na niego wpływa?-Zapytałam w myślach, a przed twarzą przeleciało mi kolejne przezroczyste naczynie. Szkło przy upadku rozsypało się po całym salonie. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Nie wiedziałam także, co stało się z człowiekiem który jest odzwierciedleniem oazy spokoju i bezpieczeństwa. Po chwili słychać było kolejne tłuczone szkło.
-Chyba alkohol temu kolesiowi nie służy.-Wymamrotałam i pobiegłam do kuchni w której...

*******************************
Dzień dobry wszystkim :)
Jak się podoba rozdział? Może być? Napisałam go całkowicie na spontanie. Żadnej kwestii nie przemyślałam, ale mam nadzieję, że rozdział Was zaciekawił.
Jutro ostatni dzień wolności, więc następny rozdział może być dopiero w przyszły weekend o ile dacie radę z komentarzami. 
Jak myślicie, dlaczego ta cała jazda na motorze, źle na niego działo? I co stało się w kuchni?
13 KOMENTARZY = 15 ROZDZIAŁ :)
POWODZENIA

wtorek, 23 lutego 2016

13."Tak się bawimy panie da Silva?"

Przed snem wzięłam do ręki kopertę z listem, którą podarował mi Ney. Przeczytałam wszystko dokładnie, jednak było w tym male ale... Musiałabym opuścić Barcelonę. Studio jest w Berlinie. Niby nie jest to na drugim końcu świata, ale przyleciałam tutaj aby się ustatkować.
Nie wyobrażam sobie zostawić taty czy Neymara.

07.02 ŚRODA
Obudziłam się całkiem późno bo zegarek, który stał na szafce nocnej pokazywał godzinę 11:08. Postanowiła dzisiejszy dzień spędzić w łóżku. Myślę, że nic nie stracę ponieważ na dworze jest niezbyt ładna pogoda. Odwróciłam się na drugi bok i poszłam spać dalej.
Tak jak mówiłam cały dzień przespałam. Wieczorem obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis "Marta" i zdjęcie ślicznej rudej dziewczyny z piegami o zielonych oczach. Odebrałam ponieważ jest to moja najukochańsza kuzynka.
-Słucham.
-Cześć Ola. Jak tam w Barcelonie?
-Jest cudownie. A coś się stało, że dzwonisz?
-Nic się nie stało, jednak chciałabym się zapytać czy przylecisz na mój ślub.
-Głupie pytanie. Oczywiście, że przylecę.
-To wspaniale. Zaproszenie powinno dojść niedługo, a i mam nadzieję, że nam coś zaśpiewasz.-Zachichotała a w tle usłyszałam głos ukochanego Marty, Andre.-Przepraszam, ale muszę już kończyć. Papa. Buziaki i nie zapomnij pozdrowić taty.
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć ponieważ się rozłączyła. Włożyłam telefon pod poduszkę i poszłam spać dalej. To zaskakujące, że cały czas śpię nie uważacie?

Czyjaś dłoń smyrała mnie po plecach. Przestraszyłam się i odsunęłam na brzeg łóżka. W odpowiedzi dostałam tylko kupe śmiechu,
-Jak tutaj wszedłeś?
-Tak. Ja też się za tobą stęskniłem. Jak minął mi dzień? No wiesz nawet pracowicie. Twój tatuś dał mi niezły wycisk, bo jakiś pacan czytaj Pique powiedział mu, że jesteśmy razem. Miło, że pytasz kochanie.
-Luzik.-Uśmiechnęłam się i przysunęłam do chłopaka.-Zdałeś relacje to teraz możesz wrócić do domu.-Zaśmiałam się i posłałam piłkarzowi promienny uśmiech.
-Cały dzień tak leżysz?-Zapytał i dostał sms'a. Nie zdążyłam mu odpowiedzieć.-Przepraszam kotek, ale muszę lecieć. Trzymaj się.-Powiedział i wyszedł. Nawet nie dał mi głupiego buziaka. Usłyszałam tylko trzask drzwi wejściowych i ciszę.
-Tak się bawimy panie da Silva?-Wymamrotałam i wstałam z łózka. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy i zrobiłam całkiem mocny makijaż. Następnie z szafy wyciągnęłam ubranie, założyłam je i byłam gotowa. Zegarek wskazywał godzinę 20:55. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do klubu. Bawiłam się wyśmienicie dopóki jakiś koleś nie zaczął mnie obmacywać. Odepchnęłam go jednak on miał więcej siły. Wziął mnie za rękę i wyprowadził na tyły klubu.
-Odczep się ode mnie!-Krzyczałam jak najgłośniej potrafiłam.-Pomocy-To już nawet nie był krzyk to było darcie się. Serce zaczęło mi mocnej bić,a oddech stał się nie regularny. W głowie błagałam o jakiś cud. O to, żeby ktoś tutaj przyszedł i mnie uratował, ale kogo ja oszukuje. Jest noc. W klubie jest głośniej niż gdziekolwiek indziej.
Mijały sekundy, minuty zaczęłam tracić nadzieję na jakąkolwiek pomoc. Chłopak coraz bardziej i chętniej się do mnie przystawiał. Jego ręce aktualnie znajdują się pod moją koszulką. Krzyczę, krzyczę tak głośno jak potrafię jednak nic z tego. Starałam się bronić. W końcu odepchnęłam go od siebie. Upadł. Chciałam uciec lecz nagle dostrzegłam strumień krwi. Przestraszyłam sie, że go zabiłam. Nie wiedziałam co robić. Podeszłam do mojego dręczyciela. Oddychał. Kamień spadł mi z serca jednak nic więcej nie zrobiłam aby go uratować. Uciekłam. Z klubu wybiegłam jak poparzona. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Do domu nie wrócę ponieważ tata nie może się o tym dowiedzieć. Do Neymara też nie pójdę, bo chciałam się odegrać i poczuć lepiej po tym jak mnie olał.
Zaczęłam płakać. Byłam bezradna. Szłam nocą ulicami Barcelony. Bałam się każdego mężczyzny który przechodził obok. W końcu nogi doprowadziły mnie pod jego dom. Stałam przed ładną posesją i wahałam się. Iść do niego? Wtulić się i zapomnieć czy udać twardą i zrobić wszystko, aby się o tym nie dowiedział? Moje myśli przerwało szczekanie psa.
-Poker cicho.-Uklękłam i próbowałam go uciszyć ale nic z tego.-Poker błagam nie szczekaj. Twój pan nie może wiedzieć, że tu jestem.
-Za późno.-Usłyszałam męski głos i podniosłam głowę do góry. Zamilkłam.
Chwile później byłam w domu Brazylijczyka. Siedziałam w kuchni i zastanawiałam się, czy mu o tym powiedzieć. Ostatecznie postanowiłam udawać, że nic się nie stało.
-Czemu nie mogłem wiedzieć, że tu jesteś?-Zapytał stawiając na stół dwie herbaty i usiadł na przeciwko.
-Chciałam zrobić ci niespodziankę.-Skłamałam i lekko się uśmiechnęłam. Wzrok wbiłam w kubki.
-Z rozmazanym makijażem i rozciągniętą koszulką?-Krzywo się na mnie spojrzał.
-Podobno wygląd nie ma znaczenia.-Wymamrotałam i upiłam łyk ciepłego napoju.
-Czemu nie rozmawiasz ze mną szczerze?
-Neymar. Potrzebuje czasu.
-Czegoś jeszcze?
-Tak. Chciałabym, żebyś mnie przytulił i obiecał, że nie pozwolisz, aby mi się coś stało.-Wyszeptałam ze łzami w oczach. Samotna łza spłynęła mi po policzku. Piłkarz wstał. Starł ją i schylił się, aby nasze wzorki się spotkały.
-Kochanie obiecuję ci, że zawsze będę przy tobie. Nie ważne, ile bólu sobie nawzajem sprawimy. Obiecuję, że będę cie bronił przed złem jakie na ciebie czyha. Nigdy cie nie opuszczę i zawsze będę cie kochać.
-Dziękuję.-Przytuliłam go i rozpłakałam się na dobre.
-Błagam cie, nie płacz. Nie moge patrzeć na twoje łzy.
-Przepraszam.-Uśmiechnęłam się i starłam słoną ciesz jeszcze bardziej niszcząc sobie makijaż.

*********************************
Witam was nowym rozdziałem. Długo nie mogłam sie zebrać aby go napisać, ale myślę, że efekt końcowy jest nawet fajny i ciekawy. 
Czekam na waszą opinię. Może macie jakieś pomysły co do wyglądu bądź do opowiadania. Może chwili byście aby była tutaj muzyka. Piszcie śmiało :)
Do następnego wpisu kochani :*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
15 KOMENTARZY = 14 ROZDZIAŁ 
POWODZENIA ♥