wtorek, 15 marca 2016

15."Randka."

Wbiegłam do kuchni w której było pełno krwi. Szkoło wbiło się piłkarzowi w rękę, ale on się tym nie przejmował, nadal rzucał wszystko z blatów i szafek. Zupełnie nie mogłam uwierzyć, że Brazylijczyk jest do tego zdolny. Nie miałam pojęcia jak go powstrzymać.
Neymar był strasznie wkurzony. Jego twarz była skamieniała jednak po policzku co chwila spływała samotna łza. Chodził po kuchni jak wariat i szukał czegoś, co mógłby potłuc. Niestety wszystkie możliwe szklanki i kubki leżały w częściach na podłodze. Teraz przyszedł czas na niszczenie wszystkiego co jest w jego otoczeniu. Przewracał stołki barowe które stały przy wyspie. Kopał w dolne szafki, a w górne walił pięściami. 
-No jeśli tak dalej pójdzie, to zamieszkasz w ogrodzie.-Powiedziałam to całkiem głośno. Nie bałam się go. Jednak powinnam. Chłopak spojrzał się na mnie jakbym była niechcianym obiektem w jego domu.
-Zostaw mnie samego.-Wrzeszczał.
-Nie.-Powiedziałam spokojnym tonem.
-Powiedziałem wyjdź stąd!-Zbliżył się do mnie i szarpnął za ramie.
-Oszalałeś? Czy z głupim się widziałeś?-Krzyknęłam i odsunęłam się od piłkarza. 
-No właśnie stoi przede mną.-Warknął i poszedł na górę. Wszedł do swojego pokoju. Nie mogłam dać za wygraną. Z resztą przez jakąś głupotę ma zniszczyć sobie dom? Weszłam po woli do pomieszczenia w którym obecnie znajdował się mój chłopak i stanęłam w drzwiach. W pokoju był zaledwie kilka minut, a wygląda on jak pobojowisko. Podeszłam do niego, odebrałam z jego rąk ramkę ze zdjęciem i mocno go przytuliłam. Czułam jak bardzo szybko bije mu serce. Czułam jego nieregularny oddech. Trząsł się. W końcu jego silne ręce znalazły się na mojej tali. 
-Już wszystko dobrze?-Wyszeptałam po kilku minutach.
-Przepraszam.-Wyszeptał mi we włosy i jeszcze mocnej mnie przytulił. To chyba oznaczało, że już jest okey. 
-Musimy jechać na pogotowie.-Wyszeptałam i odsunęłam się od chłopaka.
-Nic nie musimy.-Poprawił mnie.
-Musimy. Zobacz co zrobiłeś.-Wzięłam w dłoń jego dłoń i wzięłam ją na wysokość jego oczu.-Całą rękę masz we krwi i kawałkach szkła. Pojedź do szpitala. Proszę.-Ostatnie słowo powiedziałam jakby błagalnie.
-Nic mi nie będzie.
-W takim razie dzwonię, aby tutaj przyjechali i zobaczyli jak pan da Silva się urządził, a no i oczywiście zaproszę ich do kuchni później wymyślę po co.
-Dasz mi 10 minut?-Poprosił. Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam i wyszłam z pokoju. Zadzwoniłam do Munira i zapytałam się czy mógłby tutaj przyjechać. Oczywiście zgodził się i już po 5 minutach stał przed drzwi. Na szczęście mieszka dwie ulice od Neymara.
-A co on tu robi?-Powiedział z kaprysem mój chłopak.
-Zawiezie nasz do szpitala.-Uśmiechnęłam się triumfalnie do Brazylijczyka.
-Też mógłbym to zrobić.-Parsknął, poprawił full capa i wyszedł z domu.
-A temu co?-Odezwał się Hiszpan.
-Mieliśmy mały problem, ale już nad wszystkim panuję.-Uśmiechnęłam się do przyjaciela i poszliśmy do samochodu. Otworzyłam przednie drzwi i gestem ręki pokazałam, że to ja siedzę z Munirem z przodu. 
-No rach ciach.-Powiedziałam gdy chłopak mozolnie zmieniał miejsce. Po drodze Brazylijczyk z kimś pisał, a ja z Munirem rozmawialiśmy o tym, że przydałby się jakiś wyjazd. Nagle przypomniał mi się prezent od Neymara. Momentalnie uśmiech zszedł mi z twarzy, ale nie mogłam tego po sobie pokazać. Za chwilę uśmiech wrócił. Nie chciałam się tym przejmować. Nie teraz. 
W tym momencie, są sprawy ważniejsze. 

W szpitalu byliśmy około dwóch godzin. Wyjmowali Neymarowi szkło z rąk, a ja w tym czasie myślałam co mogło się stać w przeszłości, że teraz tak reaguje. Okazało się, że piłkarz musi zostać na noc na obserwacji. Munir podwiózł mnie do domu Brazylijczyka. Podziękowałam mu i pojechał do siebie. Nie mógł zostać ponieważ juto czeka go wywiad dla jakiś gazety i musi się wyspać. 
Postanowiłam posprzątać cały ten syf który zrobił Neymar. Zajęło mi to kilka godzin. O 6 rano dostałam wiadomość od Toma.
*Dawno cie nie było..*
Postanowiłam mu odpisać.
*Postaram się to nadrobić.*
*No ja myślę.*
*Wieczorem przyjdę do studia*
Zablokowałam telefon. Poszłam się umyć, założyłam wczorajsze ubranie. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Na miejscu byłam o godzinie 9:09. Po wejściu do sali przytuliłam się do chłopaka i spojrzałam na jego zabandażowaną rękę i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to moja wina. Już w restauracji mówił, żebym odpuściła, a ja, jak głupia drążyłam temat.
-Wracamy do domu?-Uśmiechnęłam się do piłkarza.
-To dobry pomysł.-Przytaknął i poszliśmy do recepcji po wypis. Chłopak objął mnie ramieniem i spacerkiem wróciliśmy do domu. Niestety nie mogłam dzisiaj z nim zostać. Musiałam wracać do domu. Wcześniej poszłam zrobić zakupy. Weszłam do pobliskiego marketu. Kupiłam strasznie dużo rzeczy, bo jestem święcie przekonana, że nasza lodówka świeci pustkami, a w salonie walają się pudełka od pizz. 
W domu ugotowałam obiad. Zrobiłam porządek i postanowiłam, że jednak zapisze się na prawo jazdy. Może Neymarowi się to nie podoba, ale ja od zawsze marzyłam, aby jeździć na motorze. Jak już będę jeździła, to pewnie nic mi nie powie i sobie odpuści.

Wieczorem tak jak mówiłam poszłam do studia. Spędziłam tam dobre dwie godziny. W drodze powrotnej wpadłam na jakieś typa i się przewróciliśmy.
-Bardzo pana przepraszam.-Odezwałam się stłumionym głosem.
-Patrz jak chodzisz. Nie jesteś jedyna na tym świecie.-Moim oczom ukazał się jeden z piłkarzy Barcelony.
-A to ty.-Wymamrotałam, machnęłam ręką i odeszłam od obrońcy.
-To, że namieszałaś mojemu przyjacielowi w głowie nie oznacza, że też muszę cię lubić. A wcześniej czy później namówię go, żeby cie zostawił.-Krzyknął za mną. Pokazałam mu środkowy palec nawet się do niego nie odwracając.

09.02 PIĄTEK.
Obudził mnie czyjś głos.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry Neymar.-Powiedziałam i usiadłam skrzyżnie na łóżku. Chłopak położył mi na nim tace ze śniadaniem i usiadł obok.
-Przepraszam za tamtą sytuacje. Głupio mi teraz.
-Prawidłowo.-Wymamrotałam i kawałek się od niego odsunęłam. Nie byłam na niego zła. Każdy ma jakieś słabe strony i przykre wspomnienia. Teraz chciałam tylko, żeby się trochę natrudził.
-Nie bądź na mnie zła.-Objął mnie ramieniem.-Nie chciałem żeby tak wyszło.
-A jak chciałeś?
-Chciałem dobrze.
-Dobra zmieńmy temat. Nie będę sobie od rana psuła humoru.-Stwierdziłam i upiłam łyk różowej cieczy.-Pojadę z tobą na trening.-Oznajmiłam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy naszykowałam sobie ubranie i weszłam do łazienki. Po ponad pół godziny wyszłam z niej i byłam wyszykowana.
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedział Brazylijczyk odkładając mój telefon na nocną szafkę.
-Przecież wiem.-Odpowiedziałam, wzięłam paczkę fajek i wyszłam na balkon. Piłkarz poszedł od razu za mną. Oparłam się o barierkę, podpaliłam papierosa i zaciągnęłam.-Ostatni wstałeś. Musisz łóżko pościelić.-Rzekłam i gdy chłopak poszedł wykonać moje polecenie uśmiechnęłam się pod nosem. Widać, że mu zależy i robi wszystko, żebym nie była na niego zła. Po kilku minutach wróciłam do pokoju. Odebrałam swoją własność czytaj telefon i podeszłam do drzwi.-Jedziemy?
-Trening jest dopiero za godzinę.
-Akurat zdążymy do manikiurzystki.-Rzuciłam i zeszłam na dół. Sięgnęłam z lodówki małą wodę nie gazowaną, dałam Neymarowi klucze od domu i poszłam w kierunku jego samochodu.

Wieczorem poszłam z Neymarem i jego kolegami na maraton filmowy do kina. Chłopcy nieźle się bawili, a ja? Siedziałam tam i udawałam, że bardzo podoba mi się spędzanie czasu z bandą głupków z czego mój chłopak od wejścia tutaj się do mnie nie odezwał. O godzinie drugiej w nocy moje męczarnie się skończyły. Dlaczego tak to nazywam? Jota zabrał mi telefon, bo przeszkadzało mu to, że co chwila sprawdzam godzinę i przekazał go piłkarzowi. Później zaczęłam rzucać popcorem w ludzi siedzących przede mną, jednak później zrobiło mi się szkoda jedzenia. Później chciałam iść do toalety, ale mnie nie puszczono. Neymar myślał, że ucieknę, a jakiś blondas stwierdził, że idę znaleźć sobie lepszego faceta, ale proszę was, od Neymara nie ma lepszych. No może są, ale nie dla mnie. O godzinie 3 zostałam podwieziona pod dom. Brazylijczyk upierał się, abym u niego spała, ale okłamałam go tym, że tata narzeka na to, że mało jestem w domu. Teraz tak serio. To, to prawda. Nie pamiętam nawet o czym ostatnio rozmawiałam z tatą.

14.02 ŚRODA.
Jest godzina 8:30. Właśnie idę do studia. Dzisiaj po południu mamy występ. Jest to jakiś konkurs obejmujący całą Europe. Nieźle nie? Bardzo się stresuje, ale wiem, że wypadniemy dobrze. Co do moich ostatnich przemyśleń to troszkę się pozmieniało. W domu spędzam więcej czasu, co drugi dzień wychodzę z tatą na miasto, ale oczywiście nie zaniedbuje Neymara. Jeżeli chodzi o prawo jazdy-zapisałam się na nie parę dni temu, uczę się i ani słowa nie mówię o tym Neymarowi. Jak je zdam, kupie motor to będzie po fakcie. Nie będzie taki zły i wszystko będzie dobrze.
Po drodze do studia spotkałam Violettę. Mało co się znamy, ale wydaje się być bardzo sympatyczna i świetnie tańczy. Właśnie weszłyśmy do dużego budynku, w którym na wejściu powitał nas Tomas i Tom. Słyszałam, że jeden jest motywacją dla drugiego w tańcu i imponuje mi to.
Wychodząc ze studia moim oczom ukazało się sportowe, czarne BMW, a oparty o nie był, nie kto inny jak Neymar.(obrazek tylko dla mniej więcej wyobrażenia, bo opis troszeczkę inny) Podeszłam do niego powoli. Po drodze kilka jego fanek odepchnęło mnie na bok, ale to nie ważne. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Wyglądał idealnie. Biała koszulka idealnie opinająca się na jego mięśniach. Włosy perfekcyjnie ułożone i ten uśmiech. Uśmiech, który powalił mnie na kolana przy pierwszym spotkaniu. W ręku trzymał bukiet róż. Moich ulubionych kwiatów. Poczekał spokojnie, aż do niego dojdę, wręczył mi je i złączył nasze usta w bardzo namiętny pocałunek. Oderwaliśmy się dopiero, gdy zabrakło nam tchu. Chciałam zapytać się z jakiej to okazji, ale napastnik położył mi palet na ustach i jakby czytając mi w myślał odpowiedział na pytanie.
-Dzisiaj są walentynki. Wiem, że miłość powinno się okazywać każdego dnia i będę to robił, ale dzisiaj muszę ci się oddać ponieważ jesteś moją miłością. Jesteś bardzo ważna i nie wyobrażam sobie cie stracić.-Ręce położył na mojej tali i delikatnie mnie do siebie przysunął. Pocałował mnie w policzek-Ola kocham cie-Wyszeptał mi do ucha. Po całym ciele przeszły mnie dreszcze jednak czułam się dobrze. Czułam się jak w niebie.
-Będziemy jutro na pierwszych stronach gazet.-Przerwałam ten romantyczny moment i odsunęłam sie od piłkarza. Tak wiem, muszę być totalnie głupia, żeby psuć takie scenki, ale miejmy nadzieję, że dokończymy je w domu. Jak będziemy sami. Nie koniecznie w ubraniach.

Cały dzień spędziłam z Neymarem. Zabrał mnie na spacer, do restauracji, byliśmy na jakiś występach z okazji dnia zakochanych i najpiękniejszą rzeczą i najbardziej szaloną, którą zrobił dzisiaj mój chłopak było wejście na drzewo, tak żeby był bardzo widoczny i wykrzyczał, że jest we mnie szaleńczo zakochany. Gdy podwiózł mnie do domu, powiedział, że o godzinie 22 mam być gotowa i odjechał. Cokolwiek to znaczyło miałam mało czasu. Po zamknięciu wejściowych drzwi zegarek wybił godzinę 19. Miałam mało czasu. Szybko pobiegłam na górę. Wzięłam kąpiel, podkręciłam włosy, umalowałam się i założyłam sukienkę.
-Mam nadzieję, że mu się spodobam.-Powiedziałam sama do siebie i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Zeszłam na dół do kuchni w której siedział tata z jakimś kolesiem. Przywitałam się z mężczyzną, który na oko miał z 30 lat i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej sok pomarańczowy, nalałam do szklanki, upiłam łyk, a w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Tata poszedł otworzyć drzwi. Przywitał się z Neymarem i to, na co było go stać to.
-Jest w kuchni, ale jeżeli nie wróci do domu w dobrym humorze nie chciałbym być w twojej skórze, na przyszłym treningu.
-Każdego dnia będzie wracała tutaj coraz szczęśliwa. Nigdy nie pozwoliłbym, aby miała zły humor.-Zaśmiał się, a ja stanęłam w przedpokoju.
-Tato możesz już iść.-Tym razem ja się zaśmiałam i gestem ręki zaprosiłam go do kuchni. Gdy zostałam sama z Neymarem podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy. Kocham jego oczy jak niczyje inne. No dobra, kocham też oczy mojego psiapsi, ale to co innego. Bartra to brat, a nie chłopak.
-Czego tam szukasz?-Zaśmiał się Brazylijczyk i je zamknął oczy.-To co kochasz już znalazłaś. 
-Tak wiem. Stoi przede mną i zadaje głupie pytania, nawet nie komplementując tego jak wyglądam.
-Wyglądasz wspaniale, ale sama doskonale wiesz, jak ciebie widzę, a teraz zapraszam panią do mojego samochodu plus właśnie zapraszam cie na randkę.
-Randkę?-Powtórzyłam ze śmiechem.
-Pamiętasz jeszcze co to?-Także się zaśmiał.
-Co nie co pamiętam, ale z miłą chęcią sobie przypomnę. Stwierdziłam i wsiadłam do samochodu. Ney odpalił silnik i wyjechał z posesji należącej do trenera FC Barcelony. Jechaliśmy w ciszy. Znaczy było włączone radio, ale każde z nas myślało o swoich sprawach. Przejechaliśmy jeden klub, drugi i kilka następnych. Skręciliśmy w drugim kierunku niż dom piłkarza i jedziemy dalej.-E gdzie my właściwie jedziemy?-Zapytałam ściszając każde słowo po kolei.
-To niespodzianka.

****************************
Witam was z powrotem. Nie nie zawiesiłam bloga po prostu brakowało mi natchnienia do pisania. Jednak w końcu się zmobilizowałam. Przepraszam za wszystkie błędy które są w rozdziale, ale jest godzina 23 i już nie mam siły przeczytać wszystkiego od początku i skorygować. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się znacznie szybciej niż ten i zachęcam was do komentowania. Nie zapomnijcie się podpisywać pod komentarzami, jeżeli jesteście anonimami. Do zobaczenia w kolejnym wpisie :))
15 KOMENTARZY = 16 ROZDZIAŁ powodzenia ♥

sobota, 27 lutego 2016

14."Zabronisz mi?"

08.02 CZWARTEK.
Obudziłam się w objęciach Brazylijczyka, który jeszcze spał. Zegarek wskazywał godzinę 5:00.
-No pięknie, Już nie usnę.-Pomyślałam i wstałam z łózka. Podeszłam do szafy na której było ogromne lustro.-Wyglądam fatalnie.-Wymamrotałam pod nosem i poszłam do łazienki. Doprowadziłam się do stanu używalności I zeszłam na dół. Przygotowałam Neymarowi śniadanie i zostawiłam karteczkę.
Dziękuję, że wczoraj przy mnie byłeś.
Wpadnij dzisiaj do nas.
                                       Ola.
Zamówiłam taksówkę a w domu byłam przed godziną 9:00. Od razu poszłam do swojego pokoju, aby przebrać się w czyste ubranie. Następnie poszłam do gabinetu taty. Przeglądał jakieś papiery.
-Dotarło zaproszenie?
-Dotarła gazeta.
-Co.-Nawet nie zapytałam. Moja twarz nie okazywała żadnych emocji więc moje "co" było jak najzwyklejsze zdanie.
-Gdzie wczoraj byłaś?
-Od kiedy twój gabinet stał się komisariatem.
-Od kiedy wyglądasz jak siedem nieszczęść? Bo wiesz od dzisiaj w prasie na pierwszej stronie gazet jest bardzo ciekawy temat.-Wręczył mi czarno-biały papier i upił łyk kawy.
-Neymar wykorzystuje córkę własnego trenera.-Przeczytałam na głos nagłówek gazety.-Serio i ty.-Powtórzyła.- Ty w to wierzysz?
-Psujesz wszystkim reputacje.-Odchrząknął i wstał zza biurka.-Dziecko nie wyobrażasz sobie co gazety mogą zrobić z ludzi.
Bałam się, że zaraz wybuchnę i wczorajsze zajście wyjdzie na jaw. Dlaczego tata przejmuje się tym, co napisali o Neymarze a nie swoją córką. Nie zapytał się dlaczego tak wyglądałam, dlaczego byłam w nocy pod domem piłkarza. Tak, zdjęcie było gdy stałam przed jego posesją uciszając pokera i idącego w naszą stronę napastnika. Nie chciałam mu powiedzieć, że wczoraj jakiś koleś prawie mnie zgwałcił więc wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do pokoju, zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko. Bolało mnie to jak cholera, ale nie mogę tego pokazać. Wyjęłam fajki i wyszłam na balkon. Siedziałam tam z 20 minut aż ktoś położył dłoń na moim ramieniu. Zlękłam się.
-Jezu człowieku z mafii jesteś czy jak?
-Jeszcze o tym nie myślałem, aby się do nich dostać.-Odpowiedział ze śmiechem. No przynajmniej jedno z nas ma dzisiaj dobry humor, albo nie czytał dzisiaj gazety.
-Coś nie tak?-Zapytał spokojnym głosem i usiadł obok na chłodnych kafelkach.
-Wszystko w porządku. Dlaczego pytasz?
-Nigdy nie widziałem żebyś paliła i miała taką smutną minę.
-A wczoraj?
-Wczoraj to coś innego.
-Niech ci będzie. -Zamilkłam.-Neymar?
-Tak?-Powiedział tak, jakby bał się tego, co zaraz usłyszy.
-Nie czytałeś gazety?
-Czytałem.
-I?
-I nie było nic ciekawego? Nie sory. Nie wiem w co się bawimy. Mów śmiało co jest nie tak. Wiesz dobrze, że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Nie wiedziałam, że mnie wykorzystujesz.
-A czytałaś dalej.-Zaśmiał się.- Robię to, bo nie chciałaś pogadać z tatą o-Przerwałam mu.
-Nie jesteś zły?
-Co ty.-Machnął ręką.-To tylko plotki. Oboje znamy prawdę, więc po co nam zdania całej reszty.
-Ale jak to powiedział mój tatuś "co z twoją reputacją"?
-Są wzloty i upadki. Z resztą. Ja jestem piłkarzem. Ważne jest dla mnie to, aby pisali, że z dnia na dzień jestem coraz lepszy. Racja. Piłkarz też jest człowiekiem, ale ja w prasie skupiam się na karierze. Życie prywatne? Tylko najbliżsi wiedzą jaki jestem, gazety nie muszą.
-Podziwiam cie.-Wyszeptałam mu prostu w usta i je złączyłam. Po rozmowie poczułam się lepiej. 

Wieczorek pojechałam z Neyem do restauracji. Jakoś specjalnie nie miałam ochoty wychodzić z domu, ale Brazylijczyk się uparł. Aktualnie siedzimy, patrzymy sobie prosto w oczy i czekamy na zamówione potrawy.
-To dla państwa. Życzę smacznego.-Powiedziała kelnerka, uśmiechnęła się przyjaźnie i puściła oczko do MOJEGO chłopaka. Tak jestem bardzo zazdrosna. Czasami mnie to denerwuje. Niektórzy mają w poważaniu to, jak ktoś podrywa ich partnerów, bo wiedzą, że tylko ich kochają, ale ludzie to jest Neymar. Najwspanialszy, najtroskliwszy, najprzystojniejszy i ogólnie najlepszy człowiek na świecie.
-Przepraszam, ale mam dziewczynę.-Przywołał pracownice do porządku i znacząco spojrzał się w moją stronę. Oczywiście w kilka sekund stałam się bardziej czerwona niż burak i czułam jak moje policzki zaczęły płonąć. Podczas kolacji sporo rozmawialiśmy. Wyżaliłam się, tym po rano mówił tata i jak jego obojętność w stosunku do mnie bardzo odczułam. Poinformowałam piłkarza, że za dwa tygodnie jest ślub mojej kuzynki więc jego towarzystwo byłyby dla mnie miłe. Zmieniający się co chwila temat ustał, gdy powiedziałam o swoim zamiarze. 
-Postanowiłam zdać prawojazdy. Zapiszę się jutro z rana i mam nadzieję, że pomożesz mi wybrać motor.
-Oszalałaś.-Uniósł się, ale jego twarz skamieniała. Oprócz tonu jakim do mnie mówił, nie potrafiłam wyczuć jego złości.
-Nie. Jeszcze jest ze mną w porządku. Mów lepiej co tobie odbija. 
-Dziewczyno ja ci się nie będę tłumaczył.
Spojrzałam na niego i wiedziałam, że skończy się to fatalnie.
-Masz nie jeździć na motorze i tyle.
-Zabronisz mi?-Zdziwiłam się.
-Tak. Zabronię.-Zaśmiał mi się prosto w twarz, a ja przerzuciłam oczami.
-Wariat.-Pomyślałam, ale już więcej się nie odzywałam. Nie chce się z nim kłócić.
-Wracamy do domu?-Zapytał. Przytaknęłam i wstałam od stołu. Napastnik zapłacił i poszliśmy na parking. Wsiedliśmy do sportowego czerwonego samochodu i ruszyliśmy w kierunku domu piłkarza. Całą drogę milczeliśmy. Chłopak skupił się na drodze, a ja w myślach przeklinałam dzisiejszy dzień. Najpierw tata, teraz Neymar no to jak ludzie. Kto będzie następny?
W domu piłkarza atmosfera trochę się rozluźniła. Obejrzeliśmy romantyczny film. Poprzytulaliśmy się trochę i wydawało się, że mogłabym zacząć rozmowę jeszcze raz. W końcu jesteśmy po kilku lampkach wina i może będzie mi łatwiej wydusić z niego prawdę.
-Neymar.
-Tak kochanie?
-Nie chciałbyś nauczyć mnie jazdy na motorze?-Zapytałam jakby szeptem.
-Chciałbym, ale nie.
-Dlaczego? Przecież na pewno to potrafisz.
-Nie mówmy o tym.
-Ale dlaczego? Jestem twoją dziewczyną. Mieliśmy mówić sobie wszytko. Pamiętasz?
-Powiedziałem nie!-Krzyknął i wstał z kanapy ręką zrzucając szklany kieliszek z czerwoną cieczą.
-Ej spokojnie.-Powiedziałam spokojnie, ale równie dobrze mogło rozpętać się piekło.
-Dlaczego słowo "motor" tak źle na niego wpływa?-Zapytałam w myślach, a przed twarzą przeleciało mi kolejne przezroczyste naczynie. Szkło przy upadku rozsypało się po całym salonie. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Nie wiedziałam także, co stało się z człowiekiem który jest odzwierciedleniem oazy spokoju i bezpieczeństwa. Po chwili słychać było kolejne tłuczone szkło.
-Chyba alkohol temu kolesiowi nie służy.-Wymamrotałam i pobiegłam do kuchni w której...

*******************************
Dzień dobry wszystkim :)
Jak się podoba rozdział? Może być? Napisałam go całkowicie na spontanie. Żadnej kwestii nie przemyślałam, ale mam nadzieję, że rozdział Was zaciekawił.
Jutro ostatni dzień wolności, więc następny rozdział może być dopiero w przyszły weekend o ile dacie radę z komentarzami. 
Jak myślicie, dlaczego ta cała jazda na motorze, źle na niego działo? I co stało się w kuchni?
13 KOMENTARZY = 15 ROZDZIAŁ :)
POWODZENIA

wtorek, 23 lutego 2016

13."Tak się bawimy panie da Silva?"

Przed snem wzięłam do ręki kopertę z listem, którą podarował mi Ney. Przeczytałam wszystko dokładnie, jednak było w tym male ale... Musiałabym opuścić Barcelonę. Studio jest w Berlinie. Niby nie jest to na drugim końcu świata, ale przyleciałam tutaj aby się ustatkować.
Nie wyobrażam sobie zostawić taty czy Neymara.

07.02 ŚRODA
Obudziłam się całkiem późno bo zegarek, który stał na szafce nocnej pokazywał godzinę 11:08. Postanowiła dzisiejszy dzień spędzić w łóżku. Myślę, że nic nie stracę ponieważ na dworze jest niezbyt ładna pogoda. Odwróciłam się na drugi bok i poszłam spać dalej.
Tak jak mówiłam cały dzień przespałam. Wieczorem obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis "Marta" i zdjęcie ślicznej rudej dziewczyny z piegami o zielonych oczach. Odebrałam ponieważ jest to moja najukochańsza kuzynka.
-Słucham.
-Cześć Ola. Jak tam w Barcelonie?
-Jest cudownie. A coś się stało, że dzwonisz?
-Nic się nie stało, jednak chciałabym się zapytać czy przylecisz na mój ślub.
-Głupie pytanie. Oczywiście, że przylecę.
-To wspaniale. Zaproszenie powinno dojść niedługo, a i mam nadzieję, że nam coś zaśpiewasz.-Zachichotała a w tle usłyszałam głos ukochanego Marty, Andre.-Przepraszam, ale muszę już kończyć. Papa. Buziaki i nie zapomnij pozdrowić taty.
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć ponieważ się rozłączyła. Włożyłam telefon pod poduszkę i poszłam spać dalej. To zaskakujące, że cały czas śpię nie uważacie?

Czyjaś dłoń smyrała mnie po plecach. Przestraszyłam się i odsunęłam na brzeg łóżka. W odpowiedzi dostałam tylko kupe śmiechu,
-Jak tutaj wszedłeś?
-Tak. Ja też się za tobą stęskniłem. Jak minął mi dzień? No wiesz nawet pracowicie. Twój tatuś dał mi niezły wycisk, bo jakiś pacan czytaj Pique powiedział mu, że jesteśmy razem. Miło, że pytasz kochanie.
-Luzik.-Uśmiechnęłam się i przysunęłam do chłopaka.-Zdałeś relacje to teraz możesz wrócić do domu.-Zaśmiałam się i posłałam piłkarzowi promienny uśmiech.
-Cały dzień tak leżysz?-Zapytał i dostał sms'a. Nie zdążyłam mu odpowiedzieć.-Przepraszam kotek, ale muszę lecieć. Trzymaj się.-Powiedział i wyszedł. Nawet nie dał mi głupiego buziaka. Usłyszałam tylko trzask drzwi wejściowych i ciszę.
-Tak się bawimy panie da Silva?-Wymamrotałam i wstałam z łózka. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy i zrobiłam całkiem mocny makijaż. Następnie z szafy wyciągnęłam ubranie, założyłam je i byłam gotowa. Zegarek wskazywał godzinę 20:55. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do klubu. Bawiłam się wyśmienicie dopóki jakiś koleś nie zaczął mnie obmacywać. Odepchnęłam go jednak on miał więcej siły. Wziął mnie za rękę i wyprowadził na tyły klubu.
-Odczep się ode mnie!-Krzyczałam jak najgłośniej potrafiłam.-Pomocy-To już nawet nie był krzyk to było darcie się. Serce zaczęło mi mocnej bić,a oddech stał się nie regularny. W głowie błagałam o jakiś cud. O to, żeby ktoś tutaj przyszedł i mnie uratował, ale kogo ja oszukuje. Jest noc. W klubie jest głośniej niż gdziekolwiek indziej.
Mijały sekundy, minuty zaczęłam tracić nadzieję na jakąkolwiek pomoc. Chłopak coraz bardziej i chętniej się do mnie przystawiał. Jego ręce aktualnie znajdują się pod moją koszulką. Krzyczę, krzyczę tak głośno jak potrafię jednak nic z tego. Starałam się bronić. W końcu odepchnęłam go od siebie. Upadł. Chciałam uciec lecz nagle dostrzegłam strumień krwi. Przestraszyłam sie, że go zabiłam. Nie wiedziałam co robić. Podeszłam do mojego dręczyciela. Oddychał. Kamień spadł mi z serca jednak nic więcej nie zrobiłam aby go uratować. Uciekłam. Z klubu wybiegłam jak poparzona. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Do domu nie wrócę ponieważ tata nie może się o tym dowiedzieć. Do Neymara też nie pójdę, bo chciałam się odegrać i poczuć lepiej po tym jak mnie olał.
Zaczęłam płakać. Byłam bezradna. Szłam nocą ulicami Barcelony. Bałam się każdego mężczyzny który przechodził obok. W końcu nogi doprowadziły mnie pod jego dom. Stałam przed ładną posesją i wahałam się. Iść do niego? Wtulić się i zapomnieć czy udać twardą i zrobić wszystko, aby się o tym nie dowiedział? Moje myśli przerwało szczekanie psa.
-Poker cicho.-Uklękłam i próbowałam go uciszyć ale nic z tego.-Poker błagam nie szczekaj. Twój pan nie może wiedzieć, że tu jestem.
-Za późno.-Usłyszałam męski głos i podniosłam głowę do góry. Zamilkłam.
Chwile później byłam w domu Brazylijczyka. Siedziałam w kuchni i zastanawiałam się, czy mu o tym powiedzieć. Ostatecznie postanowiłam udawać, że nic się nie stało.
-Czemu nie mogłem wiedzieć, że tu jesteś?-Zapytał stawiając na stół dwie herbaty i usiadł na przeciwko.
-Chciałam zrobić ci niespodziankę.-Skłamałam i lekko się uśmiechnęłam. Wzrok wbiłam w kubki.
-Z rozmazanym makijażem i rozciągniętą koszulką?-Krzywo się na mnie spojrzał.
-Podobno wygląd nie ma znaczenia.-Wymamrotałam i upiłam łyk ciepłego napoju.
-Czemu nie rozmawiasz ze mną szczerze?
-Neymar. Potrzebuje czasu.
-Czegoś jeszcze?
-Tak. Chciałabym, żebyś mnie przytulił i obiecał, że nie pozwolisz, aby mi się coś stało.-Wyszeptałam ze łzami w oczach. Samotna łza spłynęła mi po policzku. Piłkarz wstał. Starł ją i schylił się, aby nasze wzorki się spotkały.
-Kochanie obiecuję ci, że zawsze będę przy tobie. Nie ważne, ile bólu sobie nawzajem sprawimy. Obiecuję, że będę cie bronił przed złem jakie na ciebie czyha. Nigdy cie nie opuszczę i zawsze będę cie kochać.
-Dziękuję.-Przytuliłam go i rozpłakałam się na dobre.
-Błagam cie, nie płacz. Nie moge patrzeć na twoje łzy.
-Przepraszam.-Uśmiechnęłam się i starłam słoną ciesz jeszcze bardziej niszcząc sobie makijaż.

*********************************
Witam was nowym rozdziałem. Długo nie mogłam sie zebrać aby go napisać, ale myślę, że efekt końcowy jest nawet fajny i ciekawy. 
Czekam na waszą opinię. Może macie jakieś pomysły co do wyglądu bądź do opowiadania. Może chwili byście aby była tutaj muzyka. Piszcie śmiało :)
Do następnego wpisu kochani :*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
15 KOMENTARZY = 14 ROZDZIAŁ 
POWODZENIA ♥

niedziela, 14 lutego 2016

12."Ale i tak mnie kochasz."

Impreza była wspaniała. Było mnóstwo ludzi, a jubilatowi nie schodzi uśmiech z twarzy. W końcu nadszedł czas na tort. Wszyscy zaśpiewaliśmy sto lat i dostaliśmy po kawałku słodkości. Neymar otwierał prezenty, a Shakira postanowiła zaśpiewać jedną ze swoich piosenek. Korzystając z okazji też coś zaśpiewałam. Następnie razem z Neymarem zaśpiewałam Uncover. Śpiewając cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Jego błyszczały, były szczęśliwe i zakochane. Długo nie mogłam w nie patrzeć ponieważ nie chciałam aby były moją zguba. Moim zatraceniem, a jednak nie potrafiłam przestać tego robić. Czułam jak śliczne, czekoladowe oczy mnie hipnotyzują. Po piosence chłopak zbliżył twarz do mojej. Nie chciałam tego robić. Nie chciałam się z nim całować, jednak mu uległam. Nasze usta się spotkały. Na początku był to niewinny, delikatny pocałunek jednak później przerodził się w bardzo namiętny. Całowaliśmy się tak jakbyśmy bali się, że to nasz ostatni pocałunek. Że nigdy więcej nie będziemy mieli szansy się pocałować. A przecież to nasz pierwszy pocałunek. Pierwszy poważny pocałunek, a nie jakieś buziaki na dzień dobry czy miły gest. Nie chciałam tego przerywać jednak musiałam. Neymar bardzo mi się podoba, a całowanie się z nim w żaden sposób nie pomoże mi wybić go z głowy. W końcu się od niego oderwałam. Oderwałam i wybiegłam do ogrodu. Musiałam zostać sama. Nie przejmowałam się, że wszyscy goście się na nas gapili i jak bardzo ośmieszyłam się tą ucieczką. Chwilę później usiadł obok mnie na ławce piłkarz.
-Nie mów, że ci sie nie podobało.-Próbował rozładować napięcie.
-Neymar nie mam ochoty na twoje żarty ani podrywy.
-A nic z nich nie rozumiesz?-Uśmiechnął się niemrawo, a ja spojrzałam się na chłopaka pytająco.- Podobasz mi się, nawet bardzo.
Nic mu nie odpowiedziałam. Jedyne co zrobiłam to głośno westchnęłam i biłam się z własnymi myślami.
-Chodź, mam coś dla ciebie.-Wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Niepewnie wstałam. Złapałam jego dłoń i weszliśmy do środka. Po chwili znaleźliśmy się w sypialni Brazylijczyka.
-Nie Neymar. Nie możemy tego zrobić.
-A mówią, że tylko faceci myślą na okrągło o seksie.-Zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
-Jesteśmy. Lekko. Wypici. W. Nocy. W. Twoje. Urodziny. W. twojej. Sypialni.-Podkreślałam każde słowo.-A chwile temu powiedziałeś, że ci się podobam.
-Nie prawda.-Zaprzeczył, a ja zaczęłam się zastanawiać kto ma ze sobą problemy. Ja ze słuchem, czy on z pamięcią.-Powiedziałem, że mi się bardzo podobasz.
-Na jedno wychodzi.-Machnęłam ręką.-I tak nic z tego nie będzie.
-Czemu tak myślisz?
-Jesteś światowej sławy piłkarzem. Jesteś otoczony pięknymi dziewczynami. Masz wszystko czego pragną kobiety. Jesteś przystojny i masz wspaniały charakter. -Wymieniałam a napastnik położył mi palec na ustach.
-Ale spośród tylu pięknych dziewczyn wybrałem ciebie. Już dawno oddałem ci moje serce. I... Pamiętasz jak jakiś czas temu razem spaliśmy. Powiedziałaś "kocham cię"przez sen. Nic ci nie mówiłem wcześniej, bo chciałem pierwszy ci to oznajmić. Ola odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem wiedziałem, że jesteś inna. Skrywałaś w sobie tajemnice, którą trzymasz do dziś. I pewnie będziesz ją miała w sobie przez kilka najbliższych lat, ale chciałbym każdego dnia odkrywać cię na nowo. Proszę pozwól mi.
-No sama nie wiem.-Powiedziałam i spuściłam głowę. Brazylijczyk uniósł mój podbródek i spojrzał mi prosto w oczy.
-Wiesz. Tylko się boisz. Boisz się powiedzieć mi prawdy, ale spokojnie. Nie musisz. Twoje oczy zrobią to za ciebie. Jeśli twoja dusza będzie gotowa mi to powiedzieć to mi to pokarz. Wiedź, że będę na ciebie czekał. Zawsze.
Między nami zapadła cisza. Słychać było jedynie imprezę która odbywała się na dole.
-Ney są twoje urodziny. Przełóżmy tą rozmowę na kiedyś indziej, a teraz idź się bawić.
-Jak ty.-Wskazał palcem na mnie.-Do mnie-Tym razem palec powędrował na jego klatkę piersiową- powiedziałaś? Powiedziałaś Ney? Czy już mam na twoim punkcie aż takiego świra, że słyszę jak wypowiadasz moje imię.-Roześmiał się. Ja również. Myślę, że jest to dobry moment abym zaczęła mówić do niego Ney.
Nagle Brazylijczyk wstał i wyciągnął spod poduszki kopertę. Podszedł do mnie. Spojrzał na kartkę, na mnie, kolejny raz na kartkę i mi ją wręczył.
-Marzyć, to jedyna rzecz której nikt nam nie zabroni.-Wyszeptał mi do ucha. Po moim ciele przeszły ciarki. Jego głos był wspaniały. Moja podświadomść mi mówiła żebym uważał, bo nic dobrego z tego nie wyniknie, ale serce było innego zdania. Ta walka miała swojego lidera, którym było serce. Nie lubię się nim kierować, ale miłość jest czymś wspaniałym. Czymś czego każdy chce doznać. Neymarowi mogłabym się cała oddać. Wiedziałam, że mnie nie zrani, że będzie o mnie dbał. ale gdzieś zapaliło się czerwone światełko, które powiedziało "Neymar nie szuka miłości, on szuka przygód." Wiem to wszytko w tym momencie może wydawać się cholernie pomieszane. Ale tak jest właśnie w mojej głowie. Toczę walkę pomiędzy tym co czuje, a tym co wiem. Toczę walkę i jeżeli ją wygram. Wygram wszystko i będę szczęśliwa. Jeśli jednak ją przegram zostanę sama. Nigdy już nie będę tak naprawdę szczęśliwa, bo to co daje mi prawdziwą radość odejdzie.
Otworzyłam niepewnie kopertę w której był list. Wiadomość z najlepszego studia w Europie. Zaczęłam czytać na głos.
-Gratulujemy dostania się do naszego studia. Mamy nadzieję, że nasza wspólna praca przyniesie same rezultaty i korzyści.-Przerwałam i spojrzałam na Brazylijczyka.- Oni nigdy nie widzieli jak tańczę.
-Owszemu widzieli.
Nie chciałam więcej pytań. To mi wystarczyło. Wstałam i wtuliłam się w Brazylijczyka.
-Wariat.-Wyszeptałam mu do ucha.
-Ale i tak mnie kochasz.
-Chciałbyś.-Zaśmiałam się i odsunęłam na tyle, abym mogła spojrzeć mu w oczy. To cudowne, gdy druga osoba robi wszystko abyśmy my byli szczęśliwi.
-Ja o tym wiem.-Powiedział i chciał mnie pocałować, ale od pokoju wszedł Dani.
-Stary wszędzie cie szukałem. Nie gadaj, że przez nią olałeś swoich gości.
Odsunęłam się od piłkarza i wyszłam z pokoju. Mijając się w drzwiach z Alvesem uśmiechnęłam się triumfalnie. To widać, że on mnie nie lubi, a ja nie będę się przed nim płaszczyć. W sumie chciałabym zobaczyć jego reakcje gdy Ney mówi mu, że mnie kocha i jesteśmy razem.
Do końca imprezy było już wszystko okey. Wygłupiałam się z Munirem i Bartrą. Poznałam kilka wspaniałych osób. Pogadałam trochę z Neymarem. Jak razem tańczyliśmy powiedziałam, że go kocham, a on chwilę później wyciszył muzykę. Stanął na stole aby były lepiej widoczny i oznajmił wszystkich, że jesteśmy razem. Ale gdy ta wiadomość dotarła do Daniego stało się coś dziwnego. Podszedł do ściany, uderzył o nią głową i wyszedł do ogrodu. Po chwili dodał zdjęcie na Instagrama z dopiskiem "Neymar synu nie niszcz sobie życia"
Serio musi mnie nie lubić nie? Ale luz. Kiedyś jak będę jego żoną, a on świadkiem na naszym ślubie będzie przynajmniej musiał udawać miłego.
Około godziny 5:30 poszłam spać. Znaczy położyłam się w salonie obok ludzki którzy nie byli w stanie wrócić do swojego, ale Neymar powiedział, żebym nie robiła scen i zabrał mnie do swojej sypialni. Nie muszę już wam chyba mówić co działo się dalej, bo możecie się domyśleć, ale naprawdę, było mi z nim dobrze.

06.02. WTOREK
Następnego dnia wstałam około godziny 15. Leniwie wstałam z łóżka. Założyłam ubranie, które leżało na podłodze i zeszłam na dół.
-Dzień dobry.-Krzyknął Munir i pomachał mi, kiedy weszłam do kuchni.
-No witam pana.-Posłałam mu ciepły uśmiech i usiadłam na blacie przy którym Neymar szykował kawy.
-Jak sie spało?-Zaśmiał się Messi i poruszył zabawnie brwiami. Skarciłam go za to wzrokiem, ale nic się nie odezwałam.
-Widać, że brakuje ci słów, aby opisać wczorajszą noc.-Dogryzał mi Munir.
-Było wspaniale. Wystarczy?-Powiedziałam i upiłam łyka kawy, którą podał mi mój chłopak. Szkoda, że nie wiecie, jakie to uczucie określić najlepszego piłkarza na świecie swoim chłopakiem.
Około godziny 19 przyjechał po mnie tata. Wróciliśmy do domu i każde z nas poszło do swojego pokoju. O godzinie 20 tata zamówił pizze i obejrzeliśmy sobie komedie. Przed snem wzięłam do ręki kopertę z listem, którą podarował mi Ney. Przeczytałam wszystko do dokładnie, jednak było w tym male ale...

**************
Powróciłam. 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
Do następnego :)
13 komentarzy = 13 rozdział 
POWODZENIA !!

poniedziałek, 1 lutego 2016

11.Naleśniki, sałatka, ja, ja,a zapomniał bym...Siebie też polecam.

03. 02 SOBOTA
Następnego dnia obudziłam się o godzinie 9:15. Poleżałam sobie w łóżku jakieś pół godziny i wylegiwałabym się pewnie jeszcze z najbliższą godzinę, ale przyszedł do mnie Munir. Zaprosił na śniadanie i kazał się wyszykować, bo od razu po posiłku jedziemy na zakupy.
Wyprostowałam włosy, ubrałam się, umalowałam  i zeszłam na dół. Tata z Munirem rozmawiali o dzisiejszym meczu i kończyli nakrywać do stołu. Po śniadaniu razem z napastnikiem pojechałam go galerii.
-Dlaczego tu jesteśmy?-Zapytałam, bo naprawdę nie widziałam potrzeby, abyśmy tutaj byli.
-Neymar ma urodziny za dwa dni i przydałoby się mu coś kupić.
-Mam ci pomóc szukać dla niego prezentu?
-Nie, ja dam sobie rade. Bardziej jestem ciekawy co ty mu znajdziesz.-Zaśmiał się i ruszył w kierunku sklepu sportowego.
-Ja? Ja mam mu coś kupić? Przecież nie zostałam zaproszona na jego urodziny.-Gadałam sama do siebie. W końcu jednak zmotywowałam się i zaczęłam chodzić po sklepach.

Chodziłam po sklepach i nagle w oko wpadły mi dwie koszulki w których już mogłam wyobrazić sobie jubilata. Wybrałam "najlepszego brata" i "najwspanialszego faceta". Następnie weszłam do kilku innych sklepów i dokupiłam jakieś drobiazgi. Nie jestem dobra w kupowaniu prezentów ludziom, których nie znam na tyle, aby wiedzieć co chcą, o czym marzą i co lubią. Po zakupach poszłam z napastnikiem do restauracji. Zjedliśmy obiad i wróciliśmy do domu. Była godzina 15:15.
-Ktoś się we mnie zakochał.-Powiedziałam wchodząc do salonu.
-Co?
-Bo jak jest taka sama godzina i minuta to tak się mówi.-Wytłumaczyłam i oddzieliłam prezenty dla Neymara od swoich rzeczy. Do meczu pozostało nam nie całe 3 godziny więc postanowiliśmy się zacząć już szykować. Po kąpieli wysuszyłam włosy i kolejny raz z tym dni je wyprostowałam. Pomalowałam się i ubrałam zostało mi jeszcze troszkę wolnego czasu więc pomalowałam paznokcie. Z domu wyjechaliśmy przed godziną 18. Droga na Camo Nou zajęła nam jakieś 15 minut. Gdy dotarliśmy Munir poszedł do szatni, a ja zasiadłam w loży dla vip'ów. Założyłam koszulkę Blaugrany z numerkiem "11" i moim nazwiskiem. Dostałam ją od taty następnego dnia gdy się o nas dowiedział. Nie miałam nic przeciwko aby założyć koszulkę z numerkiem z którym gra mój przyjaciel nawet jeśli w ostatnim czasie nasłuchałam sie o nim nie miłych rzeczy. Wobec mnie był w sumie to nadal jest fair więc mogę codziennie nosić tą koszulkę.

Zaczął sie mecz. Już w 6 minucie padła bramka i na wielkim ekranie ukazał się wynik 0:1 dla Atletico. Kibice Barcy oszołomieni, ale to przecież dopiero początek meczu. 37 minuta cały stadion wykrzykuje nazwisko zdobywcy bramki, która ustala wynik na 1:1. Pierwsza połowa za nami. Piłkarze schodzą z boiska z remisem, po bramkach Messiego oraz Koke. Podczas drugiej połowy Duma Katalonii jest o wiele bardziej skoncentrowana na grze. Bum! Kolejna bramka 2:1. Gola zdobył Gerard Pique. 65 minuta i znowu gol. Kibice szaleją kolejną bramką Leo Messiego. Już jest spokojna gra. Goście wiedzą, że już nie mają szans na remis. Do końca meczu pozostało kilka minut. Nagle... Kontuzja. Marc leży na murawie przez dłuższą. Nie rusza się. Na Camp Nou zapadła cisza. Każdy kibic wstrzymuje oddech. Minuta, kolejna, jeszcze jedna. Wstał. Pokazał kibicom, że już jest dobrze i gra się wznowiła. Sędzia doliczył 3 minuty. 92 minuta Neymar przy piłce i goool. 4:1. Wszyscy się cieszymy. Piłkarze, trener, kibice.

Po meczu odbyła się impreza. Bardzo duża i głośna impreza. Mało co z niej pamiętam. Ostatnią rzeczą która zapadła mi w pamięć była taksówka w której byłam z Bartrą.

04.02. NIEDZIELA
Następnego dnia obudziłam się w czyimś domu. W sypialni która utkwiła mi w pamięci.
Nie jestem w domu Marca. Jestem u Neymara! Neymara? Ale jak to, przecież jechałam z psiapsi do niego, bo chyba za dużo wypiłam, a nie chciałam pokazywać się w takim stanie tacie. Wstałam z łóżka, wyszłam z pokoju i skierowałam sie do salonu z którego dochodziły dzięki muzyki i czyjeś rozmowy. Rozmawiali dwaj Brazylijczycy. Pech chciał, że nie znam Portugalskiego, ale postanowiłam nagrać ich rozmowę. Wiem, że to głupie, ale nie lubię nie wiedzieć o czym mówią inni. Wiem to się nazywa ciekawość, ale u mnie to ona jest w stopniu zaawansowanym. Jedynie po tonie ich głosu można było wyczuć, że się sprzeczają. Postanowiłam im to przerwać.
-Dzień dobry.-Uśmiechnęłam się.
-Długo tu stoisz?-Zapytał młodszy Brazylijczyk.
-Tak dobrze mi się spało, dziękuje, że pytasz i w ogóle miło z twojej strony, że wyjaśniłeś mi jakim cudem znalazłam się w twoim domu.
-O przepraszam.-Podrapał się w tył głowy.-Jak się spało? Życzy sobie pani jakieś śniadanie? Jesteś tu, bo Marc nie mógł sobie z tobą poradzić.
-Jak to?
-Lepiej niech on sam ci to powie.-Powiedział nieśmiało i kolejny raz podrapał się w kark.
-Okey? A śniadanie nadal aktualne?
-Oczywiście.-Uśmiechnął się.-Na co pani ma ochotę?
-A co jest w menu.
-Naleśniki, sałatka, ja, ja,a zapomniał bym...Siebie też polecam.
-Gadka na podryw? Kiepska.-Poklepałam napastnika po ramieniu i poszłam do łazienki.

Perspektywa Neymara.
-Stary co ty się tak przed nią kłaniasz?
-Lubie ją okey?
-Chyba za bardzo.-Zaśmiał się Dani
-O bardzo śmieszne.-Zrobiłem zażenowaną minę i usiadłem obok przyjaciela na kanapie.
-Ney dla żadnej dziewczyny nigdy taki nie byłeś. Sory, że to powiem, ale zawsze byłeś zapatrzony w siebie. Nie robiłeś nic ponad dla dziewczyn, a teraz? Z resztą co z dziewczynami na pocieszenie? Zamiast być dla nich miły to dajesz im rano kase dzwonisz po taksówkę i bez żadnego słowa wystawiasz je za drzwi. Czemu dla niej jesteś inny. Przepraszam za to pytanie, ale czy ty chcesz sie przez to podlizać trenerowi?
-Powaliło cie? 
-No to stary co jest z tobą?
-Sam nie wiem. Bardzo ją lubię i często o niej myślę.
-Nie gadaj, że taka dziewczyna zawróciła ci w głowie.
-Jaka?-Zdziwiłem się słowami Daniego. Sam zawsze powtarza, każdy jest taki sam, każdy jest tylko człowiekiem.
-Inna. Wydaje się być nie wierna. Szuka przygód, robi chłopaków w chuja i tyle.
-Nie prawda. Jest nie winna, a nie nie wierna. Nie szuka przygód bo jest jest strasznie spokojna. Jest miła i -Przerwał mi
-Udaje spokojną. Uwiedzie cie i zostawi.
-Dobra nie denerwuj mnie.-Odszedłem od przyjaciela. Kierowałem się do kuchni.-Jesz z nami śniadanie?

Perspektywa Daniego
-Jesz z nami śniadanie?-Zapytał
-Nie dzięki. Będę się już zbierał.-Wstałem, pożegnałem się z kumplem i wyszedłem z domu.
Ta dziewczyna mi nie pasuje. Widziałem jak zachowywała się na imprezie po meczu. Może moi koledzy z drużyny ją lubią, ale ja jej nie ufam. Spróbuje wybić Neymarowi ją z głowy. On w swoim życiu jeszcze nie przejechał się na żadnej dziewczynie i jako przyjaciel będę go od tego chronić. A na pewno nie pozwolę Oli mu go zranić. Znam go od dzieciaka. Jego psychika nie wyrobi, gdyby zranił go ktoś, kogo mocno kocha.
Na imprezie bardzo dużo rozmawiała z Bartrą, wzrokiem pożerała Neymara, a tańczyła z pierwszymi lepszymi kolesiami. Z jakimś blondynem poszła do kibla, ale chyba do niczego nie doszło, bo wrócili za wcześnie. Nie wiem co ta laska ma w głowie. Wiem jedno. Jest złym towarzystwem dla Neymara. On jest dla mnie jak brat, a ona? Eh szkoda gadać.

05.02 PONIEDZIAŁEK.
Wstałam dzisiaj o godzinie 6:30. Mam dzisiaj sporo rzeczy do zrobienia. Pierwsze co muszę zrobić to pojechać odebrać Daviego, który najprawdopodobniej będzie z ciocią. Na pomysł, aby syn Neymara był w jego urodziny wpadłam z tatą i Munirem, po powrocie od Brazylijczyka. Znaczy ja to zaproponowałam ponieważ rozmawiając wczoraj z piłkarzem, powiedział, że prawdziwe szczęście daje mu synek. 
Więc podniosłam się szybko z łóżka i poszłam do łazienki. W miarę szybko doprowadziłam się do stanu używalności i zeszłam na dół. Wyjęłam z lodówki jogurt pitny o smaku owoców leśnych i zadzwoniłam po taksówkę. Na lotnisku byłam o godzinie 8:12. Samolot miał być za kilka minut. Wreszcie wysiadła z niego bardzo ładna dziewczyna o ciemnej karnacji oraz długich włosach i mały słodki blondyn . Nie miałam wątpliwości, że jest to Rafaella i Davi. Podeszłam do nich przywitałam się i poszliśmy odebrać ich rzeczy. 

Perspektywa Neymara.
-100 lat, 100 lat.-Usłyszałem głos mojego syna. Siedział na łóżku i śpiewał. Za nim stała moja siostra oraz Ola. One również śpiewały. Ej ej ej. Stop. Davi? Rafa? Co oni tutaj robią?-Wszystkiego najlepszego tatusiu i takiej ładnej dziewczyna jak ta, która mnie tutaj przywiozła.
-Ładna nie?-Uśmiechnąłem się i spojrzałem na Ole. Ona akurat na mnie patrzyła. Po chwili jednak spuściła wzrok.-Dziękuję Davi.
-A to nie wszystko. Mam prezent!!-Oznajmił i wybiegł z mojego pokoju. Korzystając z okazji życzenia złożyła mi Rafa. Po chwili do pokoju wbiegł Davi z ogromną torbą i kartonowym sobą.
-To jak będziesz za mną tęsknić jak będę z mamusią, a resztę wybierała ciocia i mama.
Podziękowałem synkowi, powygłupialiśmy się trochę, następnie całą czwórką zjedliśmy śniadanie. Po posiłku Rafaella z Davim poszli spać po podróży, a ja odwiozłem Ole do domu. Zostałem zaproszony na kawę. Razem z Munirem i trenerem rozmawialiśmy o ostatnim meczu i wróciłem do siebie.


Perspektywa Oli.
Około godziny 16 zaczęłam szykować się na urodziny. Wzięłam orzeźwiający prysznic. Podkręciłam lekko włosy, zrobiłam mocny makijaż i postanowiłam założyć sukienkę oraz wysokie szpilki. Po wyszykowaniu się wypiłam jeszcze z Munirem kawę i byliśmy gotowi. O godzinie 19:30 zapakowaliśmy prezenty dla jubilata i wyjechaliśmy z domu w spaniałych humorach.

***************************
Przepraszam was za tak nudny rozdział. Jakoś nie miałam weny w dodatku jeszcze się rozchorowałam xd Jedynym plusem jest to, że przedłużą mi się ferie :D
A własnie ferie mam od 15 więc może rozdziały bd częściej dodawane.
Obiecuję się poprawić, a następne rozdziały bd na pewno ciekawsze.
Tak wgl to lubicie Justina? Chciałabym wkręcić go w tego bloga, ale jeśli za nim nie przepadacie to wymyślę coś innego :)
Oceniajcie rozdział :) Tak, proszę każdego o komentarz. Zdaje mi się, że wasza aktywność spadła :(
Pamiętajcie o podpisywaniu się :)
15 komentarzy = 12 rozdział 
powodzenia ♥

piątek, 22 stycznia 2016

10.Ale przed tą jedyną zrani miliony.

01.02 CZWARTEK
Z Bartrą nie odzywam się od tygodnia. Brakuje mi go. Jego ślicznych oczu i radości. Mało kiedy wychodziłam z domu. Z Neymarem mało kiedy rozmawiałam. Jakoś nie miałam ochoty na nic.
Marc jest moim przyjacielem od niedawna. Przepraszam był przyjacielem, a tak się do niego przywiązałam. Dziwne co? Co do mojego "związku" z Neymarem pewnie on już o tym zapomniał. Wiem, że zerwał z Lisą. Podobno się pomylił i jednak jej nie kocha.
Dzisiaj idę do studia. Umówiliśmy się z Tomem na wspólną próbę a później na jakiś obiad. Poszłam się przebrać. Do torby wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół. Zadzwoniłam po taksówkę, a pod studiem byłam około godziny 11:00. Szybkim krokiem weszłam do budynku, do sali i do przebieralni. Zmieniłam ubranie i w tym samym czasie do środka wszedł Hiszpan. Przywitaliśmy się, chłopak się przebrała i zaczęliśmy tańczyć. Czas minął mi bardzo szybko i przyjemne. Dużo śmiałam się się Tomem i nie obyło się bez wygłupów. Chłopak pokazał mi choreografię, którą sam wymyślił. Bardzo mi się spodobała.
Po treningu poszliśmy do restauracji. Zamówiliśmy danie, które zaproponował nam kelner. Podczas posiłku również dużo rozmawialiśmy. Chłopak wypytywał się o piłkarzy z Barcy. Chciałam uniknąć tego tematu. Nie chodzi tutaj o Marca czy Neymara, tylko o to, że osoby z zewnątrz nie powinno interesować co dzieje się w prywatnym życiu każdego z nich. Około godziny 16:30 Tom odwiózł mnie na Camp Nou. Nie chciałam aby wiedział gdzie mieszkam, więc stwierdziłam, że umówiłam się tam z koleżanką. Pożegnałam się z tancerzem i spacerkiem wróciłam do domu. Po drodze wpadłam na pomysł aby jutro pojechać na trening Barcelony. Może uda mi się porozmawiać z obrońcą. W domu zostałam Neymara.
-Heej.-Uśmiechnęłam się do napastnika i usiadłam na kanapie obok. Chłopak spojrzał się na mnie krzywo.-Coś nie tak?
-Skądże.
-To co się na mnie tak gapisz jakbym ci dziecko zabiła?
-A sam nie wiem. A czekaj, przypomniało mi się, Nie odzywasz się od tygodnia a teraz tak po prostu mówisz hej słodkim głosem i myślisz, że wszystko będzie okey.-Uniósł się.
-O co ci kurde chodzi?-Zapytałam i odsunęłam się trochę od piłkarza.
-Nie dajesz znaku życia przez tydzień, a wcześniej pakujesz mi się do łóżka.-Zapadła cisza.
-Przepraszam, ja nie chciałam, aby tak to wyszło. Wtedy potrzebowałam czyjeś bliskości. A nie odzywałam się, bo kogo obchodzi jakąś gówniara. Wiem, że masz swoje życie i nie chce Ci się do niego wpieprzać.-Zapadła cisza. Krępująca cisza. Wstałam z rogówki i zaczęłam iść w stronę schodów.
-Gadałem z Bartrą.-Usłyszałam głos Brazylijczyka za plecami. Znieruchomiałam.
-O czym?-Udawałam, że nie wiem o co chodzi.
-Nie bądź głupia. Wyjaśniłem mu wszystko.-Po tych słowach rzuciłam się napastnikowi w ramiona.
-Dziękuję.-Wyszeptałam.
Resztę dnia spędziłam sama w domu. Znaczy na początku byłam z Neymarem, ale później musiał jechać załatwić jakieś sprawy. Będąc sama obejrzałam dwa filmy i zjadłam połowę pizzy. Około 23 do domu wrócił tata. Poinformowałam go, że jadę jutro z nim na trening i poszłam do siebie. Wzięłam długą odprężającą kąpiel i poszłam spać. 

02.02 PIĄTEK
O godzinę 8:30 obudził mnie budzik. Wstałam od razu, gdyż byłam wyspana. Podeszłam do szafy, wybrałam sobie ubranie i poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam i umalowałam, a włosy po wysuszeniu spięłam w wysoką kitkę. Zeszłam na dół do taty, gdzie czekało na mnie śniadanie. Zjedliśmy tosty z serem napiliśmy się kakałka i ruszyliśmy spacerkiem na Camp Nou. Po drodze tata opowiadał mi jakieś śmieszne historie, które przytrafiły mu sie w Barcelonie. Na stadionie byliśmy około godziny 10:00.
-Przepraszam.-Usłyszałam głos Bartry. Serce zaczęło mi szybciej bić, a ręce się pociły.-Powinienem dać ci szansę to wszystko wyjaśnić.
-To ja przepraszam. Nie powinnam Cię okłamywać.
-To jak? Od teraz jesteśmy ze sobą szczerzy?
-Zawsze.-Uśmiechnęłam się do chłopaka. Przytuliliśmy się na zgodę i piłkarz poszedł się przebrać. Chwilę po nim przyszła cała reszta. Przywitali się ze mną i poszli w ślady Marca.
Trening minął szybko i fajnie. Jutro jest mecz więc chłopaki się nie obijali.
W połowie treningu przyszedł Munir. Powiedział, że zalał mu się dom, więc tata zaoferował mu zostanie u nas na kilka dni.
Tak właśnie się kończy, gdy kobieta zostawia mężczyznę samego w domu. Wybranka Munira wyleciała do swojej koleżanki do Grecji, a on postanowił zabawić się w najlepsze. Dokladnie nie wiem co zrobił, bo tak tłumaczył, że wcale go nie zrozumiałam, ale w setnie sprawy-zalało mu cały dół domu. Gratuluję,
A więc całą 3 pojechaliśmy do domu 20-latka po jego rzeczy. Wziął ubrania, kosmetyki i jeszcze jakieś potrzebne mu rzeczy, a na wierzch torby położył swoje zdjęcie z An.
Nie uważacie, że to jest kochane? W sumie tym gestem el Haddadi miło mnie zaskoczył. Chyba to zobaczył, bo podszedł objął mnie ramieniem i powiedział:
-Twoje zdjęcie też kiedyś ktoś tak włoży.
-Kiedyś, ktoś.-Powtórzyłam słowa Hiszpana i wybuchnęłam śmiechem.
-A sory. Neymar przy najbliższej okazji wyjazdu.-Po tych słowach zgromiłam go wzrokiem, a chłopak się roześmiał.-No co? Taka prawda.
-Mówiłam ci, że mam kogoś,-Przypomniałam mu naszą rozmowę, gdy się poznawaliśmy.
-Ja ci mówiłem, że możesz pokochać kogoś innego.

W domu zjedliśmy późny obiad i razem z Hiszpanem poszliśmy go rozpakować. Zajęło nam to około 3 godzin. Dlaczego tak długo? Munir wpadł na pomysł, że przymierzy wszystkie ubrania jakie wziął ze sobą, a ja miałam za zadanie mówić mu jak w tym wygląda.
-Od razu mówię, że mamy skale. Od 9 do 10. 9-wyglądam przystojnie, a 10-wyglądam cholernie przystojnie.
Głównie skupiłam się na podziwianiu jego umięśnionego ciała niż na tym co w danej chwili na siebie założył.
Wieczorem udaliśmy się na spacer po plaży. Było bardzo przyjemnie, a widoki były rewelacyjne. Napastnik postanowił kupić nam szejki (nwm jak się to pisze), a ja w tym czasie napawałam się tym cudownym miastem. Nagle wpadł na mnie jakiś koleś w kapturze i upadliśmy.
-Powaliło cie?-Krzyknęłam a przed twarzą pojawiły mi się jego cudowne czekoladowe oczy. Marc od razu podbiegł i podniósł mnie z owego mężczyzny.
-Ola bardzo przepraszam. Nic ci się nie stało?
-Nie wszystko w porządku. Dziękuję, że pytasz. a jak z tobą?
-Dobrze.
-No dobrze, bo jutro mecz, nie możesz mieć żadnej kontuzji.-Uśmiechnęłam się do chłopaka.-Idziesz z nami?
-Nie. Zajęty jestem trochę.
-A co będziesz robił?-Wtrącił się Munir.
-Umówiłem się z taką jedną dziewczyną.
-Kolejna?
-Może. Dobra ja spadam. Cześć.-Pożegnał się z nami i pobiegł w nieznanym mi kierunku.
-O co chodzi z kolejną?-Zapytałam, bo nie mogłam uwierzyć, że on jest taki naprawdę. Wydawał się być inny, kochany. A jednak. Pozory mylą, nie?
-Ney czasami tak ma. Zawsze jak coś go denerwuje, stresuje czy po protu ma jakieś obawy, ogólnie jak jest coś nie tak szuka sobie pocieszenia w taki własnie sposób. Spokojnie przejdzie mu niedługo.
-Co jest nie tak?
-Nie wiem. On tak ma, nawet jak jest z kimś związku. Myślisz, że dlaczego z Bruną już nie są razem? Powiedzieli, że odległość, że ona chciała aby on sie jej oświadczył, ale to nie prawda. On za często ją zdradzał, ale może już zmienimy temat, bo widzę, jak ci się humor psuje.
Na spacerze byliśmy jeszcze z półtorej godziny. Po powrocie do domu byłam zmęczona, więc od razu poszłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i przebrałam sie do piżamy smarując wcześniej całą siebie masłem do ciała. Kochałam ten zapach. Ekstrakt z bawełny, masło pistacjowe i olej z avocado. Ten zapach kojarzy mi się z jednym. Z czasami gdy nie było mnie w domu po kilka dni, czas w którym robiłam co chciałam. Kojarzył mi się z wolnością, którą kocham. Po wyjściu z łazienki wzięłam sobie laptopa na łóżko. Włączyłam jakiś romans i zaczęółam go oglądać. W sumie nie mogłam się na nim skupić. Ciekawsze były słowa Munira. To przykre, gdy osoba, którą uważacie za ideał nie okazuje się nim. Okazuje się za to zwykłą świnią.
-Można?-Usłyszałam dzwięk dochodzący zza drzwi.
-Można.-Krzyknęłam i zdjęłam laptopa z kolan.
-Mam nadzieję, że nie przejęłaś się moim słowami o Neymarze.
-Nie dlaczego?
-Jakaś blada się wtedy zrobiłaś.
-Myślałam, że jest inny. I tyle.-Uśmiechnęłam się niemrawo do chłopaka
-To na pewno się zmieni. Gdy pokocha ta jedyną.
-Ale przed tą jedyną zrani miliony.

*******************************
Siemsy. Kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się podobał. Ogl uważam, że jest tutaj za dużo Neymara xD W sensie wszędzie on i chyba muszę to troszkę zmienić. 
Jeśli patrzycie na daty w blogu to oznacza, że niedługo Ney ma urodziny. Od razu mówię, nie szykuje nic wielkiego wspaniałego itp. Chyba, że wpadnie mi jakiś pomysł w co wątpię, ale trzymajcie za mnie kciuki. ;D
Przypominam o podpisywaniu się pod komami :))
15 komentarzy = 11 rozdział 
POWODZENIA ♥



sobota, 16 stycznia 2016

9.Wiem, że nie powinnam tego robić, bo jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale potrzebowałam go obok.

-Tak. Mamy.-Powiedział pewnie Brazylijczyk.-Czy wy nigdy nie byliście młodzi, zakochani? Zawsze byliście na każde zawołanie rodzica? Nigdy nie wchodziliście tam gdzie była tabliczka "Wchodzisz na własną odpowiedzialność", "Wstęp wzbroniony. Budynek grozi zawaleniu." Czy na najzwyklejsze "Zakaz wstępu."? Jeżeli mieli byśmy zostać ukarani za coś co sprawiło nam radość,za to że byliśmy szczęśliwi to chyba jesteśmy gotowi, ale to wasza nienaturalność daje nam te kary. Przecież każdy z was mógłby zrobić to samo. Przecież gdybyśmy nic nie robili świat byłby nudny. Nie docenilibyśmy wspaniałych chwil z ważnymi dla nas osobami. Z resztą cała ta sprawa to moja wina. Chciałem pokazać Oli jakie fajne może być życie. Chciałem obudzić w końcu w niej radość do życia. Chciałem, żeby uśmiech był jej symbolem rozpoznawczym. Dokładnie jak u mnie. Brak mojej obecności na meczu odczujcie, a ja odczuje brak Oli gdy wrócę a jej nadal tutaj nie będzie.
-Wiecie co? Neymar ma racje. To przecież są tylko dzieci. Też chcą mieć coś z tego życia.-Zwrócił się Luis do reszty mężczyzn z sali. Odeszli na bok i rozmawiali o czymś. Znaczy jestem przekonana, że tata próbuje umożyć nam kare, ale pożyjemy zobaczymy.-Myślę,że możemy wam wybaczyć. Jeszcze nigdy nie widziałem jak Neymar w taki sposób broni dziewczyny.-Dokończył tata i patrzył na Brazylijczyka pewien podziwu.
-Może dlatego, że jesteśmy razem?-Powiedziałam z ironią.
-Naprawdę?-Zdziwił się facet, który pokazał nam to nagranie. Wszyscy patrzyli się to na mnie, to na piłkarza. W środku powstrzymywałam się aby nie wybuchnąć śmiechem. Miałam też cichą nadzieję, że Neymar dołoży tutaj swoje 3 grosze.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś?-Zapytał zszokowany trener. Nie czułam się dobrze z tym, że okłamuje własnego ojca, ale jeżeli dowie się po co to zrobiłam na pewno nam wybaczy.
-A co tu dużo mówić.-Powiedział napastnik.-Jesteśmy młodzi. Ja przystojny, ona piękna. Mimo tego, że nasze charaktery bardzo się różnią coś zaiskrzyło.-Przerwał na chwilę piłkarz i spojrzał na mnie.- Nikt jeszcze nie spotkałem takiej wspaniałej dziewczyny. W sumie to za ciebie jestem gotowy przyjąć każdą karę.
Brawo Neymar. W duchu śmiałam się z tej sytuacji. Ej a może on był aktorem w poprzednim życiu?
Z resztą trzeba być głupim aby uwierzyć w takie brednie. I wiecie co? Chyba ci wszyscy panowie tacy są. Po cudownym przekazie Neymara odwołali nam karę i życzyli szczęścia. Nawet mój tata to zrobił. Do tego zaprosił piłkarza dzisiaj na kolacje. Dziwne nie? Niby nic. Miłość. Rzecz martwa w dodatku nie stała, a tyle może zmienić. No więc jedyne co mi zostało to podziękowanie Neymarowi, że nas wyplątał z tej akcji. Obiecać sobie, że nie zgodzę się na żaden inny szalony pomysł piłkarza i coś jeszcze? Nie to chyba tyle. W sumie jestem święcie przekonana, że napastnik jeszcze nie raz wpakuje nas w kłopoty. 
Po wyjściu z pomieszczenia przybiliśmy sobie piątkę. 
-Zgrany z nas zespół.-Uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Też mi się tak zdaje.-Zaśmiał się i mnie przytulił. Poszliśmy do szatni. Wszyscy piłkarze jeszcze byli w pomieszczeniu. Od razu po wejściu zostaliśmy zasypani masą pytań na które nie chciało nam się odpowiadać. Neymar powiedział tylko, że wszytko jest w porządku i że opowie wszystko podczas jakieś okazji. Nie wszyscy odetchnęli jednak z ulgą. Pan Marc stał w koncie szatni i kończył się przebierać. Jego mina mówiła sama za siebie. Jest na mnie zły. I to bardzo. Pewnie gdybym spojrzała mu w oczy zobaczyłabym nienawiść jaką pała do mnie od jakiś 30 minut. Zamknął szafkę z trzaskiem i szybko wyszedł z pomieszczenia. Postanowiłam za nim pobiec, Chciałam go przeprosić. Podbiegłam do Hiszpana i złapałam za nadgarstek.
-Marc ja. Ja cie babardzo prze przepraszam.-Jąkałam się.
-Nie ma sprawy. Idź do Neymara on cię z każdej sprawy wyplącze.-Rzucił od niechcenia.
-Spójrz na mnie.-Poprosiłam ponieważ uciekał cały czas wzrokiem. Wykonał jednak moją prośbę.-Czy ty jesteś zazdrosny o Neymara?-Zapytałam, ale bałam się jego odpowiedzi. Nie chciałam usłyszeć tak. Przecież wszyscy się przyjaźnimy. Nie chciałabym aby coś się zmieniło czy raczej popsuło. 
-Nie.-Powiedział cicho i oschle.-Ja tylko się martwię, ale ciebie to chyba mało obchodzi.-Zamilkł na chwilę.- Dziewczyno Neymar nie jest dla ciebie. Jeśli się w nim zakochasz, twoje małe serduszko rozpadnie się na kawałki i to ja będę musiał je pozbierać. Pewnie prześpisz się ze mną, żeby poczuć się lepiej, obudzisz się czując odrazę do samej siebie i zaczniesz zaliczać kolejnych facetów, którymi będziesz chciała zapełnić pustkę, jaką on zostawił w twoim życiu. 
-Powiem setny raz. Między nami niczego nie ma i nie będzie.
I wiecie co? Chyba życie mnie nie lubi. Podczas rozmowy z psiapsi podszedł do mnie starszy pan. Uśmiechnął się i powiedział "Życzę szczęścia z Neymarem." Na prawdę? Teraz jak ja zarzekam się, że nic nie łączy mnie z tym kolesiem. Dajcie mi pistolet. W sumie obojętnie co. Jak sobie coś zrobie może ten kabaret w końcu sie skończył.
-Sory, ale nie chce znać ludzi, którzy kłamią na każdym kroku. Cześć.-Wyrwał mi się z ręki i spojrzał mi prosto w oczy. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów. Po chwili chłopak odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę wyjścia. 
Chciałam za nim pobiec, ale wiem, że to nic by nie dało. 
Stałam. 
Stałam i patrzyłam jak odchodzi.
Odchodzi ktoś, kto jest przyjacielem. Chyba raczej nim był. Stałam tak długo dopóki nie zniknęła mi sylwetka piłkarza. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją starłam gdyż usłyszałam chłopaków wychodzących z szatni. Byłam zła. Byłam strasznie zła na samą siebie. Z zamyśleń wyrwał mnie Neymar.
-Co moja dziewczyna tak stoi? Uśmiechnij się. Wyszliśmy z tego cało.
-Nie mam ochoty.-Stwierdziłam i odeszłam od piłkarza. Muszę zostać sama. Pomyśleć jak odkręcić tą całą chorą sytuacje. 
Jedno miejsce było w tej chwili dla mnie najlepsze. Studio. 
Poprosiłam Neymara aby mnie tam podwiózł. Całą drogę chciał zachęcić mnie do rozmowy jednak nie udało mu się. Siedziałam jak zaklęta. Patrzyłam przez okno, tylko dlatego, aby Neymar nie zobaczył mojego nastroju. Pewnie wiedział, że jest coś nie tak, ale nie musi wiedzieć dlaczego.

Perspektywa Neymara.
Nie wiem co jej się stało. Chwilę temu była szczęśliwa, a teraz? Siedzi cicho. Odwrócona do szyby i przeklinała pod nosem. Nie będę jej zmuszał do rozmowy, bo i tak nic mi nie powie. Zrobię wszystko o co mnie poprosi. Zawsze będę jej pomagał jak mogę. Zdaje mi się, że jest tego warta. Warta mnie, mojego zaufania i czasu. Nigdy nie będę przypuszczał, że straciłem coś przez nią. Wydaje się taka nie winna, idealna.

Podwiozłem ją do studia.
-Zostajesz ze mną?-Zapytała cicho. Po głosie można było wyczuć, że dużo musiała z siebie dać aby powiedzieć te trzy słowa. Tylko jej przytaknąłem. Szybkim krokiem weszliśmy do środka, następnie do dużego pomieszczenia pełnego luster.
Ola weszła, rzuciła torbę w kąt sali. Podeszła do głośników i włączyła bardzo głośno muzykę. Nie chciałem jej przeszkadzać więc usiadłem w rogu przy jej torbie. Cały czas bacznie się jej przyglądałem. To co ona robiła budziło we mnie ogromne wrażenie. Jednak wiem, że ona tego potrzebuje, a nie, że chce się przede mną popisać. W studiu przesiedzieliśmy do godziny 19. W trakcie gdy Ola tańczyła wpadł mi do głowy pewien pomysł, ale dowiecie się o nim później. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jej ruchy były czymś wspaniałym, widać, że robi to, co kocha. Byłem także ciekawy co chodzi jej po głowie. Czy już wyładowała swoją złość i tańczy dla przyjemności czy cały czas próbuje o tym zapomnieć zatracając się w tańcu.

Perspektywa Oli.
W domu byliśmy około 20:30. W drodze powrotnej stwierdziliśmy, że przez dwa tygodnie będziemy udawać, że jesteśmy razem, a potem stwierdzimy, że do siebie nie pasujemy i się rozstaniemy. Po tym nikt się nie dowie, że kogokolwiek okłamaliśmy.
Nie miałam ochoty jeść kolacji. Wypiłam tylko gorzką herbatę i poszłam do pokoju. Nadal myślę jak wyjaśnić to wszystko Marcowi. Wiem, że zwykłe "Nie jestem z Neymarem, powiedzieliśmy tak tylko, aby uniknąć kary, a o tym, że to ja biegałam po Camp Nou nie mówiłam, bo nie chciałam, abyś się o mnie martwił." nie wystarczy.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos Brazylijczyka.
-Co jest mała?
-A nic.
-Bądź Ty szczera.-Zaśmiał się.
-Nic się nie stało. Jestem tylko zmęczona.
Kłamstwa, kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa. Gratuluje Olu.
-Jak będziesz gotowa na rozmowę to powiedz, a teraz idziesz obejrzeć na dół z nami film?
-Jasne.-Rzuciłam i wyszliśmy z pokoju. W salonie czekał na nas tata z wielką miską popcornu. Usiedliśmy na kanapie. Piłkarz objął mnie ramieniem, bo uzgodniliśmy, że przy tacie, też będziemy udawać. Oglądaliśmy "Dom na końcu ulicy"czy jakoś tak. Na szczęście nie jestem jak te wszystkie dziewczyny i nie boje się horrorów. Pewnie gdybym naprawdę była z Neymarem w związku to byłby zawiedziony.
Po filmie poszłam się umyć, później wyszłam na balkon zapalić i wtedy do mojego pokoju wpakował się napastnik. Ten dzień mnie wykończy. Szybko odgasiłam papierosa o barierkę i go wyrzuciłam. Po chwili Brazylijczyk stał przy mnie.
-Nie idziesz spać?-Zapytałam
-Przyszedłem powiedzieć dobranoc.-Wzruszył ramionami i lekko się uśmiechnął.
-Dobranoc przyjacielu.-Wtuliłam się do chłopaka. Emanuowało od niego ciepło. Mając głowę, przy jego klatce piersiowej czułam bicie jego serca. Cudownego serca. Już zazdroszczę jego dziewczynie. Na chwilę mnie zatkało. On jest z Lisą. Chciałam odsunąć się od chłopaka, ale nie mogłam. W jego ramionach czuję się bezpiecznie, Lisa się w tej chwili nie liczyła. Byłam tylko ja i on.
-Co nie odpowiadasz?-Z zamyśleń wyrwał mnie głos piłkarza.-Ola? Żyjesz?-Roześmiał się
-Tak, tak żyję. Chodźmy do środka, bo chłodno się robi.
-Dobranoc.-Powiedział piłkarz i złapał za klamkę.
-Branoc.-Odpowiedziałam i usiadłam na łóżku.-Neymar?
-Tak?-Uchylił drzwi.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.-Uchylił drzwi.-Spij dobrze.-Uśmiechnął się przyjaźnie i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Na łóżku siedziałam jeszcze z jakąś godzinę. Myślałam o dzisiejszym dniu. O Marcu. Wiem, że bardzo go zraniłam, a przecież nie chciałam źle. Nie chciała mu nic mówić, aby nie dodawać mu kolejnych problemów. Chciałabym mu to wszystko wyjaśnić, ale on nie chce ze mną rozmawiać. Siedząc tak wypaliłam pół paczki papierosów. Zadzwoniłam do niego. Nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz. Nie odebrał. Za trzecim odrzucił połączenie. Przecież to nie ma sensu. On nie chce mnie znać i tyle. Zrezygnowana wyszła z pokoju. Szłam w kierunku sypialni gościnnej w której spał Neymar. Wiem, że nie powinnam tego robić, bo jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale potrzebowałam go obok. Uchyliłam lekko drzwi. Spał. I bardzo dobrze. Po cichu podeszłam do łóżka i położyłam się obok piłkarza. Wtuliłam się w jego ciepły tors i usnęłam.

***************************************
Witam wszystkich po dość długiej przerwie. Postaram się aby następny rozdział był szybciej. Może nawet zacznę pisać go dzisiaj.    Piszcie w komach czy wam sie podobało :))  Może chcecie abym coś zmieniła w tym blogu, coś dodała? Śmiało piszcie :) 
Tak wgl to zakładam nowe konto na google, bo ta nazwa już mi się nie podoba xD Więc jak ktoś z nazwą ze słowem księżniczka coś doda to, to jestem ja xD
13 komentarzy = 10 rozdział 
POWODZENIA !♥!